Piszę

Z notatek pisarzyny: listopad ’23. Podsumowanie NaNoWriMo 2023

Gdy NaNoWriMo trwało, z niecierpliwością wyczekiwałam jego końca, coraz bardziej zmęczona pisaniem. Ale gdy się skończyło, trochę za nim tęsknię… Wyzwanie, regularne pisanie, parcie naprzód, choć tak bardzo się nie chce, dzielenie się sukcesami z innymi – mimo wszystko ta wyjątkowa atmosfera pozwala przeżyć normalnie ponury listopad. I też jestem bardzo zadowolona z tego, co dokonałam w tegorocznej edycji! Zapraszam na podsumowanie NaNoWriMo 2023.

Podsumowanie NaNoWriMo 2023 – tym razem zaczynamy od liczb

Finalnie udało mi się napisać 54017 słów, a każdego dnia dobijałam do co najmniej 1667. Najmniej napisałam 15 listopada (równo 1667) a najwięcej – 2 listopada (2118). Jest to moja siódma wygrana spośród dziesięciu podejść i pierwsza po dwuletniej przerwie (do mety nie dotarłam w 2018, 2021 i 2022, ale też w tych latach celowo odpuściłam i nie planowałam napisać więcej niż 10 tysięcy słów).

W tych 54 tysiącach zawiera się: niecała połowa powieści, dwie różne wersje jednego opowiadania plus trochę tekstów pisanych do pracy. Teraz trochę żałuję, że pisałam to opowiadanie… tzn. musiałam i chciałam je zacząć, ale ciekawi mnie, czy udałoby mi się skończyć drugi akt powieści, gdybym tylko ją liczyła do normy.

Podsumowanie NaNoWriMo 2023 statystyki
Podsumowanie NaNoWriMo 2023 statystyki

Jestem naprawdę bardzo zadowolona z regularności. Wykres powyżej zdaje się mocno skakać w górę i w dół, ale gdy się spojrzy na wartości, to widać, że pisałam mniej więcej tyle samo – około 1800 słów. Dałam radę utrzymać tempo nawet w trakcie choroby, nie przeszkodziła mi praca. Super! Aczkolwiek ku mojemu zdziwieniu 54k słów nie jest moim najlepszym wynikiem. Pod tym względem dalej najlepiej poszło mi moje pierwsze NaNoWriMo! Napisałam wówczas 56744 słowa. Jak widać, nigdy nie należałam do tych szaleńców, co dobijają do 60, 70 czy 100 tysięcy.

A poniżej jeszcze zdjęcie wszystkich moich dotychczasowych, nanowrimowych kalendarzy (właśnie zauważyłam, że pierwszy z nich jest jako jedyny przetłumaczony na polski??? To naprawdę były inne czasy…):

NaNoWriMo kalendarze
NaNoWriMo kalendarze

Podsumowanie NaNoWriMo 2023 – chaotyczne przemyślenia

Mam po tej edycji NaNoWriMo parę przemyśleń – o nabijaniu konkretnej liczby słów, o systematyczności, o mojej powieści i pisaniu w ogóle. A także nieco o społeczności.

Dzienna norma słów

Po pierwsze – 1667 słów dziennie to dla mnie za dużo. Nie dlatego, że napisanie takiej liczby słów na raz to jakoś szczególnie dużo. Bardziej dlatego, że w trakcie tego miesiąca bardzo brakowało mi czasu rozkminianie. Widzicie, na akt pisania składa się nie tylko samo stukanie w klawisze, ale też robienie riserczu, rozpisywanie planu, redakcja i poprawki, a także siedzenie i myślenie. Bywają więc takie dni, w trakcie których może i bilans słów wynosi zero, ale bardzo intensywnie pracowałam nad tekstem w inny sposób. Ciężko to jednak w statystykach NaNoWriMo uchwycić, a jeszcze ciężej znaleźć na to czas. Bo NaNoWriMo pędzi do przodu i na nikogo się nie ogląda, a to czasem trzeba na spokojnie.

Zdażyło mi się wręcz w trakcie tego NaNoWriMo kilka nieprzespanych nocy, bo za dnia nie miałam czasu zastanowić się, co ja właściwie piszę, więc gdy kładłam się spać mój mózg nagle się odpalał i zaczynał MYŚLEĆ. Czasem rano pamiętałam, co wymyśliłam w nocy i to zapisywałam, ale czasem niestety zapominałam…

W trakcie NaNo przypomniała mi się też taka stronka 750words, z której dawno temu korzystałam. Tak sobie myślę, że 750 zamiast 1667 słów to dużo bardziej realny dzienny cel. I tu przechodzimy do drugiej istotnej kwestii, czyli systematyczności.

