Lektury października #2 – Belgravia w odcinkach

Ok, przyznam się – piszę tego posta, bo we wcześniejszym wpisie zwyczajnie zapomniałam o Belgravii wspomnieć. -_- Nie uzupełniałam biblioteczki na BookLikes na bieżąco, bo nie chciałam dodawać każdego odcinka i sztucznie powiększać liczby przeczytanych książek. Zamiast tego czekałam, aż wyjdzie całość. Przeczytałam ją na początku miesiąca i w końcu o niej przy podsumowaniu zapomniałam.

Czytaj dalej „Lektury października #2 – Belgravia w odcinkach”

Konkurs na współczesną powieść obyczajową

Oficyna wydawnicza RW2010 oraz wydawnictwo Sumptibus ogłosili właśnie nowy konkurs na współczesną powieść obyczajową.

11751456_845543728875014_9156928008333739147_n

Powieść musi mieć minimum 150 stron (240 000 znaków ze spacjami) i zostać nadesłana do 31 października 2015 r., co jest terminem niestety trochę krótkim, więc jeśli nie macie czegoś już czegoś prawie skończonego, może być trudno. Ale warto, bo nagrodą jest wydanie w e-booku oraz druku.

Zwycięzca zostanie wybrany przez jury złożone z blogerów książkowych. Pełny regulamin oraz listę oceniających blogerów znajdziecie tutaj.

Październikowe lektury

nakrecanaNakręcana dziewczyna” Paolo Bacigalupi [papier] – To nie jest książka, którą chciałam przeczytać. Ba, miesiąc temu nawet nie wiedziałam o jej istnieniu i nigdy nie słyszałam nazwiska Bacigalupi. Ale na moje czytelnicze szczęście – trafiłam na nią w odmętach internetu i postanowiłam przeczytać.

„Nakręcana dziewczyna” jest świetna. Jest gęsta – to chyba najlepsze określenie, jakkolwiek by je rozumieć. Fascynujący jest świat przedstawiony, pozbawiony ropy, dręczony nowymi chorobami i plagami, które zniszczyły większość gatunków roślin i zwierząt oraz wybiły ludzi. Świat rozgrywany w rękach wielkich kalorycznych koncernów produkujących coraz to odporniejsze na choroby odmiany ryżu i walczące o odtworzenie dawno utraconych owoców za pomocą genetycznych manipulacji. Ale też świat głęboko religijny, pełen nie mogących odrodzić się duchów, pełen wisiorków ze świętymi i rytuałów. Osadzony w dusznej i walczącej z monsunem Tajlandii.

Świetne są postaci, wszystkie wyraziste, mające swoje cele, dążące do czegoś, pragnące czegoś. Jednocześnie autor nie ma do nich sentymentu, a tym samym – litości. Każdego czeka więc mniej lub bardziej niezasłużony los.

I w końcu sama fabuła – tak niby prosto, a jednak wciągająca i ostrożnie skonstruowana, z wielką polityką, konfliktami etnicznymi i etycznymi, z nieprzewidzianymi wydarzeniami, wybijającymi z rytmu nawet tych, którzy myśleli, że mają wszystko zaplanowane do najmniejszego szczegółu. Świetne zakończenie (sugerujące ciąg dalszy? Muszę to sprawdzić.).

Polecam, polecam gorąco.

nim zapadnieNim zapadnie noc„, Michael Cunningham [papier] – Hm.

W zasadzie nie wiem, co powiedzieć. Mam wrażenie, jakby coś ukrywało się pod warstwą tekstu, sens właściwy, ale nie ukryty tam celowo, tylko raczej słabo wyeksponowany, trudno dostrzegalny pod lawiną słów. Peter, w swojej pogoni za pięknem, młodością, sztuką, emocjami, czymś nowym, świeżym i wspaniałym – potrafi wyjść na naprawdę zblazowanego. Wszystko komplikuje, wszystko go martwi, zbyt wiele myśli poświęca na drobiazgi. Pewnie dlatego jest taki nieszczęśliwy. Ale zakończenie tej książki z jakiegoś powodu zrekompensowało mi towarzyszące przez całą lekturę poczucie niedosytu. Problem polega na tym, że nie do końca wiem, co w zasadzie tak bardzo mi się podobało.

