Czytam

Cykl o Tomie Ripleyu Patricii Highsmith

Szykując krótki wpis o serialu „Ripley” Netfliksa postanowiłam zajrzeć do moich starych opinii na temat cyklu książek Patricii Highsmith, na którym to jest oparty. Ku mojemu zdziwieniu, nie mogłam ich nigdzie na niniejszym blogu znaleźć. Zajrzałam więc na starego bloga – nic. Pomyślałam, że może za pomocą Wayback Machine uda się zajrzeć na jeszcze starszą stronę… W końcu jednak sobie przypomniałam, że kiedyś publikowałam dosyć dużo w serwisie Booklikes. Niestety od dawna działa on bardzo niestabilnie, nie zawsze chce się w ogóle załadować i nie jestem w stanie zalogować się na moje konto. Na szczęście udało mi się znaleźć mój profil, a tam – poszukiwane opinie.

Ponieważ „Utalentowany pan Ripley” jest jedną z moich ulubionych powieści, a jego kinowa adaptacja – ulubionych filmów, postanowiłam przenieść moje opinie o całym cyklu Patricii Highsmith tutaj, w jedno miejsce. Na wypadek, gdyby Booklikes miało ostatecznie paść. Pisałam je dosyć dawno, w 2014 roku, na bieżąco po lekturze. Poniższa wersja jest troszeczkę tylko poprawiona.

Być może obejrzenie serialu „Ripley” Netfliksa zachęci kogoś z Was do sięgnięcia po powieść, a następnie jej kontynuacje. Może nawet ja skuszę się na odświeżenie całej historii? A może po prostu tenże wpis zaspokoi Waszą cierpliwość, jeśli chcecie wiedzieć, co dalej działo się z Tomem Ripleyem.

Utalentowany pan Ripley

Książka "Utalentowany pan Ripley" leżąca na korkowej macie z motywem kwiatowym.

(pierwsza data publikacji: 28 września 2014)

Tom Ripley nie żyje w specjalnych luksusach. Na dodatek w każdej chwili może spodziewać się wizyty policji. Nietypowe zlecenie od właściciela stoczni jest więc wybawieniem – Ripley ma pojechać na koszt zleceniodawcy do Europy i sprowadzić do Stanów jego syna, Dickiego Greenleafa. Tak oto przenosimy się do pięknych Włoch i cichego Mongibello, gdzie Tom wkupuje się w łaski chłopaka i jego przyjaciółki Marge. Zaczyna prowadzić beztroskie życie pełne zabaw, zwiedzania i słońca. Pokocha je na tyle, że gdy ostatecznie Dickie go odtrąci, uknuje zawiłą intrygę, by przejąć jego życie.

Patricia Highsmith to autorka licznych thrillerów, z czego wiele doczekało się ekranizacji. Nic dziwnego, bo uknuta w „Utalentowanym Panu Ripleyu” intryga nie pozwala oderwać się od lektury. Główny bohater posuwa się do zbrodni, a następnie odgrywa jednocześnie dwie role – siebie i Dickiego. Musi kluczyć i oszukiwać, podrabiać podpisy, zmieniać swój wygląd. Rozgrywka pomiędzy postaciami toczy się w gorącej atmosferze, gdzie szczegół taki jak spinka do krawata może zdradzić prawdę. Jednak dzięki niezwykłemu talentowi do udawania innych Ripleyowi udaje mu się przez pewien czas prowadzić podwójne życie. Choć wydaje się, że tylko krok dzieli go od zdemaskowania – po piętach depcze mu Marge, włoska policja, ojciec i przyjaciele Dickiego, prywatny detektyw.

Fascynująca postać

Mistrzowska jest postać Ripleya. Początkowo nie da się oprzeć wrażeniu, że Tom jest osobą nieciekawą, nieudacznikiem, że jest miałki i słaby. Niezdecydowany co do swej seksualności, lubiący spokojne zwiedzanie antycznych ruin, nie wzbudza sympatii, lecz jednocześnie sam pragnie akceptacji ze strony innych. Ale autorce udało się tak skonstruować psychologię Toma, że gdy staje się Dickiem, naprawdę się zmienia, a czytelnik zaczyna inaczej go odbierać. Naturalne stają się dla niego odruchy typowe dla bogaczy, zaczyna otaczać się cennymi drobiazgami, skrojonymi na miarę garniturami, sygnetami. Jednocześnie podziw budzi jego inteligencja, gdy rozpoczyna zabawę w kotka i myszkę z policją, często stawiając wszystko na jedną kartę. Przemiany i poczynania Toma śledzi się z niekłamaną ciekawością.

