Lektury lipca ’16

Tym razem będzie bardzo różnorodnie. A jako bonus możecie zobaczyć, w jakim otoczeniu zwykłam czytać na balkonie :)

Lewa ręka ciemności, Ursula K. le Guin

Kontynuuję moją podróż przez świat Ekumeny. Lewa ręka ciemności jest chyba najlepiej znaną i docenianą częścią cyklu i chyba rozumiem dlaczego, bo też zrobiła na mnie ogromne wrażenie (a nie czytałam już tylko następnej w kolejce Słowo „las” znaczy „świat”.) To tutaj w pełnej krasie pojawia się tematyka płci, związanych z nią ról społecznych i kulturowych. Czyli to, co u le Guin lubię najbardziej. Mieszkańcy planety Gethen to hermafrodyci, którzy raz na miesiąc, w okresie kemmeru, pod wpływem zmian hormonalnych stają się mężczyzną lub kobietą. Wpływa to na każdy aspekt ich społeczeństwa, religii, pracy, a także postrzegania innych. Główny bohater, Genly Ai jest tu postrzegany jako zboczeniec uwięziony w nieprzerwanym, męskim kemmmerze. On sam również podejrzliwie patrzy na Getheńczyków, na siłę próbując przypisać im cechy odpowiedniej płci, krytykując ich „babskość”, choć w tym świecie nie ma to sensu. Le Guin próbuje wyobrazić sobie społeczeństwo uwolnione z klatki stereotypów i narzuconych ról. Pewne aspekty jej świata wydają się sprawiedliwsze i dojrzalsze, ale inne wciąż kipią przesądami. Właśnie ta zmieniona dynamika, fakt, iż każdy mieszkaniec planety jest taki sam (czy rozumiemy przez to brak płci, czy raczej bycie obu płci na raz) jest głęboko fascynujące.

Czytaj dalej „Lektury lipca ’16”

Lektury lutego ’16

Luty czytelniczo wygląda bardzo podobnie do stycznia – kontynuuję nadrabianie Ekumenty, przeplatając fantastykę literaturą faktu. Nigdy nie czytałam aż tak wielu książek niebeletrystycznych!

Ginekolodzy, Jürgen Thorwald

To jedna z tych książek, które jednocześnie budzą zachwyt i przygnębienie. Bo jak tu nie zachwycać się odwagą, inteligencją i determinacją lekarzy oraz ich pacjentek, którzy nie posiadając współczesnych narzędzi, wyników badań, znieczulenia czy wiedzy o anatomii i rozmnażaniu dokonywali wielkich medycznych przełomów, dzięki którym nie tylko ciąża i poród stały się bezpieczniejsze i łatwiejsze, ale też wyleczono wiele powszechnych kiedyś chorób kobiecych.

Czytaj dalej „Lektury lutego ’16”

Lektury stycznia ’16

W styczniu kontynuowałam lekturę książek poświęconych w węższym i szerszym znaczeniu architekturze oraz mieszkalnictwu (tym samym przeczytałam też wszystkie książki Springera), a także zaczęłam nadrabianie powieści Le Guin.

Czytaj dalej „Lektury stycznia ’16”

Czytelnicze podsumowanie roku

W tym roku przeczytałam 31(33) książki. Liczba w nawiasie dolicza dwa tomy mangi – osobiście wolę komiksy liczyć oddzielnie, bo czyta się je znacznie szybciej. Tak czy siak, udało mi się wygrać moje czytelnicze wyzwanie, zakładające 30 tytułów :)

Jak być może pamiętacie, na początku roku wybrałam 26 książek, które chciałam przeczytać. Patrząc tylko po liczbach, swój zamiar spełniłam. W praktyce jest trochę gorzej – jak się okazuje, nie potrafię trzymać się planu i zawsze jakaś ciekawa pozycja wciśnie się w kolejkę. Ostatecznie zaliczyłam tylko 18 tytułów z listy.

Czytaj dalej „Czytelnicze podsumowanie roku”

Styczniowe lektury

Witamy w nowym roku z nową siłą! Przyznam, że luty nie zaczął się dla mnie najlepiej – przez pierwsze dwa tygodnie za nic nie mogłam się zabrać. Mam co prawda na to usprawiedliwienie – w tym czasie kończyłam powieść. (Którą i tak muszę napisać w większości od początku. Nigdy niczego nie osiągnę, nigdy…). Ale martwiłam się, że zaraz na początku czytelniczego wyzwania będę mocno do tyłu. Na szczęście kolejne dwa tygodnie były ambitne jak mało kiedy. W tym miesiącu przeczytałam aż pięć książek! W takim tempie mogłabym dobić nawet do słynnych 52, ale się nie łudzę… ale do konkretów:

tehanuTehanu, Ursula K. le Guin – Kiedy jako dziecko czytałam „Ziemiomorze” dotarłam tylko do trzeciej części, „Najdalszy brzeg”. W zeszłym roku zaczęłam powtarzać sobie ten cykl i po raz pierwszy dodarłam do „Tehanu”. I trochę się cieszę, że nie znałam go wcześniej.

„Tehanu” zostało napisane prawie 20 lat po „Najdalszym brzegu” i jest przede wszystkim próbą naprawienia przez autorkę pewnych rzeczy, które wcześniej się napisało, rozliczenia się z własnymi poglądami na sprawy płci i ról kobiety oraz mężczyzny. W świecie Ziemiomorza tylko mężczyźni zostają magami, a kobiety – co najwyżej paskudnymi czarownicami. „Złośliwy jak kobiece czary” – napisała wiele lat temu le Guin i najwyraźniej bardzo ją to gryzło, bo chciała się z tego wytłumaczyć, jakoś to naprawić. Moim zdaniem – niepotrzebnie. Nigdy nie przeszkadzało mi, że „Czarnoksiężnik z Archipelagu” opowiada o chłopcu, nie dziewczynce, dalej uważam go za świetną książkę o dojrzewaniu. A „Grobowce Atuanu” – moja ulubiona część cyklu – mają przecież główną żeńską bohaterkę, bardzo przeze mnie lubianą. I w ogóle przedstawia świątynię zamieszkaną tylko i wyłącznie przez kobiety-kapłanki. Być może podział na mężczyzn-magów i kobiety-kapłanki pradawnych mocy ziemi nie wydawał się le Guin uczciwy, ale mi – wystarczał.

Czytaj dalej „Styczniowe lektury”