Varga i roztocza

Dziś na stronie Gazety Wyborczej znajdziemy tekst Krzysztofa Vargi „Kocham roztocza, czyli książka musi pachnieć„, w którym autor rozwodzi się nad fizycznością książki papierowej. E-booki nie pachną, więc są przyszłością nieciekawą, nie wzbudzają wspomnień itp.

Ja się z Vargą zgadzam w paru punktach, to chcę podkreślić. Ale jednocześnie przypominam o pytaniu, które zadałam w tekście „Szpetne potworki” – o jakich książkach tu mowa i czym właściwie jest książka? Varga wspomina o książkach antykwarycznych, o których mi się zapomniało, ale nie oszukujmy się – w przypadku takich książek właśnie o ich starość chodzi, o ich śmierdzącą roztoczami, rozpadającą się fizyczność. Po raz kolejny mówię – tam gdzie fizyczność książki ma sens, tam książka pozostanie fizyczna.

Zwłaszcza że ludzie tacy jak Varga czy ja („Fetyszyści”) nie dadzą jej łatwo zginąć. Tylko że ja wolę obmacywać książki piękne i dobrze wydane – nie wiem jak Varga.

Czy Internet zmienia mózg? – artykuł w Gazecie Wyborczej

Artykuł Piotra Cieślińskiego „Czy e-booki zmienią nam mózgi?” porusza temat nieraz już wałkowany – jak technologie, które ciągle krzyczą o naszą uwagę, wpływają na sposób w jaki myślimy, odbieramy bodźce i komunikujemy się.  Robi to jednak w całkiem niezły i ciekawy sposób, odwołując się do różnych opinii i nie stając ostatecznie po niczyjej stronie. Bo jak słusznie zauważa, być może nasze dzieci będą czytały inaczej, ale to nie znaczy, że gorzej.

Natomiast na pytanie I jak tu głęboko zatopić się w rozmowie, nie mówiąc o dłuższym czytaniu?, gdy zewsząd atakują nas komunikaty Facebooka, e-maila, Twittera, RRS-a i nie wiadomo co jeszcze, odpowiem: Wyłączyć komputer/telefon/tablet, wziąć do ręki e-czytnik lub książkę papierową i czytać :)

Wyborcza o czytnikach i tabletach, czyli znowu nie wiadomo, o co chodzi

Piotr Miączyński i Leszek Kostrzewski przetestowali dla Wyborczej sześć urządzeń do czytania e-booków. Szczerze mówiąc, zrobili to w sposób dziwny i dla mnie trochę niezrozumiały. Po pierwsze – dobór urządzeń – TrekStor, Oyo, Sony Reader, eClicto, Kindle Keyboard i Kindle Fire. W tłumaczeniu – tani produkt tableto-podobny, sprzęt wycofany ze sprzedaży, drugi sprzęt wycofany ze sprzedaży, polski czytnik, najpopularniejszy czytnik i tablet z ofertą głównie dla USA. Jedyne, co tu ma sens, to eClicto i Kindle. Ale na co mi testy dwóch urządzeń, których i tak nie kupię? Zwłaszcza że nie jest to jakieś sensowne porównanie możliwości, a raczej bardzo ogólne porównanie odczuć testujących? Na co mi też test urządzenia, które zostało przygotowane na rynek amerykański, a poza nim za wiele do zaoferowania nie ma?

W praktyce więc połowa tego tekstu jest mi niepotrzebna. Zabrakło za to innych czytników dostępnych w Polsce, choćby dosyć jednak popularnego Onyx Boox. Rozumiem, że panowie chcieli opowiedzieć o tym, co najtańsze, ale ja bym jednak wolała, żeby podeszli do tematu mniej komercyjnie, a bardziej praktycznie. Bo na podstawie tego zestawienia dalej bym nie wiedziała, co sobie kupić.

Wyjątkowo daruję sobie narzekania na to, że nie powinno się wpychać tabletów i e-czytników do jednego worka, bo – jak zresztą w artykule zauważono – do czego innego one służą, inne mają funkcje i możliwości. W związku jednak z tabletami pojawiły się ciekawe kwiatki:

TrekStor to nie czytnik e-papierowy. Jego matryca LCD świeci jak halogen, co przy kilkugodzinnym czytaniu może przeszkadzać. Ale to produkt do autobusu bądź tramwaju.

Rozumiem, że zwykła książka, która papierem nie świeci, NIE nadaje się do autobusu i tramwaju. Bo przecież w komunikacji miejskiej taka ciemnica panuje, że się bez podświetlenia czytać nie da…

Podoba mi się, że to LCD. Takich urządzeń używa się głównie w drodze do pracy albo w pociągu, a w takich okolicznościach bywa za ciemno na e-atrament.

Ponownie to samo – czyżby w metrze wprowadzili nowy sposób oszczędzania, mianowicie wyłączają oświetlenie w wagonach, co by za prąd nie płacić? Nie mam pojęcia skąd to przekonanie, że e-atrament jest jakiś super-ciemny i bez ostrych halogenów nie da się go czytać. Może to nie jakość kartki papieru, ale naprawdę kontrast jest dobry (polecam zobaczyć papier, na którym drukowane są książki SuperNowy – książka po roku od kupienia wygląda jak najgorsza srajtaśma z kiosku, i to używana. To jest niski kontrast i za ciemny papier.)

Co mnie jeszcze szczególnie zaskoczyło?

Za długo wszystko się na nim wczytuje. Tak długo, że nie wiadomo, czy się nie zawiesił. Dobrym pomysłem są oddzielne przyciski do zmiany rozmiaru czcionki. Co ciekawe, czyta się mi na nim lepiej niż na Kindle Keyboard, ale jednak ze względu na powolność to najgorszy czytnik w naszym zestawieniu.

Pan Kostrzewski twierdzi, że na eClicto czyta mu się lepiej niż na Kindle, choć sam też mówi, że jest nie do wytrzymania wolniejszy i najgorszy w całym zestawieniu. Na czym więc to bycie lepszym od Kindle polega? Nie dowiemy się, a szkoda, bo to wyjątkowo byłaby przydatna informacja, zwłaszcza że to raczej rzadko wygłaszana opinia.

A na koniec zupełna perełka:

Jako zwolennik papieru, gdybym musiał coś wybrać, wybrałbym Kindle Fire. Ale zdecyduję się na to tylko, jeśli e-książki będą co najmniej o 30 proc. tańsze niż tradycyjne.

Zwolennik PAPIERU wybiera urządzenie z EKRANEM LCD (a więc świecącym i dalekim od wygody papieru – przecież to właśnie e-atrament ma naśladować papier), do tego w Polsce NIEPRZYDATNE. Naprawdę nie wiem, co mam o tym myśleć – najwyraźniej ktoś tu zupełnie nie zrozumiał idei testowanych urządzeń…

Na pocieszenie linkuję do wywiadu z prof. Baumanem – co prawda dziennikarz, który ten wywiad prowadzi, z uporem godnym lepszej sprawy próbuję książkę drukowaną zakatować i zabić, ale za to sam profesor już dosyć spostrzegawczo (choć stanowczo za krótko) mówi o przemianach technologicznych, które książki przechodziły, przechodzą i przechodzić będą.