Książka urzeka Włochami lat ’50, luksusem i bogactwem, niebezpieczną grą, gdzie trzeba przewidywać wszystkie ruchy wroga odpowiednio wcześniej oraz dobrze skonstruowanymi postaciami, z Tomem Ripleyem na czele. I pozostawia po sobie niepokojące pytanie: Czy lepiej być kimś na niby, czy nikim naprawdę?

Krótko o ekranizacji Antony’ego Minghelli

Matta Damona kojarzę głównie z „Tożsamości Bourne’a”, ostatnio widziałam go w „Greenzone”. Jednak właśnie rolę Toma Ripleya cenię sobie najbardziej. Damon jest w tym filmie po prostu… brzydki. Jego fryzura, wielkie okulary i trochę ciamajdowate zachowanie tworzą postać bardzo niepozornego nieudacznika, a jednocześnie kontrastują z chwilami, gdy Ripley udaje Greenleafa. Trzeba jednak pamiętać, że film zmienił obecną w książce narrację subiektywną na obiektywną, przez co tracimy wiele odczuć Toma, np. dotyczących kupna lodówki, co w filmie w ogóle się nie pojawia. Rekompensuje to trochę rozbudowanie postaci Petera, dzięki czemu Tom ma więcej okazji do wypowiedzenia na głos tego, co myśli. Jeśli chodzi o pozostałe postaci, to trochę inaczej przedstawiono Marge oraz Dickiego, a także relacje miedzy nimi – w książce były bardziej skomplikowane. Także homoseksualne skłonności Toma w filmie są oczywiste, kiedy w książce wydawał się bardziej niezdecydowany, zagubiony, aseksualny. Niezależnie jednak od wierności z oryginałem, film jest świetnym thrillerem psychologicznym. Ponurym i trzymającym w napięciu. Autor zdecydował się opleść całość dźwiękami jazzu, które budują cudowne tło – i zastępują malarstwo z książki jako pasję Toma.

Ripley pod ziemią

Książka "Ripley pod ziemią" leżąca na korkowej macie z motywem kwiatowym.

(pierwsza data publikacji: 8 października 2014)

Oto druga część „Utalentowanego Pana Ripleya”. Kontynuacje mają to do siebie, że zwykle są słabsze. Jak jest w tym wypadku?

Tom Ripley, dzięki pieniądzom ze sfałszowanego testamentu jego zaginionego w podejrzanych okolicznościach przyjaciela, prowadzi życie, o jakim zawsze marzył. Nie musi pracować, czas spędza na nauce języków, pielęgnowaniu ogrodu, kolacjach z żoną i znajomymi. Dodatkowe dochody czerpie ze spółki Derwatt Ltd, zajmującej się handlem obrazami Derwatta i akcesoriami malarskimi sygnowanymi jego nazwiskiem. Cały problem polega na tym, że malarz od dawna nie żyje, a nowsze obrazy to falsyfikaty wykonane przez jego przyjaciela, Bernarda Tuftsa. Sam Derwatt miałby się rzekomo ukrywać w Meksyku. Oszustwo musiało w końcu wyjść na jaw – z Ameryki przyjeżdża biznesman Thomas Murchison, przekonany, że zakupiony przez niego „Zegar” to falsyfikat. By ratować sytuację, Ripley „wskrzesza” malarza.

Książka zaczyna się ciekawie – Ripley ponownie wciela się w podwójną rolę, raz będąc sobą, a raz udając zmarłego Derwatta. Próbuje przekonać Murchisona, że wszystkie prace są oryginalne. Gdy to się nie udaje, rozmawia z nim jako Tom Ripley. Gdy także w ten sposób nie udaje mu się niczego wskórać, zabija niewygodnego człowieka. Pozbycie się ciała to tylko początek kłopotów – musi sobie poradzić z wpadającym w depresję Bernardem, niespodziewanymi gośćmi i wątpliwościami wokół obrazów.

