„Gone Girl” zostało bestsellerem dzięki e-bookom

Gone-GirlCiekawy news z Wielkiej Brytanii. Gone Girl, książka Gillian Flynn była trzecią najlepiej sprzedającą się książką drukowaną w 2013 r. oraz trzecim najlepiej sprzedającym się e-bookiem. Co w tym takiego wyjątkowego? Że jeśli dodamy sprzedane fizycznie egzemplarze i kopie cyfrowe uzyskamy najlepiej sprzedającą się książkę roku – w sumie ponad milion kopii. Tym samym pokonała My Autobiography Alexa Fergusona, czyli bestseller dla wydań papierowych.

Można więc powiedzieć, że wersja e-bookowa zapewniła Gillian Flynn sukces. Tym bardziej, że Gone Girl rozeszła się w ponad 600 tys. egzemplarzach papierowych i ponad 400 tys. elektronicznych, gdy My Autobiography – mimo 800 tys. drukowanych kopii – sprzedała się w zaledwie 45 tys. kopii elektronicznych. Powalająca różnica. Książka Alexa Fergusona w ogólnym rankingu trafiła ostatecznie na trzecie miejsce, zepchnięta w dół także przez Inferno Dana Browna (ponad 600 tys. i 300 tys. egzemplarzy).

Pełna lista brytyjskich bestsellerów magazynu The Bookseller za rok 2013 poniżej. W artykule „The biggest books of 2013 across print and digital” szerszy komentarz. (tytuł, autor, wydawnictwo, liczba sprzedanych kopii drukowanych i pogrubiona liczba sprzedanych kopii cyfrowych).

Gone Girl Gillian Flynn Orion  627,097  411,163
Inferno Dan Brown Transworld 640,676  328,960
My Autobiography Alex Ferguson Hodder & Stoughton 803,084  44,292 
The Hundred-Year-Old Man… Jonas Jonasson Hesperus 223,966 462,608
The Fast Diet Mosley & Spencer Short Books 497,200 174,129
Life of Pi Yann Martel Canongate 164,675 452,536
The Casual Vacancy J K Rowling Little, Brown 321,940  193,636
Entwined with You Sylvia Day Penguin 255,713 252,464
The Unlikely Pilgrimage of Harold Fry Rachel Joyce Transworld 324,545 180,804
10 Guinness World Records 2014 Guinness World Records 437,207 59,787

Reklamy

Co lubimy w drukowanych książkach

Dotyk, zapach… a może raczej dzielenie się i uczenie? Ponad 1000 użytkowników brytyjskiego serwisu Fatbrain, w którym można sprzedawać i kupować książki, wypełniło ankietę w której wytłumaczyło, czemu wybierają książki drukowane nad elektroniczne.

Niniejsza infografika została przygotowana przez Colour & Thing, a ja znalazłam ją na Ebook Friendly:

Top-reasons-to-choose-a-print-book-infographic

Fetyszyści treści* zapewne poczują się rozczarowani – tylko 11% respondentów stwierdziło, że kupuje książki papierowe dla zapachu. Wąchacze książek** widać lubią najbardziej pienić w internetowych dyskusjach i pewnie dlatego są tacy widoczni. Dwoma najważniejszymi odpowiedziami okazały się „fizyczne uczucie książki” (65%) oraz „uczenie się” (61%). Te rzeczy w pewnym sensie się z sobą łączą – niby na czytniku też można podkreślać i robić notatki, ale jednak to nie to samo. Notatki na marginesach, fragmenty zaznaczone kolorowymi markerami, dodatkowe objaśnienia, terminy klasówek i malunki, gdy lekcja/wykład okazują się nudne. Całe życie mazałam po podręcznikach i nie wyobrażam sobie, że mogłabym się uczyć w innym trybie. Zresztą, niedawno wróciłam do japońskiego. Co mi po tym, że podręcznik mam w mobi, skoro zadania do uzupełnienia i tak trzeba sobie wydrukować? Choć przyznam, że z Kindle’a też się uczyłam – ale były to wcześniej przygotowane przeze mnie notatki, o dokładnie takiej strukturze, jaka mi odpowiadała i niczego na marginesie dopisywać nie musiałam.

