Lektury września ’17

Whoa! Branie udział w challenge’ach na Habitice ukazało się zaskakująco skuteczne, bo on dwóch miesięcy udaje mi się wyrabiać równe minimum pół godziny czytania dziennie, a nie, że raz czytam cały dzień, a raz przez dwa tygodnie nie oglądam książki na oczy. Sukces! Dzięki temu zaczęłam w końcu nadrabiać zaległości (także w literaturze faktu, co mnie cieszy). Co prawda do 30 zaplanowanych na ten rok książek już nie dobiję, zwłaszcza że w listopadzie czeka mnie NaNo, a wtedy zwykle nie czytam wiele, ale do 20 może da radę.

We wrześniu zdążyłam więc przeczytać trzy książki, a czwartą zaczęłam. Oto one:

Czytaj dalej „Lektury września ’17”

Reklamy

Subiektywny alfabet współczesności

Jak czytamy w podziękowaniach autora, ta książka miała być początkowo „konwencjonalnym słownikiem”. Na całe szczęście Internet zabił ten pomysł, a wydawca podpowiedział Sudjicowi napisanie książki bardziej subiektywnej oraz osobistej. Właśnie dzięki temu tak dobrze się ją czyta.

zdjęcie-15

„B jak Bauhaus”, mimo swojej formy, nie jest ani słownikiem, ani alfabetem. Jest raczej podróżą sentymentalną autora po świecie designu, architektury i mediów. Znajdziemy tu po trochu wszystkiego – i przybliżenie sylwetek znaczących postaci (Rozdziały o Utzonie, Sottsassie), i analizę zjawisk oraz idei (zbieractwo, forma kontra funkcja, znaczenie i oddziaływanie przedmiotów codziennego użytku), i przedstawienie współczesnych technologii i ich znaczenia dla świata (klawiatura QWERTY, YouTube, gry komputerowe).

Czytaj dalej „Subiektywny alfabet współczesności”

Lektury lutego

uczen„Uczeń” Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt [e-book] – polowałam na tę książkę od dłuższego czasu, gdyż bardzo spodobał mi się wcześniejszy tytuł tegoż duetu, „Ciemne sekrety”. Jak na złość „Uczeń” rzadko trafiał do promocji. Tym bardziej byłam rozczarowana, gdy w końcu go dopadłam. Książka jest boleśnie generyczna. Fabuła jest generyczna. Zachowania bohaterów są generyczne. Już to wszystko widziałam, już to wszystko czytałam. Seryjni mordercy też zdążyli mi się znudzić. Zawsze musi być jakaś straszna backstory o molestowaniu, zawsze muszą być super inteligentni i bawić się z policją. A policja zawsze, ale to zawsze da się wciągnąć w grę – co ja bym dała za bohatera, który nie daje się sprowokować ani wykorzystać, który rzeczywiście pamięta, że przeciwnik próbuje go podejść i który autentycznie stara się myśleć, jak wygrać. Który stosuje nietypowe chwyty w postaci wyjścia i trzaśnięcia drzwiami. Ale takiego bohatera nie będzie, bo wtedy nie byłoby fabuły. Logika na drodze fabuły, eh. Poza tym jest stara jak świat akcja z porwaniem i stara jak świat samotna wyprawa na ratunek. To już było. A jeszcze wątki pobocznie nie zostały domknięte, więc trzeba przeczytać następną książkę. A wali mnie to, zbyt się zirytowałam przy czytaniu tej książki, żeby dać autorom jeszcze jedną szansę.

small_SUDJIC__J_zyk_rzeczy_-_web„Język rzeczy” Deyan Sudjic [papier] – ta książka jest pomarańczowa i to już wiele o niej mówi, bo dizajn ma to do siebie, że ładnie wygląda w pomarańczu. Ale gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, to na okładce, na grzbiecie i na skrzydełku jest dokładnie wytłumaczone, dlaczego ta książka ma taki format, taką cenę i kolor. Kupiłam tę książkę, bo to książka Karakteru, a one są nie tylko dobre, ale też pięknie wydane. Kupuję takie książki, bo mówią do mnie swoim sprytnym językiem drukowanego przedmiotu, językiem e-bookom nieznanym. A o czym jest właściwie „Język rzeczy”? Ano o tym wszystkim co wyżej właśnie, tyle że w odniesieniu nie do książek, ale do wielu innych przedmiotów – ubrań, samochodów, mebli. Na kolejnych przykładach Sudjic tłumaczy w przystępny sposób, dlaczego dany przedmiot jest kultowy lub pożądany, co w zasadzie oznacza luksus, jak przedmioty nas uwodzą i dlaczego bezużyteczna sztuka kosztuje więcej niż pożyteczny dizajn (mój ulubiony rozdział „Sztuka”). Dlaczego ludzie tacy jak ja kupują pomarańczowe książki.