Nierealistyczne pomysły

Niestety książka trochę zawodzi. Owszem, intryga jest skomplikowana, a niebezpieczeństwo wpadki duże, ale chwilami pomysły i zeznania Ripleya są tak dziwne, że trudno uwierzyć, iż policja nie zdecydowała się na bardziej stanowcze działania względem jego osoby. Zwłaszcza że wielokrotnie pojawia się odwołanie do sprawy Dickiego Greenleafa, zamordowanego przez Toma w pierwszej części. Policja niby ma jakieś podejrzenia, ale niewiele z tym robi. Rozczarowują szczególnie ostatnie sceny. Inna, może mniej istotna sprawa, to ogólny klimat książki. W „Utalentowanym” zachwycał przepych hoteli i piękno Włoch. W drugiej części, mimo że bohater dużo podróżuje, zabrakło ciekawych scenografii, oddających urok poszczególnych krajów. Szkoda.

Postaci

Z postaci nie rozczarowuje tylko sam Tom Ripley. Mogłoby się wydawać, że próżniacze życie szybko go znudzi, poczuje się zawiedziony i poszuka nowych rozrywek. Nic bardziej mylnego. Ripley konsekwentnie pozostaje sobą, jest zadowolony ze spokojnego życia, jakie prowadzi. Wciąż też czuć, że odczuwa pogardę do tych, których uważa za głupszych, irytuje się na nich. Dobrze widać to w rozmowie z Murchisonem. Pozostaje człowiekiem drobiazgowym, bardzo szczegółowo i z zimną krwią wykonującym czynności. Pamięta o zatarciu śladów, wyrzuceniu ubrania, uszkodzeniu pierścienia, co ma urealnić jego historię. Szkoda tylko, że autorka zrezygnowała z sugerowanej aseksualności postaci.

Pozostali bohaterowie stanowią tylko tło i nie prezentują sobą niczego ciekawego. Na przykład w przypadku żony Toma, Heloize, kilka razy pojawiają się aluzje do jej słabych standardów moralnych. Ale kobieta nie potwierdza tego specjalnie czynami. Nie wiemy też, co dzieje się w jej głowie, mąż wierzy jej do tego stopnia, że nie zajmuje się specjalnie jej reakcją na wydarzenia. Przez to jest trochę bezbarwna, mogłoby jej właściwie nie być. Tak samo jak kuzyn Dickiego Greenleafa – jego pojawienie się nie ma w zasadzie żadnego uzasadnienia. Koledzy z galerii, służąca, policja… brakuje im wszystkim ciekawych rysów. Wart uwagi jest jedynie Bernard – zachowuje się w sposób dziwny i nielogiczny, ale pasuje to do człowieka doprowadzonego na skraj rozpaczy. O nim też sam Tom wypowiada się szerzej, dzięki czemu bliżej go poznajemy.

Rozczarowanie kontynuacją

„Ripley pod ziemią” nie jest książką złą, ale jednak rozczarowującą, zwłaszcza, gdy czytało się pierwszą część. Motyw „ożywienia” Derwatta jest ciekawy, niektóre wydarzenia i poczynania bohaterów przykuwają do lektury, ale im dalej, tym fabuła za bardzo się plącze, a intryga Ripleya przybiera niedopracowany, klejony na siłę kształt. Po tym wyrachowanym, utalentowanym mordercy spodziewałam się więcej.

Gra Ripleya

Książka "Gra Ripleya" leżąca na korkowej macie z motywem kwiatowym.

(pierwsza data publikacji: 23 października 2014)

Zabierając się za trzecią część cyklu o Tomie Ripleyu liczyłam na ciekawe dokończenie wątku z części drugiej. Niestety, sprawa Derwatta zostaje podsumowana ledwie w jednym akapicie. Widać autorka na tyle pogubiła się we własnej intrydze, że nie umiała jej sensownie zamknąć. Zamiast tego oferuje nam zupełnie nową, porządnie zbudowaną historię.

