Lektury marca ’17

W marcu w końcu trochę się rozgrzałam i przeczytałam 2 książki plus zaczęłam trzecią. Może jeszcze uda się wygrać tegoroczne wyzwanie!

Mark Webber. Moja Formuła 1

Ponieważ właśnie ruszył nowy sezon Formuły 1, wypadało w końcu nadrobić biografię Marka Webbera, zwłaszcza że kibicuję Red Bullowi.

Dlatego trochę ku mojemu zaskoczeniu stwierdzam, że najciekawsza część książki wcale nie dotyczyła Formuły 1, lecz drogi, jaką Webber pokonał, by się do niej dostać. To nie takie łatwe, gdy nie jest się synem byłego zawodnika albo chociaż pochodzi z mocno sportowej rodziny. Pierwszą połowę książki wypełniają wspomnienia z dzieciństwa, kwestie rodzinne oraz pierwsze kroki w różnych seriach wyścigowych. A że były to inne, przedinternetowe czasy, możemy poznać takie smaczki, jak całonocne siedzenie przy faksie i ręczne rozsyłanie informacji prasowych. I to nie przez zespół, a przez samego kierowcę.

Jeśli zaś chodzi o część poświęconą samej Formule 1, to mam wrażenie, że brakuje w niej serca. Widać, że Webber dobrze wspomina swoją młodość, natomiast gdy przychodzi do współpracy z Williamsem, a zwłaszcza Red Bullem, jego ton staje się gorzki. Webber stara się zbytnio nie pluć na współpracowników, podkreślając, jak niezwykłym wyzwaniem i przygodą była dla niego Formuła 1. Gdzieś tam jednak spomiędzy wierszy wycieka żal, że nie dane mu było zdobyć mistrzostwa.

I nie chodzi tu tylko o słynne „Multi 21”, ale ogólną atmosferę w Red Bullu. Christian Horner zostaje przedstawiony jako człowiek pozbawiony autorytetu, nie potrafiący stanąć pewnie za swoim kierowcą, podporządkowany Marko. Z kolei Helmut Marko od początku faworyzował młodziutkiego – zwłaszcza w porównaniu z Webberem – Vettela, robiąc z niego swego pupila i przejmując się jego wynikami nawet bardziej niż wynikami całego zespołu. Webber narzeka nie tylko na to, że Vettel otrzymywał nowsze i lepsze części (czasem wręcz „kradzione” z samochodu jego partnera!), ale też otrzymywał większe wsparcie psychiczne. Do tego dochodziły różne nieprzyjemne mniejsze sytuacje, jak rzekome wyrzucenie koszulek z nazwiskiem Webbera po zdobyciu tytułu przez Vettela (jak na moje oko – nigdy ich nie zamówiono…) czy problemy z podzieleniem kosztów zespołowej kolacji między kierowców.

W zasadzie opis kwaśnej atmosfery w Red Bullu zupełnie mnie nie dziwi, bo w końcu Formuła 1 to jakieś 30% ścigania i 70% dramy – zatargi i ostre słowa między kierowcami są na porządku dziennym, tak jak faworyzowanie jednego z kierowców, afery wokół team orders, strategii lub znajdowania furtek w przepisach, nie wspominając o kontrowersyjnych decyzjach sędziów, realizatorów transmisji i w końcu właścicieli całej tej zabawy. Taki urok współczesnej F1, że czasem więcej emocji przynosi nie tyle wyścig, co jego otoczka. Dlatego mój główny problem z tą książką polega na dosyć dużej monotonii – Webber opisuje wyścig po wyścigu, sezon po sezonie. Szczerze mówiąc, jakbym chciała wiedzieć, którą gdzie zajął pozycję, to bym sobie do tabelki spojrzała. Trochę zabrakło mi większej liczby informacji o samych treningach fizycznych, przygotowaniach, kulisach czy anegdot.

Z drugiej strony – może nie da się inaczej, w końcu trzeba swoją karierę krok po kroku przedstawić. Ta monotonia jest zresztą częstą cechą różnych biografii i nie pierwszy raz zdarza mi się być przytłoczoną nadmiarem podawanych chronologicznie faktów. Plus należy się natomiast za to, że książkę tę rzeczywiście napisał Webber, nie zaś ghostwriter – tak przynajmniej sądzę, biorąc pod uwagę styl, zwłaszcza zamiłowanie do wykrzykników.

Jeśli ktoś jest fanem F1, to pewnie po tę książkę sięgnie, natomiast sensacji w niej nie znajdzie.


Co do pierwszego wyścigu sezonu 2017, to australijski tor po raz kolejny okazał się pechowy dla – złośliwie – australijskiego kierowcy. Cóż, mojej sympatii do Ricciardo to nie pomniejsza i czekam, aż będzie mógł pokazać, co naprawdę umie. Natomiast oglądanie Webbera gratulującego Vettelowi zajęcia pierwszego miejsca było po lekturze tej biografii trochę dziwne. ;)

 

 

 

 

 

 

To się nigdy nie kliknie – zbiór tekstów Interii

Redakcja portalu Interia wpadła na bardzo dobry pomysł – zebrała najlepsze teksty swoich dziennikarzy opublikowane na łamach serwisu w 2016 roku i stworzyła z nich darmowego e-booka. Tym samym teksty te otrzymały drugie życie i szansę na dodarcie do szerszego grona czytelników. Sama nigdy z Interii nie czytam, więc gdyby nie ten zbiór, prawdopodobnie nigdy bym tych artykułów nie poznała.

Wyżej napisałam, że to najlepsze teksty z portalu, warto jednak wspomnieć o specyficznej metodzie ich wyboru:

Skąd tytuł publikacji? „To się nigdy nie kliknie” – tak zazwyczaj mówimy, kiedy jesteśmy wyjątkowo dumni z naszych tekstów, są ciekawe, ambitne i poruszają ważne tematy.

W portalu Interia każdego dnia publikujemy tysiące materiałów. Wiele z nich jest autorstwa naszych dziennikarzy, choć czasem giną w gąszczu linków. Te najambitniejsze przegrywają ze skandalami, tragediami i kontrowersjami.

Zabrzmiało to co najmniej zachęcająco, bo sugerowało testy trudne, na nietypowe tematy, mocno je zgłębiające. Z drugiej – takie podejście spowodowało kompletny chaos. Mamy tu reportaże i wywiady, sprawy współczesne i historyczne, muzykę i komiks obok przemocy domowej i wojny. Można by powiedzieć, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale ja – ironicznie względem tytułu i idei – po prostu niektóre teksty przeskakiwałam, uznając, że albo niezbyt mnie interesują, albo jakoś mi nie współgrają z tekstem, który przeczytałam przed chwilą. Może trzeba było ten zbiór uporządkować, podzielić tematycznie?

Dalej jednak znalazłam tu parę ciekawych tekstów, jak choćby dla pierwsze „Afryka była najbliżej Polski”. Uratowani zesłańcy z Syberii trafili na Czarny Ląd oraz Casus Marchwicki: Jak upolowano największego domniemanego mordercę w PRL-u. Ten pierwszy opisuje epizod polonijny zupełnie mi nie znany, a ten drugi – przybliża sprawę znaną tylko ze słyszenia. W ogóle bliżej mi chyba do reportaży, czy to tych historycznych, czy bardziej współczesnych, jak teksty Górski Karabach. Kraina żyjąca wojną czy Tradycje Bali: Tańce, zęby i porwania. Albo Wierni Skale. Historia ściśle tajna. Jakaż to dziwna sprawa, a jak ciekawie opisana, przedstawiająca zarówno wątki osobiste, jak i polityczne. Pod tym względem zdecydowanie znalazłam tu coś dla siebie.

Są to rzeczywiście teksty dobre, choć przyznać muszę, że – zwłaszcza w wywiadach – trochę przytłoczyła mnie ilość treści religijnych. Musiałam je przeskakiwać, bo pewnych rzeczy spokojnie czytać nie mogę. Ale dla równowagi jest też o Czarnym Proteście.

Zbiór jest darmowy, więc ciężko go nie polecić. Pobrać można go z księgarni Woblink. Brawo dla Interii, że nie pozwoliła zmarnować się dobrym tekstom!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s