Kindle Unlimited, Amazon vs Hachette i self-publishing, czyli co jest naprawdę dobre dla autorów

Gdy parę dni temu wystartował Kindle Unlimited, miesięczny dostęp do 600 tys. ebooków i 2 tys. audiobooków za 9,99$ miesięcznie, raczej rozczarował. Oferta obejmuje trochę głośnych tytułów, trochę klasyków i sporo self-publishingu. Brakuje natomiast wydawnictw z Big5. Podobno Simon&Schuster powoli przekonuje się do abonamentu, ale reszta wstrzymuje się, czekając na zakończenie wojny między Amazonem a Hachette.

Ostatnią bitwą tej wojny było zaproponowanie przez Amazon, że dopóki on i wydawnictwo nie dogadają warunków dalszej współpracy, 100% przychodów ze sprzedanych książek będzie trafiać do autorów. O co dokładnie chodzi? Amazon i Hachette negocjują nowy kontrakt, dotyczący m. in. cen e-booków. Amazon chce obniżać ceny i brać więcej dla siebie, a Hachette chce ustalać własne, sztywne ceny i brać więcej dla siebie. Tyle przynajmniej można zrozumieć z doniesień prasowych. Dystrybucyjny gigant stosuje co najmniej „nieuprzejme” metody wywierania nacisku na drugą stronę – a to usunął przycisk do pre-orderów czy w ogóle do zamawiania książek, a to oznaczał książki jako niedostępne, a to wydłużał czas oczekiwania, twierdząc, że książek w magazynie nie ma. Z drugiej strony Hachette podobno odrzuca wszelkie kolejne propozycje i chce wprowadzenia za wysokich cen zarówno na e-booki, jak i papier. W Internecie można znaleźć niejeden lament złapanych w krzyżowy ogień autorów, którzy twierdzą, że przez te „negocjacje” tracą pieniądze i potencjalnych czytelników. Tyle że wcale nie obwiniają Amazonu, lecz Hachette. Kiedy Amazon zaproponował, że przywróci książki do sprzedaży i zapłaci autorom 100% ceny, Hachette odmówiło i znów zebrało cięgi od autorów, nie tylko swoich.

Tylko czy Hachette mogło sobie pozwolić na taki ruch? Nie mówię tu nawet o skutkach finansowych takiej decyzji, ale o przegraniu kolejnej bitwy. Wszyscy czekają, by zobaczyć, czy Hachette uda się przetrzymać Amazon, czy też wydawnictwo w końcu ugnie się pod naporem kolejnych niedogodności. Osobiście kibicuję Hachette – bo mam świadomość, że Amazon osiągnął punkt, w którym może robić co mu się podoba i decydować o kształcie całego rynku. Trzymam stronę Hachette, nawet jeśli wydawnictwo nie gra czysto i tak naprawdę oferuje warunki, które dla czytelników są niekorzystne, bo wierzę, że czytelnicy zagłosują portfelami i sami udowodnią Hachette, że podnoszenie cen nie jest dobrym rozwiązaniem. Wiem też, że Amazon walczy o własne korzyści, nie o uczciwsze zasady. Dlatego dziwi mnie list self-publishingowych autorów, w którym narzekają na oligopol pięciu wydawców, traktujących źle czytelników i autorów oraz utrzymujących wysokie ceny e-booków. Z kolei Amazon dba o klientów, autorów oraz niskie ceny, jest wręcz zbawieniem. Nie mówię, że jest dokładnie na odwrót. Nic nie jest czarno-białe. Niewątpliwie my, jako czytelnicy, chcemy niskich cen, a autorzy wysokich płac. Tylko czy monopol Amazonu rzeczywiście jest zdaniem tych self-publisherów lepszym rozwiązaniem? Czy nie boją się, że Amazon będzie dyktował innym niekorzystne warunki? Dziś autorzy dostają od 35-70% od ceny sprzedanej książki. Czy ci autorzy nie zdają sobie sprawy, że Amazon-monopolista może te kwoty zmniejszyć w każdej chwili, bo tak? Zrobił tak już z audiobookami, ale widać niektórym dalej nie dało to do myślenia. Autorzy listu piszą, że Amazon umożliwia dostęp do wielu wcześniej niemożliwych do zdobycia książek, ale czy nie widzą, że ograniczanie możliwości zamówienia książek Hachette jest działaniem całkowicie odwrotnym (choć zdaniem innych problemy z dostawą to wina Hachette – negocjacje nie są publiczne, więc w natłoku domysłów i przecieków naprawdę trudno połapać mi się, co się dokładnie dzieje)? Czy nie martwią się, że Amazon zepchnie ich na dalszy plan, by promować własnych autorów i własne e-bookowe serie? Chwalą wolność, kontrolę i możliwość wyboru, jakby były to wartości dane im przez Amazon, a nie wynikające z samej natury bycia self-publisherem.