Reeves Minot, znajomy Ripleya, oferuje mu sporą sumę za pomoc w zlikwidowaniu dwóch mafiosów. Ten jednak nie ma zamiaru wdawać się w kolejną awanturę, a już na pewno nie zadzierać z mafią. Zamiast tego postanawia wciągnąć do sprawy zupełnie niewinnego, ubogiego ramiarza. Jonathan Trevanny wydaje się zupełnie nie nadawać do tej roboty. Nigdy nikogo nie zabił, do tego cierpi na nieuleczalną chorobę, jednakże chęć finansowego zabezpieczenia rodziny może okazać się silniejsza od lęku…

Nowe pomysły

Bardzo dobrym posunięciem było zepchnięcie głównego bohatera na drugi plan. Dzięki temu Tom jest cichym sprawcą wydarzeń, z ukrycia pociągającym za sznurki. Z tego też względu, inaczej niż we wcześniejszych książkach z cyklu, nie towarzyszymy Ripleyowi bezustannie. Zamiast tego obserwujemy poczynania Trevanny’ego, który bije się z myślami i zastanawia, czy przyjąć niebezpieczną propozycję. Kuszony wizytą u lekarzy-specjalistów chce uzyskać dla siebie jak największe korzyści, a jednocześnie nikogo nie zabić. Minot jest jednak sprytnym manipulatorem i wciąga Trevanny’ego w intrygę równie przebiegle co Ripley.

Trevanny to postać dziwna. Z jednej strony motywy jego postępowania są jasne i logiczne. Z drugiej – brak mu zdecydowania. Mężczyzna pozwala, by nurt wydarzeń go porwał. Teoretycznie stara się stawiać pewien opór, ale przez większość czasu jest mu wszystko jedno. Im dalej w powieść, tym Trevanny staje się człowiekiem bardziej obojętnym, otępiałym i łatwym do pokierowania. Zmęczony chorobą, wykorzystany i nie potrafiący prowadzić gry tak sprytnie jak Minot i Ripley podupada na duchu. Potrafi być przez to irytujący, choć niewątpliwie sytuacja, w jakiej się znalazł, jest ciężka.

Poziom idzie z powrotem w górę

Sam Ripley nie kombinuje bez potrzeby, a wszystkie podejmowane przez niego działania mają sens. W drugiej części czasem odczuwałam bezcelowość akcji, tutaj już nie. Być może „Gra Ripleya” nie dorównuje „Utalentowanemu”, a jest z pewnością lepsza od „Ripley pod ziemią”. Rozterki i posunięcia bohaterów śledzi się z zainteresowaniem, sytuacja stopniowo się komplikuje, a finał ma gorzki smak.

Uczeń Ripleya

Książka "Uczeń Ripleya" leżąca na korkowej macie z motywem kwiatowym.

(pierwsza data publikacji: 29 grudnia 2014)

Wokół domu Ripleya kręci się młody Amerykanin. Podaje się za prawie dziewiętnastoletniego Billy’ego, który przyjechał do Francji na wakacje, by popracować jako ogrodnik. Jednakże ogłada, z jaką się zachowuje oraz informacje z gazet szybko pozwalają ustalić Ripleyowi prawdziwą tożsamość chłopaka – to szesnastoletni Frank Pierson, syn zmarłego niedawno milionera. Chłopak skrywa paskudny sekret, który zmusił go do ucieczki z domu. Nie potrafi jednak uciec przed samym sobą i gnębiącym go poczuciem winy, dlatego zwraca się do Toma, człowieka o szemranej opinii i brudnym sumieniu.

„Uczeń” w dużym stopniu nawiązuje do „Utalentowanego”. Pomiędzy Ripleyem a Frankiem nawiązuje się nietypowa więź, podobna do stosunków między mentorem a uczniem, ojcem a synem, może lekko przypominająca romantyczną miłość. Przede wszystkim jednak Ripley, wysłuchując tajemnicy Franka i obserwując jego zachowanie, analizuje własne emocje. Okazuje się, że jedynie zabójstwo Dickiego budzi w Tomie pewne wyrzuty sumienia. Poza tym jest zaś praktyczny i ponad moralne zasady przekłada własne bezpieczeństwo. Dlatego przekonuje Franka, by zachował swoją tajemnicę dla siebie. Przywiązuje się do chłopaka na tyle, że popełnia dla niego kolejną zbrodnię. Tymczasem Frank, wyraźnie zagubiony i niezdecydowany, pozwala, by Ripley się nim zaopiekował, nie negując nigdy jego poglądów ani działań.

Wyprawa do Berlina

Najbardziej klimatyczna jest część powieści rozgrywająca się w Berlinie. Miasto podzielone murem przedstawione zostało poprzez nocne kluby dla gejów, światek przestępczy oraz turystyczne atrakcje. Jest tu też troszeczkę polityki, trochę pytań o komunizm i wycieczka do Berlina Wschodniego. „Utalentowany” miał swoją Wenecję, a „Uczeń” – Berlin.