Czytam/słucham po angielsku:

benjamin„The Curious Case of Benjamin Button” F. Scott Fitzgerald [e-book] – Nie sądziłam, że słuchanie, jak mąż mi czyta po angielsku będzie takie przyjemne. Zwłaszcza że w oryginalnym „The Great Gatsby” jest stanowczo za dużo trudnych słów. W „Benjaminie” też trochę jest, ale łatwiej sobie z nimi poradzić. I słownik w Kindle w razie czego ratuje sytuację. Niewiele pamiętam z filmu, ale mam wrażenie, że jego twórcy wzięli sobie sam pomysł, a resztę wykombinowali sami. Może i słusznie, bo samo opowiadanie nie ma żadnego wątku głównego. W ogóle to trochę dziwny tekst – mam wrażenie, że sam pomysł człowieka żyjącego na odwrót nie został do końca wykorzystany. Pod tym względem najlepiej wypada zakończenie. Ale przeszkody i nieporozumienia w życiu Benjamina wydają się mało dramatyczne. Bardziej od samej historii podobał mi styl Fitzgeralda, spokojna i łagodna narracja.

callThe Call of Cthulhu H. P. Lovecraft [e-book] – jest taki internetowy programik, który – po wklejeniu do niego partii tekstu – mówi, czy tekst jest łatwy do czytania czy trudny oraz zaznacza zbitki słów, które są dla czytelnika wyzwaniem. Podobno według tego programiku Lovecraft jest w zasadzie nie do rozczytania.

Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, czego się po tym klasyku przecież spodziewać. I w zasadzie nie wiem, co dostałam. Jest doskonale napisany, z tajemniczym, niepokojącym, przerażającym klimatem. Z początku trochę się wahałam, ale im dalej w książkę, tym rósł mój podziw dla Lovecrafta.

Obie książki angielskie można znaleźć za darmo w Internecie, np. na Feedbooks.

Piękne książki

Maszyna pracuje pilnie i zapełnia nasze regały kiepsko wydrukowanymi tomami, a kryterium jej działania jest taniość. Niemniej każdy wykształcony człowiek powinien czuć się zawstydzony tą obfitością. Z jednej bowiem strony łatwość produkcji prowadzi do obniżenia poczucia odpowiedzialności, z drugiej zaś obfitość skutkuje zdawkowością. Jak wiele książek naprawdę posiadamy? Czy nie powinniśmy otrzymać ich na lepszym papierze, oprawione w doskonałą skórę? Czy może zapomnieliśmy, że miłość, z jaką książka została wydrukowana, opatrzona ilustracjami i oprawiona, tworzy zupełnie inny rodzaj relacji pomiędzy nią i nami, i że obcowanie z pięknymi rzeczami czyni nas pięknymi.

*”Język rzeczy” Deyan Sudjic, Karakter 2013, s. 132. To cytat z „członków Warsztatów Wiedeńskich”, niestety nie oznaczono z kogo dokładnie.

320px-Old_book_bindings
Oprawy starych ksiąg w bibliotece Merton College. Zdjęcie z Wikimedia Commons.

Oczywiście autor tych słów trochę przesadza, przede wszystkim dlatego, że nie każda literatura to Literatura, w związku z czym nie każda wymaga oprawy ze skóry. Ba, jest literatura, której miejsce jest wyłącznie na kiepsko wydrukowanych, tanio sklejonych stronach.

Ale prawdą jest, że obcowanie z piękną książką do doświadczenie szczególne. Już kiedyś się nad tym rozwodziłam, dopatrując się w e-bookach szansy na odrodzenie książek papierowych w myśl zasady – po co marnować papier na czytadła, skoro można wypuścić wersję elektroniczną (w świecie, w którym wszyscy mamy czytniki)? Wtedy książka papierowa mogłaby być piękna.

Oczywiście niektórzy zakrzykną, że liczy się treść. Można też jeździć dziesięcioletnim fiacikiem, bo ważne że jeśli. A mimo to niektórych ciągnie to nowszych, lepiej wyposażonych – i piękniejszych – samochodów. Ale po szersze rozważania nad ładnymi rzeczami zapraszam do „Języka rzeczy”.