Lektury września ’17

Whoa! Branie udział w challenge’ach na Habitice ukazało się zaskakująco skuteczne, bo on dwóch miesięcy udaje mi się wyrabiać równe minimum pół godziny czytania dziennie, a nie, że raz czytam cały dzień, a raz przez dwa tygodnie nie oglądam książki na oczy. Sukces! Dzięki temu zaczęłam w końcu nadrabiać zaległości (także w literaturze faktu, co mnie cieszy). Co prawda do 30 zaplanowanych na ten rok książek już nie dobiję, zwłaszcza że w listopadzie czeka mnie NaNo, a wtedy zwykle nie czytam wiele, ale do 20 może da radę.

We wrześniu zdążyłam więc przeczytać trzy książki, a czwartą zaczęłam. Oto one:

Czytaj dalej „Lektury września ’17”

Reklamy

Czytelnicze podsumowanie roku 2016

Czytelniczo ten rok był naprawdę dobry. Nadrobiłam parę zaległości, na których mi zależało, poznałam paru świetnych autorów. Zaplanowałam sobie 30 książek, przeczytałam 31, jeszcze jedną mam nadzieję dokończyć w grudniu. W sumie przeczytałam w tym roku 10350 stron, nie licząc książek rozgrzebanych, a tych mam z pięć!

Odkryciem numer jeden tego roku jest Jürgen Thorwald. Nigdy nie sądziłam, że opisy dziewiętnastowiecznych operacji mogą być tak wciągające. Thorwald ma cudowny styl, wspaniałe podejście do pacjentów, dar opowiadania. Kocham historię medycyny. Plus w tym roku wyszło całe zatrzęsienie jego książek! Szkoda że zwlekałam z kupnem paru starszych, bo się nakład wyczerpał… gdzieś je pewnie ustrzelę. A przede mną jeszcze historia detektywów – tyle dobra!

Czytaj dalej „Czytelnicze podsumowanie roku 2016”

Czytelnicze podsumowanie roku

Dołączyłam w tym roku do czytelniczego wyzwania – nie do końca wiem, po co (a, pamiętam! Pakiety książek miały być w nagrodę!). A tak poważnie, to trochę po to, by zmotywować się do nadrobienia czytelniczych zaległości. Są takie książki, co już od dziesięciu lat stoją na półce i czekają… Zgłosiłam się do kategorii 26 książek w serwisie Granice.pl, czyli powinnam czytać średnio jedną książkę na dwa tygodnie.

Dodawanie do kolekcji wszystkich przeczytanych w tym roku książek pozwoliło też na szybkie podsumowanie, co najczęściej czytam (a przyznam, że zawsze mam problem, gdy ktoś zadaje mi takie pytanie, bo wybieram kolejne książki bez jakiegoś sensownego klucza):

2013 był w dużej mierze kryminalny:

1. „Pożegnanie wolności” Sara Blaedel

2. „Szach-mat” Adam Cioczek – z wydawnictwa e-bookowo.pl. Polecam.

3. „Święto świateł” Krzysztof Kotowski – również polecę.

4. „Cichym ścigałam go lotem” Joe Alex

5. „Morderstwo w Orient Expressie” Agatha Christie

6. „Pora przypływu” Agatha Christie – które podobało mi się znacznie bardziej niż lepiej znany „Express”

6.5 „Fabrykantka aniołków” Camilla Lackberg – w trakcie czytania.

Fantastyczny:

7. „W Przededniu” Orson Scott Card

8. „Gra Endera” Orson Scott Card

9. „Mgnienie ekranu” Terry Pratchett

10. „Salamandra” Stefan Grabiński

11. „Sad umarłych i inne opowiadania” Stefan Grabiński

12. „Gwiezdny pył” Neil Gaiman – mam wrażenie, że ekranizacja wyciągnęła z tej książki nawet więcej, niż do wyciągnięcia było.

Był też biograficzny, co jest nowością, bo wcześniej raczej po takie lektury nie sięgałam:

13. „Stażystka” Mimi Alford

14. „Seryjny morderca Thomas Quick” Hannes Rastam

15. „David Bowie. STARMAN. Człowiek, który spadł na ziemię” Paul Trynka

Klasyczny:

16. „Tortilla Flat” John Steinbeck

17. „Na południe od nigdzie” Charles Bukowski

18. „Wielki Gatsby” F. Scott Fitzgerald – ekranizacja była całkiem dobra i należę do tych, którzy uznali pomysł z uwspółcześnieniem muzyki za genialny.