Czytaj dalej „Kindle Unlimited, Amazon vs Hachette i self-publishing, czyli co jest naprawdę dobre dla autorów”

Self-publishing w Amazonie wciąż ma się dobrze

Strona Edwarda W. Robertsona
Strona Edwarda W. Robertsona

W lutym kolejny autor – zainspirowany raportem Author Earnings – postanowił przyjrzeć się liście bestsellerów Amazona i wyciągnąć z niej wnioski. Edward W. Robertson, twórca science-fiction i fantasy, przejrzał listy 100 najpopularniejszych tytułów Amazonu w poszczególnych gatunkach: romansie, kryminałach/thrillerach, science-fiction i fantasy, a następnie podzielił je według sposobu publikacji, czyli na opublikowane przez małe wydawnictwa, wydawnictwa z „Big Five”, Amazon Publishing i przez self-publisherów.

Robertson odkrył, że w przypadku romansów, science-fiction oraz fantasy tytuły self-publisherów stanowią około połowy 100 najlepiej sprzedających się tytułów. Tylko w przypadku kryminałów/thrillerów lepiej radziły sobie wydawnictwa z „Big Five”. Tak prezentują się pewne wyniki:

ROMANCE

Self-published: 49%
Small/medium: 11%
Amazon: 9%
Big 5/Harlequin: 30%

MYSTERY/THRILLER/SUSPENSE

Self-published: 11%
Small/medium: 5%
Amazon: 16%
Big 5: 68%

SCIENCE FICTION

Self-published: 56%
Small/medium: 9%
Amazon: 5%
Big 5 (plus Baen): 30%

FANTASY
Self-published: 49%
Small/medium: 7%
Amazon: 7%
Big 5: 37%

Autor wyliczył też, jaką część ogólnej sprzedaży stanowią poszczególne gatunki. Jak widać, najbardziej opłaca się samodzielnie opublikować romans:

Romance: 40%
Mysteries/Thrillers: 20%
Fantasy: 6.33%
Sci-Fi: 5%

„Badanie” Robertsona zostało przeprowadzone na bardzo małej próbce tytułów i trzeba pamiętać, by nie wyciągać z niego zbyt daleko idących wniosków. Zresztą sam autor przyznał, że nie potrafi podać powodów, dla których akurat self-publishingowe kryminały/thrillery się nie sprzedają oraz że spojrzenie na większą liczbę tytułów mogłoby pokazać inne trendy.

W kwietniu autor wypuścił follow-upa do swoich wcześniejszych odkryć – przeprowadził dokładnie to samo badanie i uzyskał następujące wyniki:

ROMANCE

Self-published – 59%
Small/medium – 3%
Amazon – 12%
Big 5 – 26%

MYSTERY/THRILLER/SUSPENSE

Self-published – 26%
Small/medium – 1%
Amazon – 15%
Big 5 – 58%

SCIENCE FICTION

Self-published – 53%
Small/medium – 7%
Amazon – 12%
Big 5 – 29%

FANTASY

Self-published – 45%
Small/medium – 6%
Amazon – 8%
Big 5 – 41%

W przypadku romansów liczba self-publishingowych tytułów w pierwszej setce poszła do góry aż o 10%, a w przypadku kryminałów/thrillerów – aż o 15%! W przypadku science-fiction i fantasy wyniki self-publisherów nieznacznie się pogorszyły na rzecz rosnącego udziału Amazon Publishing. I po raz kolejny Robertson zastrzega, by nie wyciągać zbyt znaczących wniosków z tych zmian – badana próbka tytułów jest tak mała, że już pojedyncze tytuły powodują duże wahania. Zwraca uwagę przede wszystkim na podobieństwa między liczbami z lutego i z kwietnia – procenty mogą się trochę zmieniać, ale ogólnie self-publishing dalej trzyma połowę trzech gatunków (romans, science-fiction, fantasy) i gorzej radzi sobie z kryminałami/thrillerami.

Więcej w artykułach na stronie Robertsona – „Self-Publishing’s Share of the Kindle Market by Genre” oraz „Followup: Self-Publishing’s Share of the Kindle Market, by Genre„.

Wydawcy vs self-publisherzy – jak odróżnić książkę dobrą od złej?

kdp
Klatka z filmiku promującego Kindle Direct Publishing

Michael Kozlowski z Good E-reader nadepnął ostatnio self-publisherom na odcisk. Najpierw stwierdził, że autorzy niezależni nie mają prawa do tytułu „author”, „real author” czy też „professional author” – należy im się co najwyżej „writer”. Następnie przedstawił pomysł zesłania self-publisherów do „wirtualnego getta”, by czytelnicy szukający wartościowych pozycji na Amazonie i w innych księgarniach nie musieli przebijać się przez tony śmieci.

