Przegląd analiz złych filmów

Do tej pory przygotowałam cztery zestawienia analiz złej literatury – znajdziecie je wszystkie tutaj. Tym razem zdecydowałam się na coś trochę innego, po części dlatego, że trafiam na coraz mniej analiz do czytania, a po części ze względu na moją nową miłość  – złe filmy.

O ile zła literatura zwyczajnie mnie boli, o tyle złe filmy mają w sobie hipnotyzujący urok. Żenująca gra aktorska, bezsensowny scenariusz, niekompetentny montaż, CGI z piekła plus niesamowite okoliczności powstawania tych filmów tworzą miks, któremu nie potrafię się oprzeć. Ale jeśli myślicie, że mówię tylko o twórczości Michaela Baya albo Adama Sandlera, to wiedzcie, że kopać należy znacznie głębiej. Prawdziwa frajda zaczyna się tam, gdzie ściany lokacji są dosłownie zbudowane z kartonu, w pierwszych pięciu minutach ktoś zostaje zgwałcony, znajomość sztuk walki wśród aktorów jest zatrważająco niska, a jakość dźwięku pozwala zrozumieć ledwo co trzecie zdanie. A biorący udział w powstawaniu tych dzieł są albo bez przerwy pijani, albo uważają się za geniuszy kinematografii – nie ma miejsca na półśrodki. Tutaj gwiazdami są Cameron Mitchell i Robert Z’Dar, a reżyserują Tommy Wiseau, Neil Breen i James Nguyen – twórcy filmów tak złych, że aż dobrych.

Czytaj dalej „Przegląd analiz złych filmów”

Przegląd analiz złej literatury #4

Kochani! Jak co roku o tej porze, pora na przegląd analiz złej literatury! Oto najdzielniejsi z dzielnych sięgają po książki napisane tak źle, że aż zęby szczypią i rozprawiają się z brakiem logiki, papierowymi postaciami, dziurami fabularnymi oraz brakami warsztatowymi. Tradycyjnie link prowadzi do części pierwszej analizy.

Wszystkie poprzednie części znajdziecie tutaj. Miłego!

1. Tygrys i Róża Małgorzaty Musierowicz zanalizowany przez Niezatapialną Armadę Kolonasa Waazona – w zasadzie nie ma się nawet z czego śmiać, bo mi się raczej smutno robi, gdy to czytam. Nastoletnia Laura, która nigdy nie widziała swojego biologicznego ojca na oczy, chciałaby się czegoś o nim dowiedzieć. Niestety pytań zadawać nie wolno, bo to sprawia matce przykrość, a wszelkie dociekania w tej kwestii są traktowane przez rodzinę jak fanaberie i zagłuszane rozmowami o niczym. Józinek bije Ignacego Grzegorza, ale wszyscy to olewają. Dzieci chodzą zimą ubrane w cienkie, wyleniałe płaszczyki i pantofelki, a szkoła to „ponura buda”. Borejkowie mieli być mili i ciepli, a wyszło, że nie potrafią w ogóle ze sobą rozmawiać i wychowywać dzieci. Mieli też żyć skromnie, ale wyszło dziwnie – bo na komputery i telefony to ich stać, ale już na nowe meble albo porządne ubrania to nie. Przykro się od tego robi.

Czytaj dalej „Przegląd analiz złej literatury #4”

Przegląd analiz złej literatury #3

Powracam z nowym zestawieniem! A w nim wszystko to, co najlepsze w złej literaturze – niedobre seksy, jeszcze gorsza gramatyka i ani grama logiki. Na pocieszenie komentarze analizujących zawsze pełne są złośliwego humoru, celnych uwag i porad jak nie pisać. To nie jest tylko rozrywka – to nauka rzemiosła.

Jeśli wam mało przypominam o części pierwszej oraz drugiej zestawienia.

Jak zawsze link wiedzie do pierwszej części analizy.

1. Komiksoanaliza „Roku w Poziomce” Katarzyny Michalak w wykonaniu Eśki – mały biały domek na czterech łapach… nie czekaj, bez łap. No w każdym razie domek z marzeń z rzeką, bo domek bez rzeki to jak ryż z truskawkami i śmietaną bez ryżu. To ta książka, której bohaterka zostaje redaktorką i wydaje… „Lato w Jagódce”, inną, naprawdę istniejącą książkę Katarzyny Michalak. Cytując: „GŁÓWNA BOHATERKA KSIĄŻKI KATARZYNY MICHALAK ZACHWYCA SIĘ KSIĄŻKĄ KATARZYNY MICHALAK WYSŁANĄ JEJ PRZEZ KATARZYNĘ MICHALAK”. Ale nie tylko książki Michalak występują w „Roku”. Pojawia się w niej także autorka we własnej osobie, rozmawiając ze swoimi postaciami, które zachwycają się jej elfią urodą. Nie mam pytań.

h4Wm6Qi

Poza tym znajdziemy tu to co zawsze – żenujące dowcipy, całkowite oderwanie od rzeczywistości, jad płynący w każdą stronę, seksizm, krzywdzące stereotypy, przemoc domową i elementy biograficzne. A do tego to książka zupełnie nie ciepła, nie pocieszająca i nie ku pokrzepieniu serc. Ziew. Przeczytać jedną książkę Michalak to jak przeczytać wszystkie.

Czytaj dalej „Przegląd analiz złej literatury #3”

Przegląd analiz złej literatury #2

Pierwszy przegląd wciąż cieszy się sporą popularnością, więc pora na kolejne zestawienie!

Są ludzie, dla których czytanie złej literatury to hobby. Pocą się i cierpią, by reszta nie musiała po te koszmarki sięgać. Tworzą analizy – złośliwe i zabawne, ale przede wszystkim brutalnie obnażające wszystkie błędy rozkładanych na kawałki tForów. Ku naszej uciesze.

Tak jak poprzednio, jeśli analiza miała więcej niż jedną część, linki prowadzą do pierwszej. Resztę sobie znajdziecie ;)

1. „Admiralette” Andrzeja Tucholskiego zanalizowana przez PLUS-a – podobno jacyś źli hejterzy czepiali się tej książki, a Wydaje.pl, które wspierało autora w procesie wydawniczym, broniło się, że redakcja językowa była, tylko autor taki styl po prostu ma. Mimo to w krótkim fragmencie znalazły się takie kwiatki jak „konstrukcja pyszniąca się liberią”, „burty zdobione hakami” „pobiegła bocznym łukiem”, „zanurzył zwykłego trzewika”, „z poparzeniem na prawym ręku”, „okręty zmieniające szyk w celach społecznych” czy „kawalkada okrętów” (niczym wataha autobusów). Mamy więc problemy z gramatyką, używaniem wyrazów niezgodnie z ich znaczeniem i zwykłymi dziwadełkami. Akcja rozgrywa się na statku noworuskich – zbudowanym z tysięcy rodzajów najdroższych drzew, wyłożonym szlachetnymi kamieniami nawet w wychodku, ozdobionym rzeźbieniami, herbami i najdroższym-najszlachetniejszym wszystkim, co tylko autorowi do głowy przyszło. Co najmniej to groteskowe. Ale kto bogatemu zabroni?

2. „Gra o Ferrin” Katarzyny Michalak zanalizowana przez PLUS-a – Kolejna analiza powieści, z którą poprzednia analizatorska ekipa sobie nie poradziła. „Gry” nie zmógł też w całości PLUS. Główna bohaterka przenosi się do magicznego świata, który uważa za Australię. Jest bardzo ważna, bo ma rude włosy i każdy chce ją mieć. Poza tym można by ją dodać w Wikipedii jako definicję idealnej Mary Sue – butnej, upartej, głupiej i zapatrzonej w siebie. Poza tym ma tylko dwie szare komórki – jedną od wygadywania głupot i drugą od robienia scen. Fabuła? Jaka fabuła? Cieszmy się perełkami w rodzaju Narratora Zaskoczonego: „Nie otwierając oczu, rozejrzała się po pomieszczeniu. Jak to rozejrzała się?! Przecież nie otworzyła oczu!”.

Czytaj dalej „Przegląd analiz złej literatury #2”

Przegląd analiz złej literatury

Znalazłam sobie nowe hobby – czytanie analiz złych książek. Analiza złej książki tym się różni od samej złej książki, że można ją przeczytać i nie oszaleć. A tak poważnie – dobra analiza nie tylko złośliwie wyśmiewa wszelkie głupoty, niekonsekwencje, błędy i nieprawdopodobieństwa złej książki, ale też prezentuje komentarze i rozmyślania tłumaczące, dlaczego coś jest złe czy nawet szkodliwe. Analizy uczą i bawią, a także dają nadzieję, bo jeśli ktoś wydał taki chłam, to czemu miałby nie wydać mnie?

Drugą część zestawienia znajdziecie tutaj. Część trzecia w przygotowaniu!

Oto przegląd tego, co czytałam (link prowadzi do pierwszej części analizy, zainteresowani bez problemu znajdą następne):

1. „Bezdomna” Katarzyny Michalak zanalizowana przez NAKW-ę – jak się ostatnio dowiedziałam, Michalak – zwana też AutorKasią lub aŁtorKasią – cieszy się wyjątkowo złą sławą. I całkowicie słusznie. Michalak nie zna pojęcia researchu i radośnie klepie, co jej palce na klawiaturę przyniosą, nie dbając o realia, prawdopodobieństwo psychologiczne czy choćby zwykły sens i logikę. Cierpi też na typową wśród aŁtoreczek przypadłość – nie pamięta, co napisała dwie strony temu. Żeby było jeszcze straszniej, zabiera się za tak poważne tematy, jak bezdomność (wystarczy znaleźć bezdomnemu mieszkanie, by rozwiązać wszystkie jego problemy – podziwiajmy dogłębną znajomość tematu), choroby psychiczne (różne choroby o różnych nazwach są w praktyce tym samym, a w szpitalach przywiązuje się do łóżek nagich pacjentów i polewa zimną wodą), praca dziennikarza (wszyscy jak jeden mąż zajmują się wymyślaniem ploteczek o celebrytach i zarabiają na tym nieziemsko wielką kasę). Ba, autorka nie radzi sobie nawet z wynajmem mieszkań (kawalerka na Mokotowie za 300 zł miesięcznie – studenci całego świata płaczą). I moje ulubione – trzyminutowe seksy, od których bardziej niedorzeczny jest już tylko Grey.

2. „McDusia” Małgorzaty Musierowicz zanalizowana przez NAKW-ę – nigdy Musierowicz nie czytałam, więc nie mam sentymentu. Ale ci, którzy się do serii przywiązani, tym bardziej boleśnie odczują koszmar najnowszej odsłony. W „McDusi” narrator opowiada, jakie to postaci są miłe i kochane, ale same postaci swoim zachowaniem udowadniają zupełnie przeciwne tezy. Rzucanie w dzieci szkłem jest dopuszczalną techniką wychowawczą, tak jak i wpędzanie w zaburzenia odżywienia, a najlepsza kobieta to stłamszona u boku męża sarenka. Straszne rzeczy się tu dzieją.

3. „Achaja” t. 1 Andrzeja Ziemiańskiego zanalizowana przez NAKW-ę – świat Ziemiańskiego jest radośnie niespójny i pozbawiony jakichkolwiek sensownych zasad, a główna bohaterka to irytująca, współczesna nastka. I nie wiem, co mnie bardziej śmieszy – orzeł z mózgiem człowieka, obóz pracy na pustyni, w którym więźniowie uczą się sztuk walki zamiast umierać z głodu i wyczerpania, podróż przez burzę piaskową z żyroskopem czy „Jedna lisica[, która] poroniła z wrażenia”. Czy to miała być parodia?

4. „Nadzieja” Katarzyny Michalak zanalizowana komiksowo przez Eśkę – chciałabym powiedzieć, o czym jest ta książka, ale naprawdę nie wiem (nie jest to pierwszy tytuł Michalak, przy którym występuje ten problem – nie wiem też, o czym jest „Gra o Ferrin”). Wiem tylko, że mężczyźni są źli (jak w każdej książce tej aŁtorki), świat jest zły (jak w każdej książce tej aŁtorki), a bohaterka zachowuje się albo głupio, albo wrednie, znęcając się nad jedynym człowiekiem, który okazuje jej sympatię. Dlaczego? To chyba miała być trudna miłość, a wyszło na to, że Liliana to kłamczucha i prowokatorka, a Aleksiej to masochista.

Czytaj dalej „Przegląd analiz złej literatury”