Ach, i nie wierzę, by Myłek zrobił te wszystkie rzeczy z wyrachowania. Nie wierzę, że potrafiłby tak kombinować, tak chłodno kalkulować. Myślę, że był szczery w swoim zagubieniu i takim tam, nic nieznaczącym pocałunku. Szczery w niewiedzy, czego właściwie chce i nieumiejętności zrobienia niczego. Przynajmniej tak go odbierałam i autor nie przekonał mnie na ostatnich kilku stronach, że cały czas mogło być inaczej.

cyborgiArcy-Nie-Ludzkie: Przez Science Fiction Do Antropologii Cyborgów„, Grażyna Gajewska [papier] – jest to praca naukowa, ma więc wszystkie zalety i wady tego typu literatury. Czytałam ją głównie w poszukiwaniu inspiracji, ciekawych haseł do dalszego zgłębienia, tytułów książek do przeczytania. Częściowo dostałam to, czego szukałam, a częściowo nie, głównie dlatego, że pojęcie cyborga zostało potraktowane najszerzej jak się da, co niekoniecznie mi odpowiada.

Wywiad z Karoliną Wilczyńską

Wywiad z Karoliną Wilczyńską
Wywiad z Karoliną Wilczyńską

Dziś publikujemy wywiad z Karoliną Wilczyńską, pisarką, self-publisherką, autorką „Performensu” – rozmawiamy o samodzielnym wydawaniu ebooków, pisaniu i powieści obyczajowej „Performens”, która właśnie ukazała się w formie cyfrowej.

Agnieszka Żak: Twoja powieść „Ta druga” wygrała konkurs „Świat kobiety” i w 2011 została wydana przez wydawnictwo Replika i na papierze, i jako e-book. Teraz publikujesz sama e-booka „Performens”. Który model najbardziej ci odpowiada?

Karolina Wilczyńska: „Performens” także miał swoją wersje papierową, której nakład całkowicie się sprzedał. Teraz kolej na nowy segment rynku. Nie jestem ortodoksyjną fanką jednego z modeli, sądzę, że każdy z nich ma swoje miejsce i odbiorców. Nie widzę powodu, aby udawać, że coś nie istnieje, skoro jest i nie sposób nie zauważać, że ma zwolenników. Wdawanie się w akademickie dyskusje o wyższości papieru nad ebookiem lub odwrotnie jest stratą czasu, który lepiej poświęcić na poznawanie nowego.

Czytelnik powinien mieć dostęp do książki i to w formie, która jemu najbardziej odpowiada. Preferencje autora to, moim zdaniem, sprawa drugorzędna. Jako autorka mogę mieć w domu same książki papierowe lub same ebooki w czytniku, jednak jeśli czytelnik ma inne zdanie, szanuję je i staram się, aby otrzymał to, czego oczekuje.

A jakie książki ja mam w domu? Mogę się pochwalić biblioteczką liczącą ponad trzy tysiące papierowych tomów, ale od kilku miesięcy jestem także posiadaczką czytnika, w którym swoje miejsce znalazła już ponad setka książek i wciąż dodaję nowe.

A. Ż.: Self-publishing w Polsce dopiero raczkuje, jak zresztą cały e-bookowy rynek. Mimo to postanowiłaś spróbować. Dlaczego?

K. W.: Zawsze jest ktoś, kto musi zacząć, prawda? Oczywiście nie jestem pierwszą, ale powiem nieskromnie, że moim zamiarem jest jak najbardziej profesjonalne podejście do self-publishingu. Uważam, że sama publikacja książki w formie elektronicznej to dopiero pierwszy krok, i to krok najłatwiejszy. Dalej jest już trudniej. Jeżeli ebook ma wsparcie wydawnictwa, może liczyć na reklamę i promocję. Self-publisher ma tylko siebie. Co nie oznacza, że jest sam i nic nie zdziała. Moim kapitałem są wspaniali znajomi, którzy pomagali i pomagają mi na każdym kroku. Tu specjalne podziękowania należą się Kindze Ochendowskiej i Jackowi Sakowskiemu – to oni zaangażowali się w proces przygotowania „Performensu”, służyli mi radą i swoimi umiejętnościami.