Kozlowski rozsierdził swoimi stwierdzeniami wiele osób, ale w tym, co mówi, jest trochę racji. W polskich księgarniach ten problem może nie być aż tak widoczny ze względu na znacznie mniejszą skalę zjawiska, ale w Amazonie można znaleźć zatrważające ilości samodzielnie opublikowanych… śmieci właśnie. Kozlowski pisze, że wiele z tych tytułów to w żaden sposób nie zedytowane, słabo napisane teksty w Wordzie, że zdarzył się problem z umieszczaniem e-booków erotycznych w dziale książek dla dzieci, że self-publisherzy stosują najpopularniejsze tagi zamiast tych rzeczywiście pasujących do ich twórczości. Niedawno Amazon usunął serię przetłumaczonych przez Google translate klasyków literatury, opublikowanych w ramach self-publishingu, a pewien nieznany z prawdziwego nazwiska autor publikował porno pod nazwiskiem popularnego autora sensacji. Nie można więc powiedzieć, że problemu nie ma, a im łatwiej jest opublikować swój utwór, tym więcej pojawiać się będzie rzeczy bezwartościowych.

Rozwiązaniem problemu byłoby stworzenie oddzielnej sekcji czy strony tylko dla self-publisherów:

My suggestion is for all major online bookstores that take submitted indie content to create their own sections for self-published writers. These titles should not be listed side by side with the traditional press. Indie titles should have their own dedicated sections until such time as they reach a certain threshold in sales. […]
Once you can separate indie authors from traditional published ones, it will solve a ton of issues facing the publishing industry. You will solve the problem of eBook discovery and readers will once again find a solid read faster. Searching algorithms do not have to be totally redone, you just need to have one for indie titles and one for real books. You will not have adult XXX content listed in the kids section or have people stuffing their books with negative keywords. […]
If bookstores do not segregate self-published writers their entire ecosystems will be ruined. There will be so many titles listed on their bookstores that you will not be able to casually browse your favorite genre, hoping to find a good read. Take Smashwords for example, what normal human being browses that bookstore to buy and read books? It is a cesspool of poorly edited, poorly written and has no quality or control.

Kozlowski uważa, że nadmiar tytułów od autorów niezależnych nie tylko utrudni czytelnikom znalezienie dobrej lektury, ale też całkowicie zniszczy algorytmy księgarni, uniemożliwiając im odnalezienie tego, czego czytelnik szuka. Bo w oczach Kozłowskiego tylko książki od wydawców zapewniają wysoką jakość (no dobrze, w jednym miejscu się broni, że nie zawsze tak jest, ale i tak nie bierze tego pod uwagę w swoich rozważaniach).

Problem polega na tym, że Kozlowski ma bardzo naiwne spojrzenie na to, czym „dobra” książka różni się od „złej”. Prosty podział na wydawcy-dobrze i self-publisherzy-źle nijak nie pokrywa się z rzeczywistością. Jeszcze gorzej robi się, gdy Kozlowski przedstawia kryteria, według których rozróżnia się książki dobre od złych. Mianowicie – można to zrobić na podstawie sprzedaży:

You are only considered a real author if you can make your living solely from the book sales. If you can’t, you are merely a writer, which is still fine. The reason I wrote that post is the industry needs to define the good writers from the bad. The primary way we can do this is by sales figures; if authors make their living from publishing, they are often considered good writers. Once we can define a good writer from a bad, we can start to segregate them.

Przede wszystkim, „dobra” i „zła” to kategorie mocno subiektywne. Co gorsze, często książki, które sprzedają się najlepiej, wcale nie reprezentują wysokiego poziomu literackiego. Według logiki Kozlowskiego „50 twarzy Greya” jest dobrą książką, ponieważ ma wysoką sprzedaż i autorka przy takich kwotach może utrzymać się tylko z pisania (jak na złość E.L. James zaczynała jako self-publisherka. Co pan na to?). Nie zmienia to faktu, że literacko to g***o jakich mało. Na rodzimym rynku mamy choćby Katarzynę Michalak, której książek nie podarowałabym nawet wrogowi. Poza tym prawdziwi profesjonalni autorzy/pisarze niekoniecznie żyją właśnie z książek, ale wykonuję też masę innych prac związanych z pisaniem czy kreatywnością. Nie zapominajmy też o autorach, którzy piszą całkiem nieźle, nawet porządnie się sprzedają, ale poza tym wykonują jakiś inny, nie-artystyczny zawód, bo takie są realia i zarobki.

Poza tym wystarczy zajrzeć do komentarzy pod artykułem, by znaleźć nazwiska self-publisherów, którym udało się wybić: Colleen Hoover, Amanda Hocking, Abbi Glines, Jamie McGuire. Pytanie brzmi, czy w takim razie ich książki są złe czy dobre? Kozlowski oferuje tu kolejne rozwiązanie – jeśli dany autor przekroczy pewną ustaloną liczbę sprzedanych kopii/sumę zarobków, zostanie wyciągnięty z getta i dołączony do głównych zasobów księgarni (przykładowo dalej mowa o Amazonie):

Indie titles should have their own dedicated sections until such time as they reach a certain threshold in sales. Once they can attain an arbitrary sales milestone, they are drafted to the big leagues and listed in the main bookstore. This idea has merit as every single sports organization in the world as the minor leagues and the big leagues. The minor leagues hone talent and develop them into good athletes who eventually get the call up.

