Książka „Karaluch w uchu”

karaluchokladkanowa1„Karaluch w uchu” to zbiór sześciu opowiadań fantastycznych, w których bohaterowie zmierzyć się muszą z demonami, potworami i jedną dziewczynką o oczach tak intensywnie brązowych i ciepłych, że aż wydają się czerwone. Przede wszystkim jednak – muszą zwalczyć własne lęki. To zbiór opowiadań o tym, co niezwykłe i groźne, ukryte tuż pod twoim nosem. Strać czujność choć na chwilę, a cię dopadnie.

Zbiorek można kupić w formacie Mobi/ePub/PDF/inne, a także pobrać darmowe fragmenty w następujących księgarniach:

Empik  –  Virtualo  –  E-bookowo.pl  –  RW2010  –  Gandalf  –  Apple iBooks

  Smashwords  –  Barnes&Noble (Nook)  –  Oyster  –  Scribd  –  Kobo

Więcej księgarni znajdziesz w porównywarkach cen:

Bookto.pl   –  Upolujebooka.pl  –  Ebooki.swiatczytnikow.pl

Recenzja Siemiomysły na portalu Literka.info:

W przyswajaniu opowieści pomaga z pewnością styl autorki – przejrzysty i dokładny, a jednocześnie plastyczny i niepozbawiony artyzmu, a ponadto ocierający się o naturalizm. Z tym stylem idealnie współgra narrator – zdystansowany, powstrzymujący się od wszelkiej oceny, w pewien sposób sterylny. Bezstronny obserwator, który jedynie opowiada, a niczego nie narzuca odbiorcy. Jednocześnie we wszystkich tekstach zbioru zwraca uwagę dbałość o bohaterów, o ich jak najpełniejsze przedstawienie. Dzięki temu łatwo nawiązuje się więź między nimi a czytelnikiem – coś, co często stanowi dla utworu pierwszy krok do sukcesu.

Serwis RW2010 napisał o zbiorze tak:

Z cyklu: Perły polskiego self-publishingu dziś prezentujemy premierę szczególną. Zbiór opowiadań Agnieszki Żak „Karaluch w uchu”. Naszym zdaniem gdyby polski S-P prezentował taki poziom, jak zbiór Agnieszki, to byłby to spory problem. Dla wydawców tradycyjnych i równie tradycyjnych malkontentów. :)

Recenzja Leniwca literackiego:

Ten „Karaluch” jest tyleż świetny, co ponury – zupełnie jak niektóre dzieła fantastyki rosyjskiej. Dobra książka? Bardzo dobra! Ale polecić ją komuś? Chyba tylko ogarniętym wątpliwościami samobójcom, żeby im pomóc skoczyć z mostu. […] To są dobrze napisane i bardzo inteligentne opowiadania dla wszystkich wielbicieli fantastyki, tylko przeraźliwie smutne. Ani strzępka nadziei, ani światełka w tunelu, ani nawet fatamorgany.

Recenzja Iwony Magdaleny:

Gdybym miała określić zbiorek opowiadań Agnieszki Żak jednym słowem, powiedziałabym: fantazmatyczny. Gdybym miała postawić go obok innego autora, bez zastanowienia wskazałabym Stefana Grabińskiego. Czy to brzmi zachęcająco?

Spis treści:

Karaluch w uchu
Zmęczenie
Miejskie potwory
Lwy morskie
Strachy z dzieciństwa
My rotten Valentine

Fragment opowiadania „Karaluch w uchu”:

karaluchokladkastaraRzeźnik stanął w progu pomieszczenia i wstrzymał oddech. Na podłodze siedział starszy mężczyzna przykuty do sterczącej ze ściany, obdrapanej rury. Głowę opierał miękko na piersi – ogólnie robił wrażenie rozmiękczonego, bezładnie rzuconego w kąt. W powietrzu unosił się kwaśny zapach moczu; najwyraźniej człowiek ten siedział tu zbyt długo. Rzeźnik przeraził się, że za chwilę skończy tak samo. Skurczył się, wciskając głowę w ramiona, spodziewając się odbierającego przytomność ciosu zza pleców. Nie wiedział tylko, za co miałaby go spotkać taka kara. Był dobrym lekarzem, dawał z siebie wszystko i powszechnie ceniono jego usługi, głównie dzięki umiejętności niezadawania głupich pytań w rodzaju „kto cię postrzelił?”. Robił, co do niego należało, osiągając całkiem niezłe wyniki, choć oczywiście nazywali go Rzeźnikiem nie bez powodu. Szybko dokonał w myślach przeglądu kilku ostatnio wykonanych zabiegów. Nie wydawało mu się, żeby któryś zbytnio spierdolił. Nie na tyle, żeby teraz skończyć przykuty do kaloryfera, pływający we własnych sikach.

Atak nie następował, a dziewczyna, za którą tu przyszedł, pociągnęła go nieśmiało za rękaw.

– No, to on, panie doktorze.

Rzeźnik rozluźnił się. Więc ten śmierdzący dziad miał być jego pacjentem? Nie zaszkodziłoby spytać, czemu jest skuty, jednak – jak już wiadomo – Rzeźnik zdobył sobie renomę właśnie poprzez niezadawanie tego typu pytań.

Podszedł bliżej więźnia i spojrzał pytająco na dziewczynę. Gdy podchwyciła jego wzrok, od razu zrozumiał, że popełnił błąd. Wołali na nią Ruda, ale nie przez kolor włosów. Otaczające jej głowę, żyjące własnym życiem włosy – Rzeźnik miał wrażenie, że coś w nich pełzało – wyglądały, jakby kiedyś bardzo chciały być rude, kręcone i ładne, ostatecznie jednak poddały się nieugiętemu prawu ponurej rzeczywistości, przybierając barwę rozczarowania i żałoby po miedzianym odcieniu. Za to oczy… Oczy tej dziewczyny były ciepłe i brązowe; tak ciepłe i brązowe, że aż wydawały się czerwone, zwłaszcza na krawędziach, gdzie tęczówka stykała się z białkiem. Ludzie uważali ją za czarownicę, topielicę albo córkę topielicy – w zależności od tego, jaką plotkę usłyszeli. Ale Ruda przyszła do Rzeźnika z pieniędzmi, co prawda pomiętymi, zawilgotniałymi i – mężczyzna mógłby przysiąc – zabrudzonymi kropelkami krwi, ale wciąż pieniędzmi. A prawdziwy lekarz nigdy nie odmawia potrzebującemu. Czy coś takiego.

W oczy Rudej starał się jednak nie patrzeć, bo choć przesądny raczej nie był, to czuł, że krew zamarzała mu w żyłach od tego spojrzenia.

– Więc co z nim? – zapytał.

– Niech mu pan doktor tego robaka wyjmie z ucha. – Ruda wydawała się onieśmielona.

– Karalucha! – krzyknął ktoś, zbiegając głośno ze schodów.

Po chwili Rzeźnik zobaczył gówniarza Hrabiny – kobiety, która raz na jakiś czas wpadała do jego domu, sprzątała, gotowała coś dobrego i zaciągała go do łóżka, a jej dzieciak czekał na ulicy i rzucał kamieniami w okna sypialni, nie pozwalając się Rzeźnikowi skupić. Lekarz był zadowolony z takiego układu, bo czasem wypadało wysterylizować szarą piwnicę, robiącą za salę operacyjną. Dobrze było też przytulić się do obwisłego cycka i pozwolić, by Hrabina delikatnie przeczesywała palcami jego rzednące włosy. Ale mężczyzna nie chciał mieć Hrabiny w domu na stałe, bo baby to same kłopoty, zwłaszcza w interesach przeszkadzają. Choć czasem kusiła go myśl o własnej pielęgniarce, takiej, co to ociera pot z czoła chusteczką, gdy on kroi jakiegoś nieszczęśnika. Zawsze jednak po góra dwóch dniach wspólnego życia Rzeźnik wyganiał Hrabinę, przypominając sobie, że razem z nią do jego domu przywlekłaby się najgorsza zaraza w postaci jej bachora.

– A ten czego tu?

– Nie wiem czego, podobno mu coś mówi. Znaczy, ten karaluch – doprecyzowała Ruda, zanim zdała sobie sprawę, że mężczyzna zapytał o chłopca.

– No ale co ja mam z nim zrobić?

– Wyjąć z ucha.

– E, kiedy ja nie takimi rzeczami się zajmuję, ja to raczej – odchrząknął – większy kaliber robię. To jakaś drobnica jest, grzebać trzeba strasznie. Ja nie jestem… ten, no… ortopeda żaden. Ja się nie znam na grzebaniu w uchu albo w nosie. W zębach to jeszcze, zęba łatwo wyrwać. Ja to chirurg jestem, rozumiesz. Zresztą ręce mnie się trzęsą, gdzie ja tu bez precyzji będę grzebać, ogłuszę go.

Ruda od razu zrozumiała aluzję i poleciała po flaszkę.

– Ruda, Ruda! – wydarł się chłopak. – A taki ortopeda to co robi?

– Ptaki bada – odpowiedziała dziewczyna z powagą.

Mały roześmiał się.

– Jakie ptaki?! Uszy! – wydarł się Rzeźnik, pociągając z butelki śmierdzącego bimbru. Wykręciło mu twarz już od samego zapachu, a jeszcze gorzej od smaku. – Każde dobre lekarstwo potrzebuje chwili, zanim zacznie porządnie działać. W międzyczasie ten, no, wywiad zbiorę. Więc o co z tym karaluchem chodzi?

Ruda westchnęła przeciągle.

4 uwagi do wpisu “Książka „Karaluch w uchu”

  1. Pingback: Karaluch popełzł w świat – zapraszam do czytania | Agnieszka Żak – blog autorski

  2. Pingback: Recenzja „Karalucha” | Agnieszka Żak – blog autorski

  3. Pingback: Rozbijamy namioty na Camp NaNoWriMo | Jak napiszę, to będzie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s