Dziwi trochę, że dla 65% tak ważne jest fizyczne obcowanie z książką, ale tylko dla 9% liczy się pięknie ustawiona na półce kolekcja, którą można się popisać. Uwielbiam ustawiać książki na półce. Wiele lat robiłam to najpierw gatunkiem, a potem wielkością. Tak, od najwyższej do najniższej. W salonie mam wystawkę książek z Karakteru. Jestem dziwna i się tego nie wstydzę. Z drugiej strony, aż 44% kolekcjonuje książki. O tak, ładne książki też lubię. Wydane tak samo kolejne tomy serii. Zdecydowanie. Kolejne 53% po prostu lubi na książki patrzeć jak na dzieła sztuki. Widzieliście „S.„? Przykro mi, ale ta książka w wersji elektronicznej nigdy nie zrobi takiego samego wrażenia.

Dosyć podobne problemy to „dzielenie się” (58%), „odsprzedawanie” (45%) i „dawanie” (44%). Teoretycznie e-booka też można pożyczyć czy odsprzedać, choć zawsze przy tej okazji pojawiają się jakieś niepraktyczne kwestie techniczne lub prawne. Za to nie widzę aż tak dużego problemu z dawaniem e-książki w prezencie – może mail albo karta z QR codem nie wyglądają super atrakcyjnie, ale koperta z pieniędzmi też nie. A wiele osób woli dostać/wręczyć gotówkę, tak, by obdarowany sam mógł sobie wybrać to co lubi. Kupon zniżkowy do księgarni z książkami elektronicznymi dla zwolennika e-czytania też będzie miłą niespodzianką.

W sumie teraz przydałaby się podobna ankieta na temat książek elektronicznych, choć łatwo jest przewidzieć popularne odpowiedzi. Wasze przemyślenia?

* Tak nazywam ludzi, którzy przesadnie jarają się e-bookami (treść ważniejsza od fizycznej formy) i zupełnie niepotrzebnie przekonują, że książki papierowe to zło.

** A to określenie na ludzi, którzy przesadnie jarają się książkami papierowymi przy jednoczesnym bezsensownym podkreślaniu, że e-booki to zło.

Czytanie w Ameryce

76% Amerykanów powyżej 18 roku życia przeczytało w zeszłym roku co najmniej jedną książkę. 69% przeczytało książkę papierową, a 28% – e-booka (to wzrost z 17% w 2011 r. i 23% w 2012 r.). 14% przesłuchało co najmniej jednego audiobooka. Średnio na jednego Amerykanina przypada 5 książek rocznie. Czytelnictwo za oceanem trzyma się więc lepiej niż u nas.

Kobiety częściej sięgają po e-booki niż mężczyźni. Częściej robią to też młodzi w porównaniu z osobomi po 65. roku życia oraz ci, którzy mieszkają w miastach. Natomiast po audiobooki częściej sięgają osoby lepiej wykształcone. Tabelka poniżej przedstawia dokładnie poszczególne wyniki w różnych grupach:

tabela ogólna
Tabela z „E-Reading Rises as Device Ownership Jumps” by Kathryn Zickuhr, Lee Rainie

Czytelnictwo e-booków wzrosło w każdej grupie wiekowej poza najstarszą – spośród tych, którzy przeczytali minimum jedną książkę 47% osób w wieku poniżej 30 lat sięgnęło po e-książkę (skok z 31% w listopadzie 2012), w grupie wiekowej 30-49 lat było to 42% (wcześniej 41%), a w grupie 50-64 – 35% (wcześniej 23%). Odsetek ten spadł za to w grupie powyżej 65. roku życia z 20% w listopadzie 2012 do 17% w styczniu 2014 r.

W sumie 52% czytelników sięga tylko po książki papierowe, 4% sięga tylko po e-booki, a 2% słucha tylko audiobooków. 9% przyznało, że korzysta z wszystkich trzech form książki. A tak wygląda przenikanie się nawyków czytelniczych: Zdecydowana większość, czyli 87% czytających e-booki sięgała także po książkę drukowaną, a 29% – słuchała też audiobooków. Z kolei 84% osób słuchających e-booki przeczytało także książkę papierową, a aż 56% z nich sięgnęło także po e-książkę. Jak łatwo się domyśleć, większość czytających po książki papierowe nie sięga po inne formaty – w przypadku e-booków robi to 35% osób, a w przypadku audiobooków – 17%.

Skoro już wiemy, że Amerykanie sięgają po e-booki, to jeszcze dowiedzmy się, na czym je czytają. W związku z wzrostem popularności czytników i tabletów, w porównaniu z 2011 r. spadła liczba osób czytających na komputerach (z 42% do 29%). Na czytnikach czyta obecnie 57%, a na tabletach – 55%. Natomiast smartphone’y mają się dobrze – czyta na nich 32% osób (niewielki wzrost z 28%).

wykres1
Wykres z „E-Reading Rises as Device Ownership Jumps” by Kathryn Zickuhr, Lee Rainie

W sumie 42% Amerykanów w ogóle posiada tablet i 78% z nich wykorzystuje go do czytania, z czego 44% twierdzi, że robi to przynajmniej raz w tygodniu. Mężczyźni czytają na tabletach częściej niż kobiety (88% i 72%)

Natomiast 32% posiada e-czytnik. I 87% z nich czyta na czytnikach – 53% robi to co najmniej raz w tygodniu. O ile mężczyźni wybierają tablety, kobiety wolą czytniki (93% kobiet i 77% mężczyzn czyta na takich urządzeniach).

Aż 75% Amerykanów posiada komputer, jednak tylko 31% wykorzystuje go do czytania e-booków (w 2011 było to 45%). Tylko 9% twierdzi, że czyta przynajmniej raz w tygodniu. Z kolei prawie wszyscy (92%) posiada telefon komórkowy, najczęściej smartphone’a.  32% z nich czyta e-booki na tym urządzeniu, a tylko 12% robi to co najmniej raz w tygodniu.

wykres2
Wykres z „E-Reading Rises as Device Ownership Jumps” by Kathryn Zickuhr, Lee Rainie

Posiadacze e-czytników i tabletów czytają też na swoich urządzeniach więcej niż ci, którzy korzystają z komputerów i smartphone’ów. Jak zaznaczyli twórcy badań, nie jest pewne, czy dzieje się tak dlatego, że czytnik rzeczywiście zachęca do częstszego czytania, czy może po prostu czytniki częściej kupują osoby więcej czytające.

Ciekawi mnie te kilka procent ludzi, którzy posiadają e-czytniki, ale z nich nie korzystają. Jak widać, odsetek ten wzrósł z 7% w 2011 do 13% w 2014. Czy są to nieudane prezenty? Albo ktoś kupił czytnik, by go wypróbować, po czym nie przekonał się do e-czytania? Natomiast zaskakuje mnie, że tak dużo osób czyta na tabletach, bo inne badania regularnie pokazywały, że nie jest to najpopularniejsza czynność na tych urządzeniach.

Podsumowując – czytanie książek papierowych ma się dobrze i dalej kochamy druk, ale e-booki weszły już do mainstreamu.

Dane i wykresy pochodzą z „A Snapshot of Reading in America in 2013„. Tam też można znaleźć pełen raport o czytelnictwie w Ameryce.

III Warszawskie Targi Książki – dzień pierwszy

W dniach 10-13 maja odbywają się już III Warszawskie Targi Książki. Pierwszy dzień, czwartek, upłynął raczej spokojnie – po pierwsze dlatego, że to dzień, kiedy część wystawców jeszcze się przygotowywała, po drugie – mniej było odwiedzających. Zapewne w sobotę, gdy ludzie będą mieli więcej wolnego, zjawi się ich więcej.

Na oficjalnym otwarciu organizatorzy zapewniali o rekordowym charakterze tej edycji – ponad 500 wystawców, 432 autorów, ponad 600 wydarzeń, 17 nominacji i wręczeń nagród oraz 13 wystaw – w tym ilustracji dziecięcej czy związanej z Korczakiem. Ta edycja jest też bardziej międzynarodowa – gościem honorowym jest Armenia, zajrzeć można na duże stoisko wydawców australijskich czy francuskich. Na samym otwarciu zjawili się ambasadorzy lub przedstawiciele Armenii, Azerbejdżaniu, Izraela, RPA, Ukrainy, Niemiec. Szkoda, że poziomu nie utrzymała tłumaczka – mówiła z wyjątkowo słabym akcentem, często robiła pauzy albo wtrącała nieszczęsne „yyy”, zgubiła się przy wypowiedzi ambasadora Szwecji i nie przetłumaczyła informacji o spotkaniu z noblistą Tomasem Tranströmerem (piątek 11 maja o godz. 18.00 w Teatrze na Woli. Wstęp wolny). Pod tym względem można się było bardziej postarać.

Stoisko wydawców australijskich
Stoisko wydawców australijskich

Warszawskie Targi Książki powstały, gdy wydawcy zniechęceni współpracą z Ars Poloną i formułą Międzynarodowych Targów Książki zbuntowali się. Jedną z widocznych różnic między imprezami była właśnie międzynarodowość starej, a polskość nowej. Widać jednak likwidacja MTK oraz wyjazdy zagraniczne WTK sprawiły, że wystawcy z innych krajów powoli przenoszą się na nowe targi. Tym samym WTK ostatecznie zajmują miejsce poprzednika.

(Odbyło się też wręczenie kilku nagród – wszystkie nominacje i zwycięzcy zostaną zebrane w oddzielnym, podsumowującym poście.)

Kącik e-bookowy/e-czytnikowy był mniejszy niż w zeszłym roku i ponownie znajduje się na piętrze. Znowu pojawiła się Ebook Cafe (kawa 5-8 zł) prowadzona przez Bezkartek.pl. Odbywał się tam spory ruch, miejsca ciągle były zajęte. Do kupienia są Pocketbooki, Kindle, okładki do e-czytników. Można było spotkać się z Piotrem Lipińskim, który będzie tam też w piątek.

Kawiarnia ebookowa
Kawiarnia ebookowa

Poza tym pojawiło się Legimi z tabletem Dante, który jak na tzw. urządzenie z niższej półki prezentuje się całkiem nieźle i zbiera pozytywne recenzje, więc być może Android za 399 zł może być alternatywą dla iPada. Nie zabrakło e-Lib.pl, które jutro w większości poprowadzi Forum Nowych Technologii. Zjawiło się także Virtualo, również z różnymi czytnikami oraz E-czytnik.pl, gdzie można kupić Pocketbooki w atrakcyjnych, targowych cenach. Swoje stoisko ma też Inpingo, prezentujące wygodne i wszechstronne oprogramowanie do przygotowywania publikacji elektronicznych.

Duże stoisko na środku ma Empik, który głównie reklamuje Trekstora. Co ciekawe, na dole Weltbild również prezentuje to samo urządzenie. Szczerze mówiąc, jeden pan od Weltbildu wydał mi się lepiej przygotowany niż spora grupka pracowników Empiku, którzy w niektórych momentach zasłaniali całą jedną stronę ekspozycji. Zabrakło Woblinku, Libranovy czy Artatechu, którzy pokazali się w zeszłym roku.

Generalnie w części e-bookowej odbyłam parę przyjemnych rozmów :) Odniosłam też wrażenie, że odwiedzający chyba lepiej już kojarzą technologię e-papieru, bo dopytywali się o nią. Choć strefa jest mniejsza niż ostatnio, to czytniki można „obmacać”, kupić, podyskutować. Ogólne odczucia są pozytywne.

Wybrałam się też na prezentację „Czego chcą czytelnicy” dotyczącą promocji książki w internecie. Poprowadził ją Sławomir Krempa, redaktor naczelny wortalu Granice.pl, który został nagrodzony Nagrodą Sezonu Wydawniczo-Księgarskiego IKAR 2012 w kategorii animacja czytelnictwa.  Zwracał uwagę przede wszystkim na personalizację rekomendacji, konieczność zadbania o wysoki poziom merytoryczny i językowy recenzji, zachęcanie czytelników do aktywności poprzez „grywalizację” – choćby poprzez zachęcanie do rywalizacji o punkty, które można wymieniać na książkowe nagrody. Przypomniał też o sukcesie akcji „5 minut dla książki” i zapowiedział, że najbliższa, letnia edycja bęzie miała charakter gry miejskiej.

Z ciekawostek można obejrzeć wystawę mody inspirowanej książką – poniżej jedna z kreacji, „Zmarzlina”, autorstwa Karoliny Piłat, inspirowana baśnią Andersena o Królowej Śniegu, a wykonanej m.in. z wytłaczanek do jajek. Zapraszam serdecznie do obejrzenia wszystkich projektów.

"Zmarzlina", autorstwa Karoliny Piłat, inspirowana baśnią Andersena o Królowej Śniegu
„Zmarzlina”, autorstwa Karoliny Piłat, inspirowana baśnią Andersena o Królowej Śniegu

Jutro wybieram się na Forum Nowych Technologii – twittoprzekaz możecie śledzić tutaj i pod tagiem #3wtk, podsumowanie ukaże się na blogu troszkę później.

Szczegółowy program targów znajdziecie tutaj.

PS. Przepraszam za średnią jakość zdjęć, aparat szwankował.

Szpetne potworki, czyli jak marzy mi się przyszłość książki

Dziś będzie trochę koncert życzeń, ale ponieważ pod ostatnim wpisem wywiązała się spora dyskusja, to być może i tym razem będziecie mieli ochotę porozmawiać – tym razem o przyszłości książki. Oraz o tym, dlaczego e-booki wcale książce drukowanej nie grożą i nie szkodzą, a wręcz przeciwnie – mogą jej wyjść na dobre.

O wielu rzeczach tu nie piszę – o kwestiach technologicznych, prawnych, bezpieczeństwa, wreszcie o tym, co zrobią ze sobą wydawcy itd. Być może powinnam rozważyć wszystkie szczegóły zgodnie z myślą „uważaj, czego sobie życzysz”, ale chciałam się skupić przede wszystkim na jednej kwestii – o czym mówimy, gdy mówimy o książce drukowanej?

Przy okazji każdej (bezpłodnej i bezsensownej) dyskusji „Co lepsze – książka papierowa czy elektroniczna” pada argument „Nigdy nie zrezygnuję z książek papierowych, uwielbiam szelest papieru, zapach farby – fizyczne, papierowe książki są takie cudowne!”. Ano jasne, że są. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękami i mam świadków na to, że jeszcze w niedzielę rzuciłam się na książkę tylko po to, by się „sztachnąć” farbą. Z tym że…

Kiedy obrońcy książki papierowej o niej mówią, nie precyzują, co dokładnie mają na myśli. Czy chodzi im może o czytadła, które po lekturze rzuca się w kąt i zapomina? Czy o te szybkie i przyjemne lektury, które odsprzedaje się potem na Allegro? O drukowane masowo w Chinach malutkie książeczki dla dzieci za złotówkę? Oddaje znajomym/antykwariatom/komukolwiek? Czy gdy mówią o książkach papierowych, myślą raczej o pozycjach ulubionych autorów, czy też o szpetnych, typograficznych potworkach drukowanych na srajtaśmowym papierze z literkami rozmazującymi się pod palcami?

Książka książce jest nierówna. Ostatnio wygrzebałam „Żmiję” Sapkowskiego, wydanie superNOWEJ. Wydanie z roku 2009, więc idzie jej dopiero 3 rok. I co? Papier tak poszarzał, że litery są niedużo od niego ciemniejsze. Przepraszam, ale mój Kindle ma tysiąc razy lepszy kontrast między tłem a literami. I te fantazyjne marginesy, tak wąskie, że oszczędność na papierze aż krzyczy. Co ja mam z tą „Żmiją” zrobić? Przecież czytać tego się już nie da. Zatrzymać na pamiątkę, jako przykład wyjątkowo szpetnej książki? W sumie trochę tych Sapkowskich mam, ładnie to wygląda, gdy tak pół półki zajmują Wiedźminy, Trylogie… Nie, stój. Nie wygląda ładnie. Kilka szpetnych książek ustawionych obok siebie może być tylko jeszcze bardziej szpetne.

Bo gdy się broni książki papierowej często myśli się o niej jako o najwyższym dobru kultury, tej świętej PRAWDZIWEJ KSIĄŻCE. Cały dowcip polega na tym, że takie myślenie zwykle wiąże się z podziwianiem książki jako utworu literackiego, czyli właśnie podziwianie treści, a nie formy. Zapomina się o książce jako przedmiocie, jako produkcie, jako czytadle, które ma nam zapewnić rozrywkę. Wszystkie książki nam tak pięknie pachną? Wszystkie tak ładnie szeleszczą i wszystkie tak dobrze gładzi się po stronie? Czy tylko te dobrze wydane?

Czytaj dalej „Szpetne potworki, czyli jak marzy mi się przyszłość książki”