Na pierwszy rzut oka wygląda to logicznie. Zresztą u nas taką metodę stosowało RW2010 (nie wiem, jak jest teraz), które wyłapywało co ciekawsze i lepiej sprzedające się tytuły z ich wewnętrznej, self-publishingowej księgarni, zapewniało redakcję, nową okładkę, po czym wypuszczało pod własnym szyldem do innych e-bookowych księgarni. Tyle że Polska to mały ryneczek, na którym self-publisherom wciąż się nie ufa. W Stanach jest łatwiej, a książka napisana po angielsku może trafić do znacznie szerszego grona odbiorców, ale też nie jest różowo. Jak słusznie ktoś zauważył w komentarzach, czytelnicy nie są zainteresowani wchodzeniem w oddzielne sekcje czy strony – wygodniej jest im szukać nowych tytułów w ulubionej księgarni. Zresztą self-publishingowe e-książki regularnie trafiają na listy bestsellerów, więc czytelnicy jakoś sobie jednak radzą z wyborem najciekawszych tytułów. Ktoś inny zauważył też, że wielu autorów wybiło się właśnie dlatego, że znaleźli się w towarzystwie tych teoretycznie „lepszych”. Przekroczenie wymyślonego przez Kozlowskiego progu mogłoby nie być dla nich tak łatwe, gdyby nie mogli sprzedawać książek bezpośrednio przez Amazon. Ktoś inny złośliwie zwrócił uwagę, że gdyby przyłożyć miarkę sprzedaży do wszystkich książek, nie tylko self-publishingowych e-booków, to nagle okazałoby się, że niektórzy autorzy nawet z dużych wydawnictw czy publikacje mniejszych podmiotów nie zasłużyły sobie na miejsce w księgarni Amazonu. Pojawiły się też zarzuty, że Kozlowski chce ograniczać wybór czytelników do tego, co wciska im „BigFive” (pięć największych amerykańskich wydawnictw), a tym samym chce podtrzymać istniejący kształt rynku książki, który innym zaczyna uwierać – self-publishing oferuje tytuły, które mogą nie być mainsteamowe, ale wciąż mogą być „dobre”. Poza tym nowym autorom często ciężko się przebić, gdyż wydawcy nie chcą dawać szansy nieznanym osobom – self-publishing może się w takich przypadkach okazać trampoliną do świata „tradycyjnej” książki. W komentarzach rozwinęła się ciekawa dyskusja, choć niektórzy są troszkę agresywni.

Tak, każdy może opublikować e-booka albo wydrukować książkę. I ciężko w zalewie tytułów znaleźć autora wartego uwagi, który zainwestował w korektę, okładkę oraz poprawne przygotowanie pliku od kogoś, kto nastukał co mu klawiatura do Worda przyniosła, uploadował .doca i wcisnął przycisk „wyślij”. Ale sięgając po książkę z wydawnictwa, nawet dużego czy szanowanego, również nie mam pewności, że to „dobra” literatura – cokolwiek to znaczy i jakąkolwiek miarą to mierzyć. Problem znalezienia wartościowej dla konkretnego czytelnika książki wcale nie jest nowy. Umniejszanie wysiłków autorów, którzy z różnych powodów postanowili wydać się sami, nie pomoże w jego rozwiązaniu. Warto jednak ogólnie przyjrzeć się temu, co wytknął Kozlowski. Być może dobrze byłoby wprowadzić pewne standardy przygotowywania tekstu, by przynajmniej pod względem technicznym pliki były porządnej jakości (nie wiedzieć czemu w artykule oberwało się Smashwords, które ma swój podręcznik przygotowywania e-booka oraz system sprawdzający pliki, więc pod tym względem powinno być dobrze). Natomiast na treść jeszcze nigdy nikomu nie udało się nic poradzić…

Self-publishing jest mocny – raport Hugh Howeya o sprzedaży w Amazonie

Dwa tygodnie temu Hugh Howey, self-publishingowy autor, wypuścił ciekawy raport dotyczący sprzedaży e-booków w Amazonie. Zdaniem Howeya brakuje dokładnych i przydatnych danych dotyczących poziomu sprzedaży e-booków – danych, które przede wszystkim przydałyby się autorom zastanawiającym się nad self-publishingiem. Bo czy warto w ogóle w to wchodzić, jeśli nic lub niewiele się na tym zarobi? Howey porównał sprzedaż e-booków w trzech kategoriach: Thriller, Romans i Science-Fiction/Fantasy, biorąc pod uwagę, czy zostały wydane przez self-publishera, małe czy duże wydawnictwo. Na pierwszy ogień poszło 7 tys. e-booków z „topki” – statystyki ich dotyczące zostały zebrane przez napisany przez jednego z autorów program:

I received an email from an author with advanced coding skills who had created a software program that can crawl online bestseller lists and grab mountains of data. All of this data is public—it’s online for anyone to see—but until now it’s been extremely difficult to gather, aggregate, and organize. This program, however, is able to do in a day what would take hundreds of volunteers with web browsers and pencils a week to accomplish. The first run grabbed data on nearly 7,000 e-books from several bestselling genre categories on Amazon. Subsequent runs have looked at data for 50,000 titles across all genres.

7k Report

Po przejrzeniu danych o listach bestsellerów Amazonu Howey odkrył, że 70% tytułów na liście 100 najpopularniejszych e-booków należy do trzech wspomnianych już gatunków. Na liście 1000 bestsellerów również stanowiły ponad połowę tytułów (57%). Raport dotyczący 50 tys. e-booków i wszystkich gatunków omówię w dalszej części postu, na razie skupmy się na Thrillerze, Romansie i Science-Fiction/Fantasy.

The_Data_-_A_Look_at_Author_Earnings1

Najwięcej, bo 35% tytułów na listach bestsellerów w tych trzech gatunkach, to e-książki self-publisherów! Kolejne 18% to autorzy, co do których twórcy raportu nie mieli pewności, czy są self-publisherami, czy być może zostali wydani przez jakieś malutkie wydawnictwo.

Kolejny wykres prezentuje sprzedaż dzienną: w oczy rzucają się dwie rzeczy: 4% książek Amazonu generuje 15% sprzedawanych dziennie kopii (w obrębie omawianych najpopularniejszych gatunków). I druga rzecz – self-publisherzy oraz mali wydawcy sprzedają razem więcej niż „Big Five” (Hachette, ­HarperCollins, Macmillan, Penguin Random House i Simon & Schuster).

The_Data_-_A_Look_at_Author_Earnings2

Howey zauważa, że inne raporty zwykle podają, iż e-booki stanowią 25% sprzedaży wszystkich książek, są to jednak dane pochodzące bezpośrednio od dużych wydawców, gdy Amazon, Barnes&Noble, Kobo, iBookstore i Google Play nie podają takich danych. Tym samym te 25% nie obejmuje e-książek wydawanych przez self-publisherów, małe wydawnictwa, wydawnictwa internetowe i Amazon. Zauważa też, że wiele z drukowanych książek, to podręczniki, książki dla dzieci, książki kucharskie i inne, które niekoniecznie sprawdzają się w wersji elektronicznej. Zdaniem Howeya, jeśli skupimy się tylko na beletrystyce i literaturze faktu, czyli najpopularniejszych kategoriach, e-booki mogą stanowić aż 50% sprzedaży książek. A jeśli dodamy do tego self-publishing, możemy otrzymać aż 70%. Wow. Co najmniej szokujące liczby. Oczywiście raport Howeya skupia się tylko i wyłącznie na Amazonie, jest więc podobnie ograniczonym źródłem wiedzy.

W każdym razie – po analizie listy 100 bestsellerów Amazona w najpopularniejszych kategoriach okazało się, że 92% tychże bestsellerów to e-booki na Kindle. Kolejne 4% to audiobooki. Wszystkie książki drukowane (paperbacki, hardcovery) to zaledwie 4%. Gdy przyjrzymy się liście 2500 najpopularniejszych książek, statystyki niewiele się zmienią: e-booki to 86%, książki – 12%, audiobooki – 2%.

The_Data_-_A_Look_at_Author_Earnings_pages1

Skoro liczby są tak wielkie, warto zapytać, czy przekładają się też na pieniądze. Druga część raportu zawiera informacje na temat tego, ile w Amazonie zarabiają self-publisherzy. Przypomnijmy – chodzi o 7000 najpopularniejszych książek w gatunkach Thriller, Romans i Science-Fiction/Fantasy. Pierwszy wykres pokazuje, że na e-bookach wciąż najwięcej zarabiają duże wydawnictwa:

The_Data_-_A_Look_at_Author_Earnings_pages2

Jednak to, ile zarabiają wydawnictwa nie przekłada się na to, ile zarabiają autorzy. Twórcy raportu obliczyli, ile dostanie autor wydawany przez wydawnictwo, a ile self-publisher. I nagle okazuje się, że self-publisherzy zgarniają prawie połowę dziennego „urobku”:

The_Data_-_A_Look_at_Author_Earnings_pages3

Dzieje się tak, gdyż większość zarobionych pieniędzy trafia do autora, a część do pośrednika, czyli Amazonu. W przypadku wydawnictw pieniądze dzielone są pomiędzy autora, wydawcę i Amazon, co sprawia, że autor dostaje mniej. O tyle:

The_Data_-_A_Look_at_Author_Earnings_pages4

Następny wykres przedstawia, ile autorzy zarabiają na e-bookach rocznie w zależności od tego, czy wydają się sami, czy przez wydawnictwo:

The_Data_-_A_Look_at_Author_Earnings_pages5

Według tego wykresu, self-publisherzy zarabiają więcej od tradycyjnych autorów w zasadzie w każdej grupie zarobków, przy czym różnice maleją, gdy kwoty rosną. W przypadku tych zarabiających powyżej miliona rocznie mamy do czynienia z 10 self-publisherami, 8 autorami wydanymi przez Amazon i 9 autorami z „BigFive”. Co ciekawe, self-publisherzy wcale nie zarabiają więcej dlatego, że sprzedają na raz więcej książek. Autorzy raportu odkryli, że self-publisherzy statystycznie mają mniej książek (ok. 2-3) niż autorzy z „BigFive” (od 2,5 do 5,5) – a im wyższe roczne zarobki, tym da różnica jest większa, poza ostatnią kategorią – powyżej miliona dolarów zarabianych rocznie, gdzie self-publisherzy mają średnio 5 książek, a autorzy tradycyjni – 2.

W dalszym ciągu nawet do najniższej grupy zarobków (10 tys. dolarów rocznie) łapie się zaledwie 750 autorów, a do kolejnej (25 tys.) – 450 autorów. Podejrzewam, że wciąż nie jest to wielu.

Howey wysnuł dosyć ciekawe wnioski z porównania średnich ocen i cen e-książek. Okazuje się, że książki self-publisherów są oceniane o pół gwiazdki wyżej niż książki „Big Five”, czyli pięciu największych wydawnictw. Zdaniem Howeya dzieje się tak, ponieważ dla czytelnika coraz mniejsze znaczenie ma, czy e-book pochodzi bezpośrednio od autora czy od wydawnictwa – interesuje go natomiast, jak bardzo lektura mu się podobała i ile za nią zapłacił. Jeśli dobra książka kosztowała mało (a self-publishing zwykle jest tańszy), to czytelnik będzie podwójnie zadowolony. Natomiast oczekiwania wobec drogiej książki (a wydawnictwa wysoko cenią e-booki, by zrekompensować straty tytułów papierowych) są wyższe i trudniejsze do spełnienia, a czytelnik niezadowolony z lektury dodatkowo zdenerwuje się, że wydał tyle pieniędzy.

ReviewPrice

Szczerze mówiąc, nigdy nie zdarzyło mi się osobiście ocenić książki biorąc pod uwagę jej cenę – jeśli kiedykolwiek tak postąpiłam, to tylko podświadomie. Dlatego nie do końca jestem przekonana do argumentacji Howeya.

50k Report

W zeszłym tygodniu pojawiło się uzupełnienie do tych danych – tym razem przebadano aż 54 tysięce najpopularniejszych tytułów książkowych Amazonu. Zaczyna się od przypomnienia, w jaki sposób specjalny program zbiera dane z Amazonu:

It crawls through all the categories, sub-categories, and sub-sub-categories listed on Amazon, starting from the very top and working its way down. It scans each product page and parses the text straight from the source html. Along with title, author, price, star-rating, and publisher information, the spider also grabs the book’s overall Amazon Kindle store sales ranking. This overall sales ranking is then used to slot each title into a single master list. Duplicate entries, from books appearing on multiple bestseller lists, get discarded.

Tym razem pod uwagę wzięto wszystkie kategorie książek, nie tylko trzy najpopularniejsze gatunki:

50000-gross-sales-by-category1

Raport zawiera szczegółowe wykresy dla poszczególnych typów literatury, ale pozwolę je sobie ominąć i przedstawić tylko całościowe dane (dla 54 tys. e-booków). Kto jest ciekaw – niech zajrzy do raportu. W skrócie – self-publisherzy najlepiej radzą sobie w przypadku „genre fiction” (czyli chyba „literatury popularnej”? Chodzi o gatunki takie jak Thriller, Kryminał, Horror, Romans, Science-Fiction, Fantasy, książki Przygodowe i Akcji, Powieści Historyczne, Erotykę) – ich książki stanowią 27% tytułów.

Wykres ponownie dotyczy danych z jednego dnia. Książki self-publisherów stanowią 27% dziennie sprzedanych e-booków przy 39% tytułów od „BigFive” i 18% tytułów od małych wydawców. Self-publisherzy zgarniają 35% pieniędzy, które przeznaczone są dla autorów. Autorzy wydawani przez „Big Five” dostają w sumie niewiele więcej – 39%.

50000-author-revenue-by-pubtype1-2

Następnie twórcy raportu postanowili zająć się „długim ogonem” – odrzucili pierwszy tysiąc najpopularniejszych e-booków i skupili się na tytułach zajmujących miejsca od 1001 do końca.

next49000-itsindiesallthewaydown

Jak widać, wpływy self-publisherów jeszcze trochę wzrosły, a wpływy autorów z „BigFive” zmalały.

Odzew i źródła

Raporty wzbudziły oczywiście olbrzymi odzew i kontrowersje. Howeyowi zarzucano braki w metodologii, tłumaczono, że dane z Amazona nie odzwierciedlają całego rynku, że 50 tys. najpopularniejszych ebooków wciąż nie oddaje skali całego zjawiska (self-publisherów, którzy nie sprzedali prawie niczego) i że niektóre ze stwierdzeń oraz przewidywań Howeya są naciągane i są bardziej pobożnymi życzeniami niż faktami. Inni docenili raport jako ważny głos w dyskusji o publikowaniu realnych liczb, których teraz nie ma, a które umożliwiłyby określenie, jak dokładnie wygląda rynek e-booków. Raport pokazał też, że być może niepotrzebnie narzeka się na self-publishing i jakość tego typu publikacji.

W artykule „AuthorEarnings.com Roundup” znajdziecie serię wycinków z różnych artykułów z komentarzami na temat raportu.

W artykule „Self-publishing changed my life, but my publisher grew my sales” Kerry Wilkinson, kiedyś self-publisher, dziś autor wydawany przez Macmillan, opowiada o różnicach między self-publishingiem a tradycyjnym wydawnictwem, a także rynkiem w USA i UK.

W artykule „Common Ground in the Debate of Self. vs Traditional Publishing” zebrano w punktach najważniejsze wnioski z raportu i dyskusji wokół niego.

Pełen raport „The 7k Report” znajdziecie na stronie Autors Earnings. Tam też znajdziecie „suche dane” do pobrania w formacie xlsx.

Pełen raport „The 50k Report” znajdziecie na stronie Autors Earning. Tam też znajdziecie „suche dane” dotyczące całości oraz wybranych kategorii tytułów do pobrania w formacie xlsx.

Oba raporty dostępne są na licencji Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 4.0 International License.

W razie jakichkolwiek wątpliwości zachęcam do zajrzenia do oryginalnego raportu w języku angielskim – przy okazji tłumaczenia zawsze mogłam coś poplątać.

100 książek polecanych przez Amazon

Tym razem listę książkowych „must have” przygotował Amazon. Podchodzenie na poważnie do takich zestawień nie ma większego sensu (zwłaszcza gdy żyje się w Polsce a lista jest angielska i wiadomo, że na rodzimych pisarzy niespecjalnie można liczyć), ale warto je przeglądać choćby dlatego, że nigdy nie wiadomo na jaką ciekawostkę się trafi. I zechce rzeczywiście przeczytać.

100-books_billboard._V360859007_

Przeczytałam zaledwie 13 z zaproponowanej listy. Macie lepszy wynik? (przeczytane = pogrubione)

1. Ray Bradbury „451 stopni Fahrenheita” (intensywnie nad tą książką myślę, ale nawet jej nie mam)
2. Lewis Carroll „Alicja w Krainie Czarów”
3. Alex Haley „Autobiografia Malcolma X”
4. Eric Carle „Bardzo głodna gąsienica” (obejrzenie na YouTube się liczy, prawda?)
5. Ann Patchett „Belcanto”
6. Barbara Kingsolver „Biblia jadowitego drzewa”
7. J.D. Salinger „Buszujący w zbożu”
8. Ishmael Beah „Było minęło. Wspomnienia dziecka- żołnierza”
9. A. A. Milne „Chatka Puchatka”
10. Roald Dahl „Charlie i fabryka czekolady”
11. Viktor Frankl „Człowiek w poszukiwaniu sensu”
12. Lois Lowry „Dawca”
13. Erik Larson „Diabeł w Białym Mieście”
14. Frank Herbert „Diuna” (również intensywnie myślę, planuję przeczytać w tym roku)
15. Raymond Chandler „Długie pożegnanie”
16. Jacqueline Susann „Dolina lalek”
17. Laura Ingalls Wilder „Domek na prerii”
18. Cormac McCarthy „Droga” (również polecam)
19. Jane Austen „Duma i uprzedzenie”
20. Salman Rushdie „Dzieci północy” (a nie „Szatańskie wersety”?)
21. Anne Frank „Dziennik Anne Frank”
22. Jeff Kinney „Dziennik cwaniaczka”
23. Madeleine L’Engle „Fałdka czasu”
24. Margaret Wise Brown „Goodnight Moon”
25. John Green „Gwiazd naszych wina”
26. Maurice Sendak „Gdzie mieszkają dzikie stwory”
27. J.K. Rowling „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” (ale widziałam wszystkie filmy, niektóre dwa razy!)
28. Suzanne Collins „Igrzyska śmierci” (też widziałam film…)
29. Kate Atkinson „Jej wszystkie życia”
30. Judy Blume „Jesteś tam, Boże? To ja, Margaret”
31. Chris Ware „Jimmy Corrigan: Smartest Kid on Earth”
32. Anthony Bourdain „Kill grill. Restauracja od kuchni”
33. Philip Roth „Kompleks Portnoya”
34. Jonathan Franzen „Korekty”
35. Haruki Murakami „Kronika ptaka nakręcacza” (przeczytałam z 5 innych książek Murakamiego, ale tej – jak na złość – nie)
36. Stephen Hawking „Krótka historia czasu”
37. Junot Diaz „Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao”
38. Louise Erdrich „Leki na miłość”
39. Hunter S. Thompson „Lęk i odraza w Las Vegas”
40. Vladimir Nabokov „Lolita”
41. Stephen King „Lśnienie” (może być „Misery”?)
42. David Sedaris „Me Talk Pretty One Day”
43. Oliver Sacks „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem”
44. Jeffrey Eugenides „Middlesex”
45. Rachel Carson „Milcząca wiosna”
46. Gabriel Garcia Marquez „Miłość w czasach zarazy”
47. Philip Pullman „Mroczne Materie: Złoty kompas”
48. Michael Lewis „Moneyball. Nieczysta gra”
49. Rebecca Skloot „Nieśmiertelne życie Henrietty Lacks”
50. Ralph Ellison „Niewidzialny człowiek”
51. Laura Hillenbrand „Niezłomny”
52. Norton Juster „Niezwykła rogatka”
53. Kenneth Grahame „O czym szumią wierzby”
54. Albert Camus „Obcy”
55. Edwidge Danticat „Oddech, oczy, pamięć”
56. Margaret Atwood „Opowieść podręcznej”
57. E.B. White „Pajęczyna Charlotty”
58. Joseph Heller „Paragraf 22″ (mój ulubieniec!)
59. Rick Riordan „Percy Jackson i bogowie olimpijscy: Złodziej pioruna”
60. Marjane Satrapi „Persepolis”
61. Abraham Verghese „Powrót do Missing”
62. Karen Blixen „Pożegnanie z Afryką”
63. Frank McCourt „Prochy Angeli”
64. Antoine de Saint-Exupéry „Mały książę”
65. George Orwell „Rok 1984″
66. Joan Didion „Rok magicznego myślenia”
67. Tim O’Brien „Rzeczy, które nieśli”
68. Kurt Vonnegut „Rzeźnia numer pięć” (również chciałabym nadrobić)
69. Tom Wolfe „S-kadra”
70. Alice Munro „Selected Stories”
71. Lemony Snicket „Seria niefortunnych zdarzeń tom 1: Przykry początek”
72. Ernest Hemingway „Słońce też wschodzi”
73. Jared M. Diamond „Strzelby, zarazki, maszyny. Losy ludzkich społeczeństw”
74. John Irving „Świat według Garpa”
75. Donna Tartt „Tajemna historia”
76. Jhumpa Lahiri „Tłumacz chorób”
77. Doris Kearns Goodwin „Team of Rivals: The Political Genius of Abraham Lincoln”
78. Michael Chabon „The Amazing Adventures of Kavalier and Clay”
79. James McBride „The Color of Water”
80. Mary Karr „The Liars’ Club: A Memoir”
81. Lawrence Wright „The Looming Tower: Al-Qaeda and the Road to 9/11″
82. Michael Pollan „The Omnivore’s Dilemma: A Natural History of Four Meals”
83. Robert A. Caro „The Power Broker: Robert Moses and the Fall of New York”
84. Toni Morrison „Umiłowana”
85. Christopher McDougall „Urodzeni Biegacze. Tajemnicze plemię Tarahumara, bieganie naturalne i wyścig, jakiego świat nie widział”
86. Jack Kerouac „W drodze”
87. W. Somerset Maugham „W niewoli uczuć”
88. Shel Silverstein „Where the Sidewalk Ends”
89. Edith Wharton „Wiek niewinności”
90. F. Scott Fitzgerald „Wielki Gatsby”
91. Charles Dickens „Wielkie nadzieje”
92. J.R.R. Tolkien „Władca pierścieni”
93. Dave Eggers „Wstrząsające dzieło kulejącego geniusza”
94. Bob Woodward, Carl Bernstein „Wszyscy ludzie prezydenta”
95. Chinua Achebe „Wszystko rozpada się”
96. Brene Brown „Z wielką odwagą”
97. Truman Capote „Z zimną krwią”
98. Harper Lee „Zabić drozda”
99. Gillian Flynn „Zaginiona dziewczyna”
100. Markus Zusak „Złodziejka książek” (to zabawne, ale dopóki nie zrobili ekranizacji w życiu nie słyszałam o tej książce).

Przetłumaczoną na język polski listę znalazłam na stronie Booklips.pl.

Lista na Amazonie do przejrzenia tutaj.