W książce cały czas budowane jest lekkie napięcie między postaciami, które się do siebie przyciągają, choć są tak różne. Frank jest typowym nastolatkiem, buntującym się wobec rodziców i wierzącym, że jego miłość – Teresa – to ta jedyna, dla której warto zrobić wszystko. Tymczasem Ripley pozostaje chłodny i wyrachowany, lubi mieć nad wszystkich kontrolę. Uparcie przekonuje Franka, że nie należy podejmować pochopnych decyzji lecz zachowywać się rozsądnie i spokojnie.

Klimatyczna lektura

Druga i trzecia część troszeczkę mnie rozczarowały. Czwarta część cyklu powraca z ciekawie przedstawionymi relacjami między Tomem a Frankiem i z pięknym Berlinem.

Ripley pod ziemią

Książka "Ripley pod wodą" leżąca na korkowej macie z motywem kwiatowym.

(pierwsza data publikacji: 30 grudnia 2014)

Od pierwszej linijki tej książki poczułam się jak w domu – i tak poczuje się każdy, kto od początku śledzi cykl o Tomie Ripleyu. Znajomy jest styl Highsmith, klimat opowieści i sam Tom – dokładnie analizujący każdy drobiazg i gotowy na wszystko, byleby zapewnić bezpieczeństwo sobie i swoim interesom. Ci, którzy zdążyli się przywiązać do tej postaci na pewno będą zadowoleni.

Tym razem odżywa sprawa znana z „Ripleya pod ziemią”. David Pritchard, Amerykanin, przyjeżdża do Villepierce, by węszyć wokół sprawy Murchinsona, amerykańskiego policjanta, który zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Pritchard jest przekonany, że to Ripley zabił Murchinsona. Jest to zresztą prawdą; policjant zginął, gdyż odkrył, że sprzedawane przez galerię należącą do Toma obrazy Derwatta są sfałszowane. Pritchardowi nie chodzi jednak ani o obrazy, ani o sprawiedliwość dla zabitego. Ten dziwak najwyraźniej czerpie przyjemność z dręczenia Ripleya.

Finalna rozgrywka…

Na Pritcharda patrzymy oczami Ripleya, a ten brzydzi się swojego nowego sąsiada, uważa go za wariata i sadystę. Także wygląd mężczyzny opisuje jako wyjątkowo odpychający, mamy więc tu typowe połączenie brzydkiego ze złym. I choć np. niewiele rzeczywiście mamy dowodów na to, że Pritchard znęca się nad swoją żoną Janice, to jej dziwne zachowanie, siniaki i domysły Toma skutecznie prowadzą czytelnika do wyciągnięcia odpowiednich wniosków. Pritchard prowadzi zresztą niebezpieczną grę, w której wyraźnie nie docenia przeciwnika, skoro myśli, że bezkarnie może go śledzić czy wydzwaniać i podawać się za Dickiego Greenleafa(!).

Nie wiadomo też właściwie, co kieruje Pritchardem. Co prawda kontaktuje się on z żoną Murchinsona, a także Cynthią, która zna prawdę o obrazach, nie wydaje się jednak działać w imieniu żadnej z nich. Wszystko wskazuje na to, że dręczenie ludzi i wyciąganie na wierzch ich brudów z przeszłości rzeczywiście stanowi jego hobby. Janice to postać jeszcze dziwniejsza i jeszcze mniej o niej wiemy, choć Ripley sporo z nią rozmawia i próbuje dokopać się do prawdy o związku tej dwójki. Trudno jednak wywnioskować, które z wypowiedzi Janice są prawdą, które zmyśleniem, a kiedy zwyczajnie pogrywa sobie z Tomem, gdyż bez względu na wszystko stać będzie po stronie męża (czy na pewno męża? Bo nawet co do tego Ripley ma wątpliwości).

…bez wyraźnego finału

„Ripley pod wodą” to już ostatnia część cyklu i spodziewałam się, że będzie w jakiś sposób podsumowaniem całości. Historia Toma nie otrzymała jednak żadnego wyraźnego zwieńczenia, przez co koncówka pozostawia niedosyt i oczekiwanie na kolejny tom, którego już jednak nie ma. Jeśli miałabym wskazać moją ulubioną część, to jednak byłaby to pierwsza – „Utalentowany pan Ripley” – którą przede wszystkim gorąco polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *