Sprawozdanie czytelnicze: „Prędkość mroku”, Elizabeth Moon

Skoro to, co mówi się o mnie, nie jest prawdą,

to może to, co mówiono mi o normalnych ludziach, także nie jest prawdą.

„Prędkość mroku” to książka dosyć nietypowa – fantastyka z autystycznym głównym bohaterem, Lou Arrendale’em, który musi zadecydować, czy chce pozostać taki jaki jest, czy też poddać się eksperymentalnej kuracji, która uczyni go „normalnym”.

Czytaj dalej „Sprawozdanie czytelnicze: „Prędkość mroku”, Elizabeth Moon”

Sprawozdanie czytelnicze: „Zbudzone furie”, Richard Morgan

Po pierwsze – co mną kierowało, by czytać tę książkę w trakcie NaNoWriMo? Wiadomo, że listopad to czas na dużo lżejsze lektury… nastał jednak grudzień i mogłam dokończyć trzyczęściowy cykl o Takeshim Kovacsu. Jak można się było spodziewać, „Zbudzone furie” nie są bezpośrednio połączone fabularnie z wcześniejszymi książkami, rozwijają jednak pewne przewijające się przez nie wątki.

Czytaj dalej „Sprawozdanie czytelnicze: „Zbudzone furie”, Richard Morgan”

Sprawozdanie czytelnicze: „Upadłe anioły”, Richard Morgan

„Upadłe anioły” to druga – po „Modyfikowanym węglu” – książka o Takeshim Kovacsu. Nie jest to jednak bezpośrednia kontynuacja, przenosimy się bowiem kilkadziesiąt lat w przód do zupełnie innego fragmentu kosmosu. Jest to w zasadzie samodzielna powieść, do lektury której nie jest wymagana znajomość wcześniejszej części.

Czytaj dalej „Sprawozdanie czytelnicze: „Upadłe anioły”, Richard Morgan”

Sprawozdanie z lektury: Spektrum, Martyna Raduchowska

W recenzji Łez Mai napisałam, że nie mogłam znieść głównego bohatera, a kiedy na samym końcu pojawiła się Maya, była jak powiew świeżego powietrza. Tym razem całą książkę spędzamy w towarzystwie Mai właśnie. I dalej wolę ją od Reda. Dalej mam też ten sam problem co wcześniej, który sprawia, że ciężko mi być obiektywną.

Czytaj dalej „Sprawozdanie z lektury: Spektrum, Martyna Raduchowska”

Sprawozdanie z lektury: Łzy Mai, Martyna Raduchowska

Dawno, dawno temu, szukając sobie cyberpunkowych książek, natrafiłam na „Czarne światła”. Oczywiście zamiast przeczytać je od razu, zasromotałam się, że co, jak ktoś napisał już coś podobnego do mojego pomysłu i to lepiej? Bałam się więc po książkę sięgnąć, co by się do własnego pisania nie zniechęcić. Nie oceniajcie, dziwnie biegną myśli artystów z zerowym poczuciem własnej wartości. Po latach trochę się ogarnęłam, a „Czarne światła” doczekały się wznowienia pod nowym tytułem i kontynuacji. Przyszła najwyższa pora, by „Łzy Mai” przeczytać.

Czytaj dalej „Sprawozdanie z lektury: Łzy Mai, Martyna Raduchowska”