Teraz, kiedy ebook jest już na rynku, czas na zaangażowanie z mojej strony. Self-publisher musi zadbać o promocję, znaleźć na to czas, wymyślić sposoby dotarcia do czytelnika. Tym właśnie staram się teraz zająć – sprawdzam możliwości, główkuję nad kolejnymi. Samo nic się nie zrobi, nie ma co liczyć na cud w tej kwestii. To chciałabym pokazać swoim działaniem – że aktywność self-publishera nie powinna i nie może kończyć się na napisaniu tekstu.

Drugim celem mojej ebookowej próby jest złamanie kilku stereotypów związanych z publikacjami elektronicznymi. Pierwszy z nich to wciąż często spotykany pogląd, że ebooki mają niewielkie grono odbiorców. Nie wierzę w to, bo urządzeń, na których można czytać jest w naszym kraju pod dostatkiem. Drugi stereotyp dotyczy słabej jakości ebooków wydanych przez self-publisherów. Mam nadzieję, że „Performens” pokaże, że można przygotować ebook w profesjonalny sposób – z redakcją, korektą, dobrą okładką. I ostatni ebookowy mit, o którym nie mówi się głośno, ale który istnieje – że publikacje elektroniczne to głównie poradniki, literatura fachowa, ewentualnie s-f, fantasy i sensacja (uwaga!) pisana przez mężczyzn. Chce pokazać, że książka napisana przez kobietę, obyczajowa powieść, także ma odbiorców na polskim rynku. Liczę na aktywne panie, które w obcowaniu z nowinkami technicznymi dorównują mężczyznom. Mam nadzieję, że udowodnimy wspólnie, że kobiety, które przecież (co wynika z badań) czytają więcej niż panowie, także sięgają po ebooki.

A. Ż.: O czym opowiada „Performens”? Czy raczej, co chciałaś tą książką powiedzieć?

K. W.: „Performens” opowiada o tym, że każdy ma marzenia, ale nie każdy próbuje je realizować. O tym, że czasami nasze próby bywają nieudane, ale zawsze lepiej starać się osiągnąć cel niż nie podejmować wyzwania.

Moja powieść pokazuje nieco odmienny niż w innych książkach scenariusz losów kobiety wyjeżdżającej na wieś w poszukiwaniu szczęśliwego życia. Czytelnik będzie miał szansę dowiedzieć się, co może się zdarzyć, gdy w nasze życie wkroczą media. Nie zabraknie też miłości, jest sekta, pojawia się poeta.

Zachęcam Czytelników do „zdrapywania” wierzchniej warstwy opisanej w „Performensie” historii, do zastanowienia się nad jej głębszym przesłaniem, do poczucia emocji ukrytych w bohaterach i w samych sobie.

A. Ż.: Napisałaś też opowiadania do zbiorków „31.10. Halloween po polsku” oraz „O, choinka”. Jak oceniasz te projekty?

K. W.: Oba zbiory powstały w określonym celu. Miały być próbą „wysondowania” rynku ebooków, sprawdzenia jego potencjału. I swoje zadanie wspaniale spełniły. Dały także szanse zaistnienia kilku początkującym pisarzom oraz dodatkową promocję tym, którzy mają już pisarski dorobek na swoim koncie. A ponad pięć tysięcy pobrań to wspaniały wynik, który cieszy.

Jednakże dla mnie najważniejsze w obu zbiorach było to, że grupa osób, które znały się jedynie za pośrednictwem sieci, potrafiła wspólnie pracować, porozumieć się, stworzyć coś niebanalnego i nowatorskiego. Wszyscy pracowali bez wynagrodzenia – autorzy, graficy, ilustratorzy, muzycy. Cała akcja promocyjna również nie kosztowała ani złotówki. Naszą pracę oddaliśmy Czytelnikom w prezencie. Wspaniała inicjatywa, udany pokaz ludzkiej bezinteresowności, życzliwości i dobrej energii. Zawsze wierzyłam, że to możliwe i efekt naszej pracy utwierdził mnie w tym przekonaniu.

A. Ż.: Jakim jesteś typem pisarza? Dokładnie planujesz i rozrysowujesz fabułę, czy raczej dajesz się porwać wenie?

K. W.: Nie potrafię planować fabuły. Wiem, bo próbowałam i nic z tego nie wyszło. Z moim pisaniem jest tak, że pomysły dojrzewają w mojej głowie. Dopóki nie są gotowe, żeby się wykluć, nie dam rady niczego napisać. Nie wychodzi i już. Aż pewnego dnia czuję, że nadszedł czas. Wtedy z kolei nie mam wyjścia – muszę siadać i pisać. Zdania spływają na klawiaturę prawie bez przerwy. Dopiero kiedy skończę, mogę przeczytać całość i ewentualnie wprowadzić poprawki, chociaż nie jest ich zbyt wiele.

Moi bohaterowie także często robią, co chcą. Bywa, że dziwię się ich zachowaniu, bo sama nigdy nie postąpiłabym w taki czy inny sposób, ale nie mam nic do powiedzenia. Są jacy są. Jak żywi ludzie.

A. Ż.: Jak ogólnie postrzegasz self-publishing? Jako szansę dla autorów? Jako przyszłość rynku książki czy raczej zjawisko niszowe?

K. W.: Self-publishing niewątpliwie daje szanse. Nie można jednak zapominać o tym, że diabeł tkwi w szczegółach. To, że można publikować łatwo, nie oznacza, że można publikować wszystko. Dla początkujących autorów miałabym dwie rady. Po pierwsze: pamiętajcie, że każdy tekst pracuje na wasz wizerunek w oczach czytelników. A ten wizerunek, to wasz największy kapitał. Warto więc postawić na jakość i zadbać o nią. Po drugie: sieć to przestrzeń, w której łatwo pozostać anonimowym, a taka sytuacja to raj dla wszelkiej maści pseudokrytyków, którzy szukają ujścia dla swojej frustracji. Przygotujcie się więc na taką ewentualność. Krytyka sama w sobie jest bardzo cenna, ale ta konstruktywna i nad taką pochylajcie się z szacunkiem, wyciągając wnioski na przyszłość.

Czy self-publishing to przyszłość rynku książki? W jakimś sensie tak. Jednak nie wydaje mi się, żeby miała całkowicie wyprzeć segment wydawnictw papierowych. Już wspomniałam, że nie jestem ortodoksyjna, myślę, że oba modele znajdą swoje miejsce i będą zgodnie funkcjonować, wzajemnie się uzupełniając.

A. Ż.: Czy sama czytasz innych self-publisherów? Możesz kogoś polecić Czytelnikom?

K. W.: Owszem, czytam. Mogę polecić na przykład „Trójkę” Szymona Adamusa, „Matnię” Alicji Minickiej. Czytam także sporo ebooków istniejących równolegle do wersji papierowych. Łatwiej mi je kupić, szybciej mam do nich dostęp, są tańsze i mogę zabrać ze sobą wiele na raz w jednym małym czytniku. To doskonała alternatywa dla osób aktywnych, często podróżujących. Korzystam z niej, bo niby dlaczego mam nie ułatwiać sobie życia? I właśnie to polecam Czytelnikom.

A. Ż.: Masz już kolejne literackie plany na przyszłość?

K. W.: Oczywiście. Mam gotową kolejną powieść. Dwie następne lada chwila będę przelewać do pliku. I nie jest to moje ostatnie słowo, bo pomysłów mam jeszcze co najmniej kilka. Powoli powstaje także projekt Halloween II, tym razem połączony z konkursem na opowiadanie. Co jeszcze? Czas pokaże. Na razie wszystkim Czytelnikom, w oczekiwaniu na kolejne powieści, polecam lekturę „Performensu”.

A. Ż.: Dziękuję za rozmowę!

Karolina Wilczyńska (ur. 1973 r.) – zodiakalna Panna i numerologiczna jedenastka. Przede wszystkim kobieta, ze wszystkimi zaletami i wadami tej płci. Prowadzi podwójne życie – w jednym jest prezesem własnej fundacji, trenerką, terapeutką i wykładowcą uniwersyteckim, w drugim – żoną, matką nastolatka i właścicielką jamnika z charakterem. Posiada dar nieograniczonego rozciągania czasu i dzięki temu w wolnych chwilach haftuje, ozdabia przedmioty techniką decoupage’u i tworzy biżuterię, rozmyślając przy tym o rzeczach ważnych i błahych. Uwielbia słoneczniki i bursztyny, nie znosi chamstwa, bezmyślności i braku tolerancji. Z niegasnącym zainteresowaniem słucha ludzkich historii.

Napisała i wydała:

Performens (2006, Wydawnictwo Autorskie)

Ta druga (2011, Wydawnictwo Replika)

"Performens" - Karolina Wilczyńska
„Performens” – Karolina Wilczyńska

„Performens” możesz kupić tutaj.

Czego chciała? Pomników dla tych, których dusze umarły. Jednak ta ziemia, która miała być spełnieniem jej marzeń, przestała być jej ziemią. Młoda kobieta porzuca życie w mieście, wybiera wiejski dom na rozstajnych drogach i … rozpoczyna się niesamowita opowieść. Opowieść, która zaskakuje czytelnika, bowiem nie wiadomo, co się wydarzy za chwilę i co się będzie działo dalej. Opowieść, która wciąga, bowiem jest nieprzewidywalna, zaskakująca i niebanalna. Dobrze podpatrzone środowisko wiejskie, ułomności ludzkie (podobne i na wsi, i w mieście), świetnie opisane dojrzewanie młodego chłopaka, pragnącego wyrwać się ponad przeciętność. I ona – kobieta, która chciała dobrze, a stworzyła … performens.
Maria Ulatowska, autorka książek „Domek nad morzem”, „Pensjonat Sosnówka”, „Sosnowe dziedzictwo”, „Przypadki pani Eustaszyny”

***

Kobieta, sfrustrowana pogonią za pieniądzem i doskonałością w biznesie, przeprowadza się na wieś, aby żyć w zgodzie ze sobą i naturą. Znacie? Otóż nie. U Karoliny Wilczyńskiej nic nie jest takie jak w popularnych ostatnio książkach o sielskiej wiejskiej egzystencji. Pisarka z niezwykłym znawstwem psychologii i stosunków międzyludzkich pokazuje jak marzenia zderzają się z rzeczywistością, jak wynaturzają się idee. „Performens” to książka realistyczna i symboliczna jednocześnie, to lektura pasjonująca i przejmująca do szpiku kości, niejednoznaczna, odzierająca ze złudzeń, a zarazem ukazująca piękno świata, dająca nadzieję.
Magdalena Zimniak, autorka książek „Willa”, „Pokój Maty”

***

„Performens” Karoliny Wilczyńskiej… Przede wszystkim zaskok. Jeśli ktoś, po przerzuceniu paru kartek, liczy, że poczyta sobie do poduszki kolejny sielski romans, to się dość mocno rozczaruje. Owszem, romansu też tu nie zabraknie. Miłość to w końcu nieodłączny element życia, a to życie właśnie jest głównym tematem tej powieści. Będzie także piękny dworek w wiejskim plenerze. Lecz odnajdziemy tutaj nie tylko romantyczne uniesienia i uroki krajobrazu. Nie unikniemy głębszej refleksji ani wędrówki po zakamarkach ludzkiej duszy. Będziemy musieli zaangażować nie tylko nasze emocje oraz zmysły, lecz także intelekt. Symboliczny tytułowy performens – szczególna idee fixe Nadii, bohaterki książki – da nam okazję do przemyśleń, a może nawet i do przewartościowania własnych wspomnień czy marzeń. Bogata, intrygująca, nastrojowa książka. Serdecznie polecam!
Anna Klejzerowicz, autorka książek „Cień Gejszy”, „Czarownica”