Live, Die, Repeat – recenzja Edge of Tomorrow / All you need is kill

W 2014 roku do kin wszedł film The Edge of Tomorrow (Na skraju jutra), nakręcony na podstawie książki japońskiego pisarza Hiroshiego Sakurazaki. Przeszedł raczej niezauważony i przyznam, że nie mam pojęcia, czemu się tak stało, bo to jeden z lepszych filmów zeszłego roku oraz jedna z ciekawszych nowych pozycji sci-fi.

Czytaj dalej „Live, Die, Repeat – recenzja Edge of Tomorrow / All you need is kill”

Sierpniowe lektury

Sierpień był wyjątkowo rozleniwionym miesiącem, w którym za nic nie mogłam się zabrać, nie tylko za czytanie. Dlatego szału nie ma.

315326126cdde88c541d10dc6c575f37„Genetyka w obrazkach”, Larry Gonick, Mark Wheelis [papier] – W czasach szkolnych miałam trzy książeczki z serii „W obrazkach” – „Genetykę”, „Fizykę” i „Ekologię”. Najbardziej lubiłam tę pierwszą. Za pomocą komiksowych ludzików i niewybrednych dowcipów o dzieciach podobnych do mleczarza tłumaczyła podstawy zasad dziedziczenia i działania DNA. Była napisana w prosty, łatwy do zrozumienia sposób. Wróciłam do niej trochę z sentymentu, a trochę dlatego, że nie mogłam się zmusić do przeczytania niczego sensownego, a to miało obrazki i dało się połknąć na raz.

Niestety „Fizyka w obrazkach” nie była już tak pomocna i z fizyki miałam tylko naciąganą trójkę. Choć trzeba to bardziej zrzucić na mój „tumanizm” niż na książeczkę, bo ta wykonana była podobnie. Serię polecam tym, którzy muszą się uczyć, a lżejsza forma im to ułatwia.

dfffdfffedd89f1a7cd046a60e0621fa„Najdalszy brzeg” Ursula K. le Guin [e-book] – Moja najmniej ulubiona część cyklu. Może dlatego się na niej zatrzymałam i nigdy nie dotarłam do „Tehanu”, za które będę się powoli zabierać.

„Najdalszemu brzegowi” brakuje mądrości „Czarnoksiężnika z Archipelagu” i rozmachu „Grobowców Atuanu”. Brakuje mu – nomen omen – magii. W „Czarnoksiężniku” bardzo lubiłam postać młodego Geda, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy i zachłysnął się własną mocą, a potem dorastał, uczył się i zmieniał. Arren z „Brzegu” jest przy nim chłopcem jednowymiarowym i nudnym. Natomiast stary Ged trochę za dużo gada. To, co wciąż mnie cieszyło, to świat Ziemiomorza, zwłaszcza opis życia ludzi na tratwach. I zakończenie, tak podobne do tego z pierwszej części. Ale nie bawiłam się już tak dobrze.

Mam wrażenie, że jednak sci-fi w wykonaniu le Guin jest minimalnie lepsze od fantasy. Nie chciałby ktoś w e-booku wydać jakiejś kompilacji jej innych tekstów? Chętnie poczytam.

Chwilo czytam „Nielegalnych” i nieźle idzie.

PS. Premiera będzie we wrześniu, jak uda mi się wrzucić książkę do wszystkich możliwych księgarni, ale niecierpliwi już mogą czytać – „Karaluch w uchu” do kupienia w Smashwords.