
Sprawozdanie z lektury: Diaspora, Greg Egan
Well, this is some weird shit – pomyślałam sobie gdzieś w połowie pierwszego rozdziału, zastanawiając się, czy nie popełniłam błędu i czy będę w ogóle w stanie tę książkę skończyć. Nie będę udawać, że rozumiem więcej niż 40% treści, w końcu to hard science fiction i bohaterowie większość czasu dyskutują o tunelach czasoprzestrzennych i gwiazdach neutronowych. Nie jestem w stanie ani ocenić, na ile to wszystko zaczepione jest we współczesnej astrofizyce, ani czy tłumaczenie jest dobrze napisane, ani czy ma to w ogóle jakiś sens. Ważne jest, że się niesamowicie w lekturę wciągnęłam.
Wyłuskałam sobie z treści to, co mnie zawsze fascynuje – ewolucja człowieka zarówno poprzez modyfikacje genetyczne, jak i całkowite oderwanie od ciała i stworzenie „świadomych programów”; podróże kosmiczne i eksploracja galaktyki; spotkanie z obcą cywilizacją, zarówno tą lepiej, jak i gorzej rozwiniętą; wyprawa w nieznane poprzez tunele czasoprzestrzenne. Wszystko, co najlepsze, można w tej książce znaleźć. I co najważniejsze, brak tu hollywoodzkiego rozmachu wielkich, kosmicznych bitew – zamiast tego jest naukowa ciekawość i chęć niesienia pomocy wszystkim żywym istotom.
Czytając ją, myślałam też o niedawno wydanym „Końcu śmierci”, ostatniej części trylogii Cixina Liu. Tam też przede wszystkim interesują mnie ciekawe teorie o kosmosie, ale jedną z najbardziej irytujących rzeczy są bohaterowie. Potrafili mi skutecznie uprzykrzać lekturę. Natomiast obywatele polis w „Diasporze” są… w pewnym sensie niewinni. Bardzo logiczni, bardzo łagodni. Jest w nich dobro, ciekawość, może nawet naiwność. Znajdujący się na innym poziomie rozwoju, niby dalej są ludźmi, ale jednak myślą w innych kategoriach i zachowują się troszeczkę inaczej. Było to dla mnie niesamowicie odświeżające, bo nic tak nie psuje dobrej opowieści jak bohaterowie powtarzający te same, durne schematy. Plus Orlando, rozerwany pomiędzy cielesnym ciałem i fizycznym światem a cyfrową formą i nieograniczonymi możliwościami polis jest naprawdę dobrze napisany. W ogóle wszystkie postaci, ich motywacje i problemy są przedstawione w świetny sposób.
I leżała ta książka na półce trzy lata, zanim ją w końcu przeczytałam. Kto wie, jakie jeszcze skarby mam poukrywane po regałach.
Zobacz również

Sprawozdanie czytelnicze: „Wypalić Chrom”, William Gibson
22 czerwca 2020Lektury lutego ’16
29 lutego 2016
4 komentarze
anzai12
Niedawno – w związku z próbą usunięcia pomnika katyńskiego w Jersey – popełniłem krótką notkę na temat i bez tematu. Notkę przedrukowano do jakiegoś lokalnego piśmidełka i wtedy zaczęła się wirtualna batalia. Gdy już byłem pewien, że główną zasługą jest moje cudowne pióro, to okazało się, że popełniłem „literówkę” i zamiast diaspory napisałem diasfora. Localsi odebrali to jako kapitalne podsumowanie tematu przez Polaka piszącego o Polonusach. Nie protestowałem … tak wyszło. 😉
Fajnie piszesz.
Ag
Dziękuję. 🙂
Cóż zdarzają się literówki czy przejęzyczenia bardziej trafne od tego, co się próbowało powiedzieć.
Pingback:
Pingback: