Opinie

„Ripley” Netfliksa a powieść Highsmith – krótkie przemyślenia

Ostatni weekend spędziłam naprzemiennie oglądając serial „Ripley” Netfliksa i czytając powieść „Utalentowany pan Ripley” Patricii Highsmith. Dlaczego? Ponieważ jest to jedna z moich ulubionych książek (przeczytałam zresztą całą serię, którą rozpoczyna), a i filmową adaptację z 1999 roku zaliczyłabym do moich faworytów. Dlatego też byłam szalenie ciekawa, jak zaprezentuje się nowa wersja historii o oszuście, fałszerzu i mordercy Tomie Ripleyu.

O czym jest „Ripley” Netfliksa?

„Ripley” to historia młodego Amerykanina, który nie radzi sobie w życiu najlepiej. Któregoś dnia szczęście się w końcu do niego uśmiecha – dostaje nietypowe zlecenie od zamożnego przedsiębiorcy. Ma na jego koszt pojechać do Europy, by namówić jego syna, Dickiego Greenleafa, na powrót do domu. Tom ani myśli realizować to zadanie. Zamiast tego próbuje wkupić się w łaski nowego przyjaciela i zacząć żyć dostatnio na jego koszt w pięknym, włoskim miasteczku. Pragnie luksusów tak bardzo, że jest gotowy zabić, by je zdobyć. Odbiera Dickiemu życie zarówno dosłownie, jak i metaforycznie, przejmując całą jego tożsamość – nazwisko, pieniądze, styl życia, a nawet ubrania.

„Ripley” Netfliksa a powieściowy Tom

Tym razem w tytułową rolę wcielił się Andrew Scott. Wcześniej kojarzyłam go tylko z roli Moriarty’ego z „Sherlocka” BBC, ale uznałam, że to obiecujący wybór. Spodziewałam się po nim ciekawego występu… Pomówmy jednak najpierw o pierwowzorze. Książkowy Tom Ripley jest dziwakiem, pogardzającym ludźmi wokół siebie, uważającym się za lepszego. To urodzony kombinator, z jednej strony momentami zbyt pewny siebie, a z drugiej – pragnący być kimś innym. Ma talent do naśladowania i udawania poznanych ludzi, a z czasem zaczyna grać nawet samego siebie, zamiast po prostu być sobą. Potrafi być złośliwy, bezczelny i okrutny. Jednocześnie jest w nim dziecięcy zachwyt pięknem świata, pragnie podróżować i podziwiać zabytki. Boi się zdemaskowania i nerwowo wyobraża sobie przeróżne negatywne scenariusze, jednocześnie jednak czerpie z zabawy w kotka i myszkę przyjemność. Skuteczne manipulowanie innych sprawia mu satysfakcję.

Jak w porównaniu wypada wersja serialowa? Andrew Scott z pewnością dobrze oddaje poczucie wyższości i znudzenie innymi, w jego opinii głupimi ludźmi. Świetnie pokazano sposób, w jaki Ripley brzydzi się Marge, wyciągając z powieści takie drobiazgi jak jego krzywe spojrzenie na jej rzucony niedbale stanik czy Tom odsuwający nogę, by ich kolana się nie dotykały. Widać też chciwość i przebiegłość. Ciemniejsza strona postaci została więc przedstawiona dobrze, zabrakło jednak bardziej zawadiackiej części osobowości Toma Ripleya. Andrew Scott prawie cały czas wygląda na głęboko zirytowanego, a wręcz wkurzonego, że fabuła śmie mu zawracać głowę. Jest też jakiś zrezygnowany, jakby w ogóle nie chciało mu się żyć. Za mało jest w jego występie – przynajmniej dla mnie – szczerych, prawdziwych emocji. Pewne przebłyski pojawiają się w scenach pokazujących jego miłość do malarstwa, jest tego jednak dla mnie za mało. „Ripley” Netfliksa jest umęczony, udręczony, ponury. Nie ma w nim też radości z podjęcia wyzwania czy ryzykanctwa.

Zapomnieli o „Utalentowanym”

Twórcy serialu zdecydowali się do ról Toma i Dickiego wybrać aktorów niespecjalnie do siebie podobnych. Co mnie zaskoczyło, bo przecież ważnym elementem historii jest także to, że Tom upodabnia się do zamordowanego przyjaciela wyglądem. Książkowy (a także filmowy) Ripley nie tylko chce żyć jak Dickie, on chce być Dickiem. Zmienia swoje włosy, sposób mówienia (popełnia wręcz inne błędy językowe, w zależności, w którą osobę się wciela), sposób chodzenia czy gestykulację. Tymczasem w serialu jakby zupełnie o tym zapomniano. Owszem, w co najmniej dwóch scenach w pierwszej części Ripley naśladuje innych ludzi, ale później, po morderstwie, już tego nie robi. A przecież właśnie wtedy to jest najważniejsze!

Tym samym „Ripley” Netfliksa staje się historią po prostu o ukradzionej tożsamości, nie zaś o pragnieniu bycia kimś innym, stopniowym zamienianiu się w inną osobę. Powieściowy Tom w głębi serca ma bardzo niskie poczucie własnej wartości. Postrzega siebie samego jako nudnego, nieśmiałego, nielubianego. W staniu się Dickiem nie chodzi tylko o pieniądze. Ripley chce być kimś innym, lepszym, powszechnie lubianym i podziwianym. Naciąga maskę nie tylko po to, by oszukiwać banki, ale przede wszystkim po to, by odrzucić swoją własną, pogardzaną tożsamość. Rozczarowało mnie, że w serialu nie udało się tego pokazać.

„Ripley” Netfliksa w czerni i bieli

Decyzja, by serial był zrealizowany w czerni i bieli jest… niewątpliwie decyzją. Ciężko mi ocenić jednoznacznie, czy dobrą czy złą. Dla mnie osobiście trochę niezrozumiałą. Owszem, jest tu wiele ujęć, które pięknie się na czarno-biało prezentują. Wizualnie jest się czym cieszyć. W serialu „Ripley” Netfliksa zdecydowano się jednak położyć duży nacisk na obrazy, głównie Caravaggia, ale też Picassa. Maluje Dickie, a potem też Tom. I te wszystkie obrazy, pozbawione oryginalnych kolorów, prezentują się po prostu dziwnie… i czy krew, ścierana przez Ripleya z reprodukcji jednego z obrazów, nie prezentowałaby się lepiej w czerwieni? Mam wrażenie, że w wielu scenach koloru mimo wszystko brakowało.

Wydaje mi się to tym bardziej zaskakujące, że na samym końcu zdecydowano się stworzyć dosyć mocną paralelę pomiędzy historią Caravaggia a Ripleya (której akurat w książce nie było). Być może dlatego, że większy nacisk położono na rolę światła i cienia u tegoż malarza? Ostatecznie po prostu nie czuję się przekonana co do wyboru czarno-białej konwencji, nie rozumiem tutaj motywacji ani celu.

Powtarzalność

W serialu zdecydowano się na powtarzalność pewnych elementów, w postaci prawie identycznych ujęć, scen czy dialogów. Na przykład kolejni recepcjoniści komplementują długopis Toma, który tak naprawdę należy do Dickiego. Powtarza się też jego wizyta w banku i nerwowe oczekiwanie, czy fałszerstwo zostanie wykryte. Ogólnie powiedziałabym, że mi się ten zabieg podoba, wygląda ciekawie wizualnie, a też nadaje historii pewien rytm, podkreślając dodatkowo różne motywy. W szczególności dobre były sceny, w których schodzący z promu czy wysiadający z pociągu Ripley mija policjantów. Za każdym razem dodawały napięcia – czy tym razem zostanie aresztowany?

Natomiast w innych miejscach te powtórzenia zostały wykorzystane jako pewna forma „suchego” humoru. Polega on na tym, że Riley musi powtórzyć jakąś męczącą czynność. Na przykład musi dwa razy wspiąć się po schodach do domu Dickiego albo musi wrócić się do trupa, bo zapomniał zabrać jednej rzeczy. Nie do końca jestem przekonana do takiego elementu humorystycznego.

Gdy Ripley przybywa do Włoch, jest bardzo zagubiony. Daje sobie wyrwać walizkę, zaprowadzić się do taksówki i dać zawieźć nie wiadomo gdzie, za co oczywiście musi zapłacić. Później ta scena zostaje zmieniona – Ripley w opryskliwy sposób odgania dworcowego naganiacza. Ma to pokazywać jego przemianę z nieśmiałego na pewnego siebie, ale moim zdaniem jest to zachowanie trochę zbyt agresywne na tę postać. I tak jak napisałam wyżej – niewiele ma wspólnego z przemianą poprzez założenie maski. A Andrew Scott od początku wygląda na wkurzonego, więc takie zachowanie nie wydało mi się też bardzo dla niego nietypowe.

Czy „Ripley” jest udaną adaptacją?

„Ripley” Netfliksa jest przede wszystko BARDZO wierną adaptacją fabuły książki. Owszem, parę elementów pozamieniano miejscami, parę wątków usunięto, a parę rozbudowano, ale są to zmiany raczej kosmetyczne. Skrócono też końcówkę, co uważam za dobrą decyzję. W książce rzeczywiście może sprawiać wrażenie przeciągniętej. Przykładowo – połączono w jedną scenę Marge czekającą na powrót Ripleya z kluczami i jego fantazje o jej utopieniu. Moim zdaniem to świetna decyzja, te – w powieści zupełnie oddzielne – dwa fragmenty po prostu doskonale do siebie pasują. Usunięto też wątek z testamentem, który rzeczywiście w oryginale jest dosyć przesadzony. W sumie jednak „Ripley” trzyma się pierwowzoru.

Z ciekawych drobiazgów chciałabym wspomnieć o szlafroku. W powieści Dickie był nim zachwycony (i była mu poświęcona dosłownie jedna mała wzmianka), natomiast w serialu uznał go za obciachowy… mała, ale interesująca zmiana. Książkowy Tom zdaje się od razu wyczuwać elegancki styl zamożnych ludzi, natomiast w serialu szlafrok wykorzystano do pokazania, jak bardzo Ripley odstaje od towarzystwa. Jest on też kolejnym narzędziem pokazującym jego przemianę.

Jednak to nie fabuła czy szczegóły są dla mnie najważniejsze, a główny bohater. Tom Ripley w wydaniu Andrew Scotta jest po prostu smutny, wiecznie poirytowany i zmęczony życiem. Nawet gdy już zdobywa bogactwo, nie potrafi się nim wyraźnie i głośno cieszyć. Jest dla mnie zbyt cichy, zbyt zamknięty w sobie. Chyba wręcz trochę… nudny? A Ripley powinien być choć trochę uroczy i chętny do kontaktu z ludźmi. To skomplikowana, wielowymiarowa, fascynująca postać. Moim zdaniem w serialu taka niestety nie jest. Wyobrażałam sobie zupełnie inny występ. Ciężko mi też nie czuć rozczarowania, gdy myślę o książkowym odpowiedniku czy chociażby roli Matta Damona.

Książka, film, serial

Zdaję sobie sprawę, że każde z tych trzech dzieł – książka, film i serial – ma prawo do bycia ocenianym jako samodzielne dzieło. Można więc obejrzeć „Ripleya” od Netfliksa bez znajomości powieści i ocenić go samego w sobie. Ja jednak, ponieważ znam całą trójkę, zaprezentowałam trochę inne podejście. Chciałam ocenić „Ripleya” przede wszystkim jako adaptację. Jest to oczywiście moje subiektywne porównanie. Finalnie powiem więc, że „Utalentowany pan Ripley” Antony’ego Minghelli moim zdaniem jest dużo lepszy, choć zdecydowanie mniej wierny. Steven Zaillian zaprezentował bardziej ponurą, pozbawioną życia wersję tej historii. Chętnie jednak usłyszę, jakie są wasze opinie o tej historii – zwłaszcza jeśli to Wasze pierwsze spotkanie z Tomem Ripleyem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *