Baśń o wężowym sercu, Radek Rak
Czytam

Sprawozdanie czytelnicze: „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”, Radek Rak

Radek Rak postanowił na nowo opowiedzieć historię Jakóba Szeli, a tym samym – XIX-wiecznej Galicji oraz rabacji. Przy czym wydarzenia historyczne mieszają się tu bardzo płynnie z elementami baśniowymi. Elementy realistyczne i nadprzyrodzone przenikają się niezwykle gładko, tworząc jedną rzeczywistość, kierującą się swoją własną logiką, istniejącą niby w bardzo konkretnym miejscu oraz czasie, lea jednocześnie istniejącą poza czasem, życiem i śmiercią. To powieść bardzo złożona, skomplikowana, z licznymi odniesieniami do literatury, kultury, historii. Bardziej wariacja na temat postaci Szeli niż próba trzymania się faktów.

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo się cieszę, że to NIE jestem recenzentką i NIE piszę recenzji. Dzięki temu nie muszę analizować tej książki, mogę was po prostu odesłać do recenzji na blogu Krytycznym Okiem, jeśli chcecie się naprawdę czegoś o tej książce dowiedzieć i żeby ktoś wam ją mądrze zinterpretował. Albo mogę wam polecić tę recenzję na YouTube, której autor omawia dokładnie liczne elementy składowe. Ja nie muszę się rozpisywać, jeśli mi się nie chce, taki urok tego bloga. A w przypadku „Baśni” po prostu mi nie zależy.

EDIT 8 października: doszły ciekawe omówienia, więc wam je nawet bardziej polecę: „Antybaśń o Szeli” Przemysława Czaplińskiego oraz odpowiedź do tego tekstu, „Wtóre słowo o Radku Radu”, Artur Nowrot.

(Poważnie, ja już poniżej będę tylko pierdolić, idźcie sobie zobaczyć te inne opinie.)

Dla całkowitej jasności – rozumiem, czemu ta książka jest dobra. Rozumiem, czemu podoba się ludziom. Rozumiem, czemu zebrała wszystkie te nominacje i prawdopodobnie wygra jakąś nagrodę. W interesujący sposób interpretuje historię, pokazuje polityczne tło rabacji, stosunki między chłopami a panami. Jest z jednej strony bardzo baśniowa, a z drugiej – naturalistyczna: przedstawia surowe realia chłopskiego życia, biedę, głód, rozpijanie, bycie wykorzystywanym, a także arogancję szlachty i jej przekonanie o byciu lepszym gatunkiem człowieka. Miesza chrześcijaństwo z wierzeniami ludowymi oraz pogańskimi stworami. Jest pełna nawiązań i cytatów, a styl pisania Radka Raka jest unikatowy. Można się w niej doszukiwać komentarzy na temat natury dobra i zła, natury człowieka, jego pragnień i żądzy zemsty, w końcu – rodzenia się świadomości narodowej i kształtu polskości. To wszystko i więcej tam jest, ja to widzę oraz doceniam.

Co nie zmienia faktu, że czytanie o batożeniu chłopów, wyobracaniu dziewek na sianie, odmrożonych uszach czy też karmieniu piersią węży i dorosłych mężczyzn nijak nie sprawia mi przyjemności. Męczy mnie to po prostu. Męczą mnie opisy ran, tego że ktoś komuś wsadził groch do ucha i teraz biedny chłopak jest głuchy i ma wiecznie jątrzącą się ranę z boku czaszki. Męczy mnie okrucieństwo wobec chłopów, bo to jest po prostu smutne i przykre, więc jak zamęczają Starego Myszkę na śmierć, to mi jest po prostu smutno i przykro. Wspominałam też ostatnio, że nie lubię scen erotycznych w książkach, a to jest trzecia książka z rzędu, którą czytam, a w której są seksy. Przysięgam, że jak w ciągu najbliższego tygodnia zobaczę gdzieś słowo „sutek” to eksploduję (wielce mnie dziwią zachwyty nad erotyką w „Baśni”. Ja rozumiem, że jest na wiele wyższym poziomie niż chociażby w takim nieszczęsnym „SeeIT”, ale kurna dalej… Nie wiem, czy to dlatego, że jestem kobietą? Że jestem wzrokowcem? Kwitnące piersi zachwycają mnie tak bardzo, że aż wcale). Gdzieś w połowie zaczynało mi już brakować na te wszystkie „cudowności” sił. Plus jak dla mnie magiczność poszła jeden krok na za daleko – postaci co chwila umierają i zaraz wracają, nie wiem, żywe, martwe, w formie pośredniej. Przez to już się momentami gubiłam.

Wkurzają mnie takie książki, bo czuję się przez nie głupia. Bo nie potrafię być intelektualistką jak jakaś co najmniej Agata Passent albo inna Kinga Dunin, żeby się zachwycać mądrą i piękną literaturą (nawet jeśli fantastyczną). No ale jak zachwyca, kiedy nie zachwyca… To po prostu nie jest książka dla mnie i tyle. W ogóle w trakcie lektury często myślałam o „Woda na sicie” Anny Brzezińskiej, bo niby też takie przemieszanie realnego z magicznym, a podobało mi się milion razy bardziej.

Także dajcie Rakowi jakąś nagrodę, należy mu się, a mnie dajcie święty spokój.


Tym oto sposobem przeczytałam trzecią i ostatnią na mojej liście książkę nominowaną do Nagrody Zajdla. Zostały jeszcze cztery, ale tak mnie te nominacje w tym roku wymęczyły, że mnie nikt i nic nie zmusi do ich ruszenia. Kisiel nie lubię, na temat książek Magdaleny Świerczek-Gryboś słyszałam opinie niepochlebne, a i fragmenty jej twórczości mnie nie porwały. To już nie na moje siły.

Przyszła za to pora na czytanie opowiadań. Nie obiecam z góry, że o nich napiszę, bo boję się, że mnie rozczarują tak jak powieści. No chyba że okażą się lepsze, wtedy coś skrobnę.

komentarze 4

    • Ag

      Powiedziałabym, że książka ma jeszcze więcej takiego klimatu jak opowiadanie. Jest takie baśniowe, momentami jakby logika snu. Plus wieś i dwór XIX wieku. Zależy, czy lubisz takie rzeczy… Może pobierz próbkę z jakiejś księgarni i zobacz, czy ci styl pasuje?

  • Narta

    Podoba mi się, że się w recenzjach nie krygujesz i nie chowasz opinii za pierzynką z miłych słów, żeby kogoś przypadkiem nie urazić. Keep doin.

    • Ag

      Dziękuję, ale właśnie dlatego zaznaczyłam, że nie piszę recenzji. 😉
      Mam po prostu takie strasznie mieszane uczucia względem tej książki. Bo niby widzę w niej różne dobre elementy, ale dalej jestem nią jako całością rozczarowana… więc tak naprawdę sama do końca nie wiem, co o niej powiedzieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: