Tak jakby reaktywacja Matrasu

Parę dni temu bezużyteczny zwykle Facebook wyświetlił mi ciekawą wiadomość – tak, powraca Matras. Przynajmniej w pewnym sensie i niekoniecznie jest to tak ekscytujące, jak się może w pierwszej chwili wydawać.

Czytaj dalej „Tak jakby reaktywacja Matrasu”

Reklamy

WTK 2017 – księgarnie kameralne

Tegoroczną wizytę na Warszawskich Targach Książki zaczęłam od panelu dyskusyjnego „Weekend Księgarni Kameralnych. Siła współdziałania”. Brał w nim udział Krzysztof Blinkiewicz z Czerwonego Atramentu w Płocku, Małgorzata Narożna z księgarni FiKa w Szczecinie, Aldona Mackiewicz z Toruńskiego Antykwariatu Księgarskiego. Prowadziła zaś Anna Karczewska z inicjatywy Książki Kupuję Kameralnie.

Przyznam, że byłam szczególnie ciekawa, co też słychać w Czerwonym Atramencie, gdyż znajduje się on w moim rodzinnym mieście. Ale też ostatnio regularnie bywam w bielańskiej Księgarni Baczyńskiego (co prawda częściej na herbatce niż po książkę, ale gdybym coś u nich kupowała za każdym razem mogłabym sobie całe mieszkanie książkami wyłożyć :P). Zresztą księgarnie nie-sieciowe to miejsca wyjątkowe, może niekoniecznie oferujące na raz wszystkie najnowsze bestsellery i zajmujące trzy piętra, ale za to z niepowtarzalną atmosferą. Jak więc sobie radzą?

Czytaj dalej „WTK 2017 – księgarnie kameralne”

Jak to japońskie księgarnie wojują z Internetem

Największa japońska sieć księgarni Kinokuniya wykupiła 90% nakładu nowej książki Murakamiego, by walczyć z Amazonem. I planuje zrobić to jeszcze raz z innymi książkami!

W sierpniu pojawiła się informacja o tym, że Kinokuniya wykupiła 90 tys. ze 100 tys. egzemplarzy pierwszego nakładu nowej książki Shokugyō to shite no shōsetsuka popularnego pisarza Haruki Murakamiego. Chciała w ten sposób zmusić czytelników, by wybrali się do księgarni, a nie zamawiali z Internetu. Kinokuniya ma 60 placówek w całej Japonii i 10% tamtejszego rynku książki, ale zdecydowała się też na odsprzedanie części nakładu innym stacjonarnym księgarniom. Sam Murakami nie wypowiedział się na temat tej sytuacji.

Czytaj dalej „Jak to japońskie księgarnie wojują z Internetem”

WTK 2015 – księgarnie, które czytają i problemy chorego systemu. Dyskusja „Funkcjonowanie księgarń niezależnych na polskim rynku książki”

logowtkPierwszy dzień Warszawskich Targów Książki zaczęłam od dyskusji „Funkcjonowanie księgarń niezależnych na polskim rynku książki”. Uważam spotkanie za szalenie udane, bo bardzo wyraźnie pokazało, co jest problemem polskiego rynku książki.

A jest nim – wszystko. A dokładniej – wszyscy jego uczestnicy. W którymś momencie spotkanie zamieniło się we wzajemne przerzucanie winy między sobą, bo hurtownicy uważają, że to wydawcy są odpowiedzialni za problemy rynku, wydawcy twierdzą, że to wszystko przez hurtowników i żądnych rabatów księgarzy, a księgarze – że wydawcy nie dość ich wspierają. Gdyby oceniać środowisko książkowe na podstawie tego spotkania, to okazałoby się ono bardzo skłócone.

Ale zacznijmy po kolei. Przepraszam też na początek, że nie złapałam nazwisk wszystkich uczestników, nie wszyscy się też przedstawili. Najpierw streszczę, co mówili prowadzący z Prószyński i -S-ka oraz Sonia Draga, a potem przejdę do wypowiedzi hurtowników i księgarzy.

Czytaj dalej „WTK 2015 – księgarnie, które czytają i problemy chorego systemu. Dyskusja „Funkcjonowanie księgarń niezależnych na polskim rynku książki””

Czemu tak ciężko kochać księgarnie i książki jak ziemniaki, czyli parę słów o sentymentach

Wkurzyłam się. Na początku myślałam, że się wkurzyłam, bo David Nicholls mnie obraził, ale zaraz zdałam sobie sprawę, że powód jest zupełnie inny. Otóż łączy mnie z Nichollsem sentyment do księgarń – bo w mieście bez księgarń czegoś brakuje, nieprawdaż? Wkurzyłam się, bo nie wiem, co z tym sentymentem zrobić.

bookstore

Gdy byłam dzieckiem, każda wycieczka do Warszawy musiała obowiązkowo zahaczyć o dwa miejsca. Po pierwsze – McDonald. O tak, długo tego żeśmy na mej ukochanej wsi nie mieli. Włocławek miał wtedy McDonalda, a Płock nie, oburzające! Kto jako dziecko nie musiał jechać do drugiego miasta na cheeseburgera, ten… no dobra, może to niezbyt wzniosłe, ale wtedy to była duża rzecz, ok? Po drugie – Empik na Marszałkowskiej. Trzypiętrowy gigant, książkowa jaskinia. Ludzie siedzący na podłodze i czytający. Czy dziś się to jeszcze robi? Dawno już nie byłam w Empiku, a na pewno zbytnio się w nim nie rozglądałam, nie tak, jak w dzieciństwie, gdy myślałam, że trafiłam do świątyni.

Czytaj dalej „Czemu tak ciężko kochać księgarnie i książki jak ziemniaki, czyli parę słów o sentymentach”