19. „Katedra Marii Panny w Paryżu” Victor Hugo

Architektoniczny:

20. „Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach” Filip Springer – Springer ma dobre pióro i już, będę każdą jego książkę polecać.

21. „Uczyć się od Las Vegas. Zapomniana symbolika formy architektonicznej” Robert Venturi, Denise Scott Brown, Steven Izenour

I, hmm… obyczajowy?

22. „Dama w bieli” Dörthe Binkert

23. „Postrzępienie” Paweł Kasprowicz

24. „Gwelfów i gibelinów” Paweł Sajewicz

25. „Przystań na krańcu świata” Francesca Brill

Plus nie pasujące do reszty 26. „Za darmo” Chrisa Andersona (zaczęte jeszcze w poprzednim roku…).

Czyli dokładnie 26 książek. Szczerze mówiąc, ledwo zdążyłam. Ale pozostało jeszcze najważniejsze, czyli pozycje self-publishingowe. Tych na Granicach nie było, więc zdecydowałam się liczyć je oddzielnie:

1. „Ulica Abrahama” – Joanna Łukowska

2. „Krąg śmierci” – Tomasz Biedrzycki

3. „Za progiem” – Jarosław Turowski

4. „Wakacje mają smak wiśni” – Antonina Kostrzewa

5. „Uroboros” – Ernest Filak

6. „Hydra pamiątek” Katarzyna Woźniak – ledwo lekturę przetrwałam.

7. „Maski” Kasia Szewczyk, Jacek Skowroński

Zaległości oczywiście nie nadrobiłam, nie licząc paru klasyków – przede wszystkim dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka, które podrzucało mi regularnie coś ciekawego do recenzji. W 2014 już planuję nadrabiać na poważnie i współpracę z Prószyńskim kończę, tak jak z całą resztą, a trochę szkoda, bo trafiłam na kilka naprawdę świetnych pozycji, po które sama z siebie bym nie sięgnęła.

W ramach nabijania statystyk doliczę sobie jeszcze +4 książki za Sagę „Zmierzch”. Nie przeczytałam jej jednak w formie pierwotnej, lecz wersję zanalizowaną – dwie dzielne dziewczyny z internetów przegryzły się przez tę serię, rozdział po rozdziale, piętnują głupoty, niekonsekwencje i obrzydliwości. Abstrahując jednak od wszystkiego, co w tej sadze jest głupiego lub odrażającego – „Zmierzch” jest niezwykle nudny. Pierwsza część może jeszcze się broni, ale dziwię się, że „Księżyc w nowiu” nie wywołał masowych zachorować na narkolepsję. Przemilczmy zupełnie pozbawiony emocji finał całej serii. Ponieważ jednak miażdżenie słabej literatury sprawia mi masochistyczną przyjemność, w nowych roku zabiorę się zapewne za analizę „50 twarzy Greya”. Zaraz po tym, jak dziewczyny od „Zmierzchu” rozprawią się z „Intruzem„. Ach, i ponieważ w tym fandomie to chyba ważne – jestem w Team Jacob (przez co rozumiem zrozpaczony krzyk „Jacob, uciekaj z Meyerlandu, póki możesz, póki jesteś w miarę normalny i autorka nie zniszczyła cię doszczętnie… za późno…”)

Rok 2014 zacznę od Sherlocka Holmesa – całego. W końcu 3 sezon „Sherlocka” idzie, trzeba być przygotowanym. A zupełnie dygresyjnie, „Elementary” nie otrzymuje wystarczająco dużo miłości. Lucy Liu jako Joan Watson jest bardzo dobra i ogólnie serial nie jest zły, choć zakończenie pierwszego sezonu miał słabe. Ale niektóre zagadki są naprawdę ciekawe.

Marzy mi się też, że w tym roku w końcu napiszę coś, co nie będzie względnie gramatycznie poprawną notką na bloga. Zwłaszcza że chyba mogę zapomnieć o ukazaniu się dwóch moich opowiadań „na papierze”, bo minął już rok, a poza etap obiecanek ten projekt nie wyszedł.

A w pisaniu pomaga mi stronka 750words. Zamysł jest prosty – codziennie trzeba napisać minimum 750 słów, a jeśli pisze się regularnie, otrzymuje się odznaki ze zwierzaczkami w nagrodę. Niby zlepek kilku pikseli, a cieszy. I działa, bo żal mi ominąć choć jeden dzień, dzięki czemu skończyłam kilka rozdłubanych opowiadań. Kto potrzebuje motywacji do pisania – może wypróbować.

Obiecywałam w zeszłym roku i nic z tego nie wyszło, obiecam i teraz – będzie coś nowego do czytania.

Szczęśliwego.