Sprawozdanie z lektury: Dary, Ursula K. Le Guin

Czytelniczo na razie ten rok idzie wybitnie, udało mi się w styczniu skończyć cztery książki. Kij z tym, że dwie z nich zaczęłam jeszcze jakoś w listopadzie. Ważne, że udało mi się powrócić do codziennego czytania. I to nawet nie takiego wymuszonego – bo jak mnie Dary wciągnęły, to połknęłam połowę w jeden dzień. Jest więc szansa, że odkopię się trochę spod sterty zaległości i dojrzę światełko nadziei… Tak jakby można było nie mieć zaległości w czytaniu. Ha ha. Pamiętajcie, nie ma czegoś takiego, jak za dużo książek… ale o czytelniczej kolejce i kupowaniu nowych tytułów będzie w innym poście.

Kontynuując Wielkie Czytanie Le Guin dotarłam do Darów, wyjątkowo na razie nie uwzględnionych w żadnym z grubych tomiszczy wydanych przez Prószyńskiego – zakładam jednak, że przyjdzie taki piękny dzień, gdy pojawi się tom 4 i będzie zawierał całą trylogię Kronik Zachodniego Brzegu i parę innych rzeczy. Bibliografia Le Guin jest imponująca.

 

Czytaj dalej „Sprawozdanie z lektury: Dary, Ursula K. Le Guin”

Reklamy

Sprawozdanie z lektury: Opowiadanie świata, Ursula K. Le Guin

Edit: Dowiedziałam się dziś z rana, trochę przypadkowo, że Ursula K. Le Guin, moja ulubiona autorka, moje źródło inspiracji, zmarła 22 stycznia. Wiedziałam, że ten dzień musi nadejść, a jednak trochę nie wiem, co dalej zrobić ze swoim życiem. Chyba tylko dalej czytać jej książki. Autorzy odchodzą, książki zostają. To jedyna forma życia wiecznego, w którą wierzę i przynosi mi ona ulgę.


Dokąd mnie w swej dobroci przewodnicy wiodą,

tam idę, idę lekko

i nie ma śladów stóp

w pyle, co za nami.

Po raz pierwszy Opowiadanie świata przeczytałam będąc bodajże jeszcze w podstawówce. Miałam wtedy w domu Czarnoksiężnika z Archipelagu i Miejsce początku, być może Grobowce Atuanu. Moje zainteresowanie Le Guin powoli narastało, skoro więc znalazłam Opowiadanie w bibliotece, musiałam je wypożyczyć.

Czytaj dalej „Sprawozdanie z lektury: Opowiadanie świata, Ursula K. Le Guin”

Sprawozdanie z lektury: Wszystkie strony świata, Ursula K. le Guin

Jakiś czas temu zdecydowałam się zastąpić wpisy dotyczące jednej, przeczytanej właśnie przeze mnie książki, podsumowaniem miesiąca. Omawiałam w nim kilka pozycji na raz, każdej poświęcając akapit lub dwa.

Niestety moja skłonność do rozpisywania się sprawiała, że czasem musiałam kombinować, dzielić podsumowanie na dwie części itp., bo zdarzało się, że a to chciałam dodać cytat, a to szerzej wypowiedzieć się na kilka różnych związanych z książką tematów. Wydawało mi się wówczas mało sprawiedliwym, ale też mało estetycznym, tłoczyć te rozbudowane przemyślenia na temat kompletnie różnych tytułów w jednym wpisie.

Czytaj dalej „Sprawozdanie z lektury: Wszystkie strony świata, Ursula K. le Guin”

Lektury lipca ’16

Tym razem będzie bardzo różnorodnie. A jako bonus możecie zobaczyć, w jakim otoczeniu zwykłam czytać na balkonie :)

Lewa ręka ciemności, Ursula K. le Guin

Kontynuuję moją podróż przez świat Ekumeny. Lewa ręka ciemności jest chyba najlepiej znaną i docenianą częścią cyklu i chyba rozumiem dlaczego, bo też zrobiła na mnie ogromne wrażenie (a nie czytałam już tylko następnej w kolejce Słowo „las” znaczy „świat”.) To tutaj w pełnej krasie pojawia się tematyka płci, związanych z nią ról społecznych i kulturowych. Czyli to, co u le Guin lubię najbardziej. Mieszkańcy planety Gethen to hermafrodyci, którzy raz na miesiąc, w okresie kemmeru, pod wpływem zmian hormonalnych stają się mężczyzną lub kobietą. Wpływa to na każdy aspekt ich społeczeństwa, religii, pracy, a także postrzegania innych. Główny bohater, Genly Ai jest tu postrzegany jako zboczeniec uwięziony w nieprzerwanym, męskim kemmmerze. On sam również podejrzliwie patrzy na Getheńczyków, na siłę próbując przypisać im cechy odpowiedniej płci, krytykując ich „babskość”, choć w tym świecie nie ma to sensu. Le Guin próbuje wyobrazić sobie społeczeństwo uwolnione z klatki stereotypów i narzuconych ról. Pewne aspekty jej świata wydają się sprawiedliwsze i dojrzalsze, ale inne wciąż kipią przesądami. Właśnie ta zmieniona dynamika, fakt, iż każdy mieszkaniec planety jest taki sam (czy rozumiemy przez to brak płci, czy raczej bycie obu płci na raz) jest głęboko fascynujące.

Czytaj dalej „Lektury lipca ’16”

Lektury lutego ’16

Luty czytelniczo wygląda bardzo podobnie do stycznia – kontynuuję nadrabianie Ekumenty, przeplatając fantastykę literaturą faktu. Nigdy nie czytałam aż tak wielu książek niebeletrystycznych!

Ginekolodzy, Jürgen Thorwald

To jedna z tych książek, które jednocześnie budzą zachwyt i przygnębienie. Bo jak tu nie zachwycać się odwagą, inteligencją i determinacją lekarzy oraz ich pacjentek, którzy nie posiadając współczesnych narzędzi, wyników badań, znieczulenia czy wiedzy o anatomii i rozmnażaniu dokonywali wielkich medycznych przełomów, dzięki którym nie tylko ciąża i poród stały się bezpieczniejsze i łatwiejsze, ale też wyleczono wiele powszechnych kiedyś chorób kobiecych.

Czytaj dalej „Lektury lutego ’16”