Lipcowe lektury

Ależ jestem z lekturami do tyłu!

W tym miesiącu w końcu doczytałam Harry Potter and the Philosopher’s Stone, J.K. Rowling. Padło na ten tytuł głównie dlatego, że jako pozycja dla jedenastolatków powinien być napisany w miarę przyswajalnym dla obcokrajowca angielskim. Widziałam też film, co powinno mi pomóc odnaleźć się w razie niezrozumienia czegoś. Szerzej o wrażeniach pisałam tutaj.

detroit

Detroit. Sekcja zwłok Ameryki, Charlie LeDuff – Bardzo przygnębiająca książka o bardzo biednym, ponurym, przeżartym korupcją i bez przerwy płonącym mieście. Chcecie pisać post-apo? Pojedźcie do Detroit, takie klimatu nawet w Czarnobylu nie znajdziecie. Tylko strach zaplątaną kulkę w głowę oberwać…

Czytaj dalej „Lipcowe lektury”

Reklamy

Harry Potter to nie mój fandom

Dawno, dawno temu, w roku 2000, miałam lat dwanaście. Co oznacza, że byłam w szóstej klasie podstawówki. Ubóstwiałam wtedy Frances Hodgson Burnett, Jamesa Olivera Curwooda i Przygody Trzech Detektywów. To też rok, w którym wydano w języku polskim pierwszą książkę o Harrym Potterze.

zdjęcie
Zestaw niekompletny. Kamień filozoficzny akurat zaginął gdzieś w burzy przeprowadzki.

Czytaj dalej „Harry Potter to nie mój fandom”

Przegląd analiz złej literatury #2

Pierwszy przegląd wciąż cieszy się sporą popularnością, więc pora na kolejne zestawienie!

Są ludzie, dla których czytanie złej literatury to hobby. Pocą się i cierpią, by reszta nie musiała po te koszmarki sięgać. Tworzą analizy – złośliwe i zabawne, ale przede wszystkim brutalnie obnażające wszystkie błędy rozkładanych na kawałki tForów. Ku naszej uciesze.

Tak jak poprzednio, jeśli analiza miała więcej niż jedną część, linki prowadzą do pierwszej. Resztę sobie znajdziecie ;)

1. „Admiralette” Andrzeja Tucholskiego zanalizowana przez PLUS-a – podobno jacyś źli hejterzy czepiali się tej książki, a Wydaje.pl, które wspierało autora w procesie wydawniczym, broniło się, że redakcja językowa była, tylko autor taki styl po prostu ma. Mimo to w krótkim fragmencie znalazły się takie kwiatki jak „konstrukcja pyszniąca się liberią”, „burty zdobione hakami” „pobiegła bocznym łukiem”, „zanurzył zwykłego trzewika”, „z poparzeniem na prawym ręku”, „okręty zmieniające szyk w celach społecznych” czy „kawalkada okrętów” (niczym wataha autobusów). Mamy więc problemy z gramatyką, używaniem wyrazów niezgodnie z ich znaczeniem i zwykłymi dziwadełkami. Akcja rozgrywa się na statku noworuskich – zbudowanym z tysięcy rodzajów najdroższych drzew, wyłożonym szlachetnymi kamieniami nawet w wychodku, ozdobionym rzeźbieniami, herbami i najdroższym-najszlachetniejszym wszystkim, co tylko autorowi do głowy przyszło. Co najmniej to groteskowe. Ale kto bogatemu zabroni?

2. „Gra o Ferrin” Katarzyny Michalak zanalizowana przez PLUS-a – Kolejna analiza powieści, z którą poprzednia analizatorska ekipa sobie nie poradziła. „Gry” nie zmógł też w całości PLUS. Główna bohaterka przenosi się do magicznego świata, który uważa za Australię. Jest bardzo ważna, bo ma rude włosy i każdy chce ją mieć. Poza tym można by ją dodać w Wikipedii jako definicję idealnej Mary Sue – butnej, upartej, głupiej i zapatrzonej w siebie. Poza tym ma tylko dwie szare komórki – jedną od wygadywania głupot i drugą od robienia scen. Fabuła? Jaka fabuła? Cieszmy się perełkami w rodzaju Narratora Zaskoczonego: „Nie otwierając oczu, rozejrzała się po pomieszczeniu. Jak to rozejrzała się?! Przecież nie otworzyła oczu!”.

Czytaj dalej „Przegląd analiz złej literatury #2”