Lektury lipca ’17

Hurra, tym razem udało mi się przeczytać dwie książki! Jedną rozrywkową i drugą zdecydowanie adekwatną do obecnej sytuacji w tym chorym kraju. -_-

Zatopić „Niezatapialną”, Anna Hrycyszyn

To było moje pierwsze spotkanie ze steampunkiem i trochę się go obawiałam. Zupełnie niepotrzebnie, bo nie jest to na szczęście książka z gatunku tych, które atakują poplątanym światem i milionem nazw dziwnych urządzeń. Dostajemy akurat tyle informacji, by wiedzieć, jak ten świat działa. A jednocześnie jest on tak prosty, byśmy od razu poczuli się jak u siebie.

Czytaj dalej „Lektury lipca ’17”

Lektury czerwca ’17

Ech, znowu dosyć ubogo, przeczytałam zaledwie jedną książkę. Co miesiąc powtarzam sobie, że następny miesiąc będzie lepszy, ale na razie idzie powoli. Może w lipcu uda się skończyć chociaż dwie?

A na razie macie moje przemyślenia na temat Wojen przestrzeni Pawła Majki.

– Zresztą czuję, że już za późno, jużeśmy w nią wpadli.

– W co?

– W opowieść. W to kurewstwo, które ciągnie się nieprzerwanie od ponad dwustu lat.

Miałam szczęście – zaraz po tym, jak skończyłam Pokój światów, wypatrzyłam promocję na Wojny przestrzeni. Stwierdziłam, że nie ma co czekać, aż zdążę zapomnieć, co się działo i przeczytam kontynuację od razu.

Niestety tym razem nie bawiłam się już tak samo dobrze. Książka umęczyła mnie z kilku powodów. Z czego chyba najpoważniejszy to ciągłe, nieprzerwane zwroty akcji. Zwroty w zasadzie w każdej postaci, formie i dotyczące wszystkiego. Może ten robi to. A może robi co innego. Może ci są sojusznikami, a może wrogami. A może to jest pułapka, albo pułapka w pułapce, albo pułapka nad pułapką pułapki. Potrójne sojusze, poczwórne sojusze. Zdrady, podejrzenia i zdrady zdradzających. A może ten jest Szóstym. A może jednak tamten. A może przenieśmy się dwieście lat w przyszłość i jeszcze trochę pokombinujmy, bo na razie historia nie jest wystarczająco skomplikowana.

Czytaj dalej „Lektury czerwca ’17”

Lektury maja ’17

Trochę oszukane, bo Pokój światów owszem, jest majowy, ale Duchologię przeczytałam jeszcze w kwietniu. Szkoda, że się nie zebrałam, by wtedy jednak więcej o niej napisać…

Pokój światów, Paweł Majka

Czego w tej książce nie ma – duchy, potwory, bogowie, mówiące obrazy, ożywione przesądy i ochronne tatuaże, świadome państwa-organizmy i kolejowe korporacje , Marsjanie i zaawansowana technologia, morderstwa i zemsta, sterowce i muszkiety… Wydaje się, że to miks absolutnie szalony i że nie może zadziałać. A jednak. Świat przedstawiony to jeden z lepszych elementów tej książki.

Czytaj dalej „Lektury maja ’17”

Lektury lipca ’16

Tym razem będzie bardzo różnorodnie. A jako bonus możecie zobaczyć, w jakim otoczeniu zwykłam czytać na balkonie :)

Lewa ręka ciemności, Ursula K. le Guin

Kontynuuję moją podróż przez świat Ekumeny. Lewa ręka ciemności jest chyba najlepiej znaną i docenianą częścią cyklu i chyba rozumiem dlaczego, bo też zrobiła na mnie ogromne wrażenie (a nie czytałam już tylko następnej w kolejce Słowo „las” znaczy „świat”.) To tutaj w pełnej krasie pojawia się tematyka płci, związanych z nią ról społecznych i kulturowych. Czyli to, co u le Guin lubię najbardziej. Mieszkańcy planety Gethen to hermafrodyci, którzy raz na miesiąc, w okresie kemmeru, pod wpływem zmian hormonalnych stają się mężczyzną lub kobietą. Wpływa to na każdy aspekt ich społeczeństwa, religii, pracy, a także postrzegania innych. Główny bohater, Genly Ai jest tu postrzegany jako zboczeniec uwięziony w nieprzerwanym, męskim kemmmerze. On sam również podejrzliwie patrzy na Getheńczyków, na siłę próbując przypisać im cechy odpowiedniej płci, krytykując ich „babskość”, choć w tym świecie nie ma to sensu. Le Guin próbuje wyobrazić sobie społeczeństwo uwolnione z klatki stereotypów i narzuconych ról. Pewne aspekty jej świata wydają się sprawiedliwsze i dojrzalsze, ale inne wciąż kipią przesądami. Właśnie ta zmieniona dynamika, fakt, iż każdy mieszkaniec planety jest taki sam (czy rozumiemy przez to brak płci, czy raczej bycie obu płci na raz) jest głęboko fascynujące.

Czytaj dalej „Lektury lipca ’16”

Lektury czerwca ’16 – Geniusze fantastyki

Minęło już dobrych parę miesięcy odkąd ukazała się darmowa antologia „Geniusze fantastyki” od Genius Creations. Ludzie przeczytali, recenzje popisali, tylko ja w tyle zostałam. Ale może dobrze, bo w ten sposób przypomnę tym, którzy jak ja się zagapili, o tym zbiorze opowiadań na wakacje. Czyż coś krótszego nie wydaje się idealnie pasować na plażę lub pod namiot?

Plusy i minusy antologii

Na początek będą rozważania ogólne. Antologia ma z 1000 stron i 64 opowiadania ułożone alfabetycznie nazwiskami autorów. Nie powiem, by było to najlepsze rozwiązanie. Po pierwsze dlatego, że w tomie mamy science-fiction, wszelkiego rodzaju low i high fantasy, statki kosmiczne, demony i czarownice. Jednym z powodów, dla których czytanie szło mi tak wolno, była konieczność szybkiego przestawienia się z jednego świata do drugiego, przyzwyczajenia się do zupełnie innej konwencji. Co w zasadzie w przypadku wielu zbiorów opowiadań jest problemem, ale to bardziej moja wina, gdyż po skończonej lekturze zawsze potrzebuję chwili by ochłonąć przed rozpoczęciem następnej. Wolałabym jednak, by tom podzielono na parę rozdziałów gatunkami, wtedy łatwiej by mi się po nim nawigowało i czytało to, na co w danej chwili mam ochotę.

Czytaj dalej „Lektury czerwca ’16 – Geniusze fantastyki”