Systematyczne pisanie

Nie potrafię pisać codziennie, nie potrafię pisać zawsze o ustalonej godzinie, często w ogóle nie mogę się skupić na pisaniu. Wydawałoby się, że powinnam być fanką rutyny i łatwo ją sobie stworzyć, ale niestety za każdym razem, jak próbuję, ADHD wjeżdża całe na biało. Jednym z moich największych problemów jest nieumiejętność określenia, ile co zajmie mi czasu. Za każdym więc razem, kiedy myślę sobie, że mogłabym popisać/zrobić notatki/zrobić risercz/przeczytać wcześniejszą wersję chociaż przez pół godziny, wpadam w panikę, że wtedy nie wyrobię się z innymi rzeczami. Bo to pisanie będzie trwać za długo i na pewno zajmie mi czas na coś innego. Tylko że tak mam z KAŻDĄ czynnością, dlatego ostatecznie kończę w paraliżu decyzyjnym i trzy godziny doom scrolluję Instagrama… chciałabym coś z tym zrobić i próbuję coś z tym zrobić, ale nic nie poradzę na to, że mój mózg jest krzywo okablowany (jakby to zobaczył jakiś elektryk to by zakrzyknął kultowym: Pani! A kto tu pani tak spierdolił!).

Niestety najlepiej działa na mnie – nad czym już wielokrotnie na tym blogu ubolewałam – odgórnie narzucony, nieprzesuwalny deadline. Mogę więc sobie obiecywać codzienne pisanie i z wielkim trudem wyrabiać rutynę, ale wystarczy, że wydarzy się jedna mała rzecz, raz będę za bardzo zmęczona, by coś napisać, a już wybiję się z rytmu i nie otworzę pliku przez miesiąc. Mimo tak po cichutku sobie marzę, żeby może wykombinować coś na przyszły rok, pracować nad tą systematycznością… jak macie jakieś podpowiedzi, to dajcie znać. Bo bez tego nigdy tej powieści nie skończę. Co jest następnym punktem moim przemyśleń:

Co dalej z moją powieścią

Przyznam, że powoli wchodzę w stan pogodzenia się z faktem, że nigdy nie napiszę żadnej powieści. Opowiadania idą mi całkiem nieźle, ale powieść… jest za duża. Za skomplikowana. Nie jestem w stanie na raz zapamiętać wszystkich szczegółów, a w notatkach się gubię. Powieść wymaga ciągłego skupienia się, ciągłej pracy i wysiłku. Długich miesięcy, a nawet lat nieprzerwanej pracy nad jednym. Jak ja mam to osiągnąć, gdy przyzwyczaiłam się do krótkich, paru miesięcznych projektów opowiadaniowych, między którymi robię sobie przerwy bez żadnego pisania? Logistycznie czuję, że nie podołam.

Trzynogie Bóstwo okładka
A taką okładeczkę dla zabawy trzasnęłam sobie w tym roku w Canvie. Jak zawsze dosyć prosta, bo grafikiem to ja nie jestem. 🙁

Do tego dochodzą konkretne problemy z każdym z moich pomysłów. W przypadku „Trzynogiego Bóstwa” martwi mnie przede wszystkim olbrzymia ilość niezrobionego riserczu. Iluż mi tam szczegółowych informacji potrzebne, bez których całość się nie trzyma… moje ogólne pomysły trzeba w końcu przekuć na konkretne sceny i idzie mi to naprawdę opornie. Plus martwię się, że jest za dużo dialogów, za dużo łażenia, a za mało akcji. Że tempo złe. Że postaci nie takie jak trzeba. Że się gubię we własnej fabule i albo jej fragmenty są za mało dopracowane, albo wręcz przekombinowane. I że zagadka jest za łatwa. I ogólnie wszystko źle, „i tory też były złe”.

Przy czym olbrzymim plusem NaNoWriMo było zmuszanie mnie do pisania, gdy kompletnie nie miałam pomysłu na scenę. Normalnie po prostu bym się zniechęciła i poddała, a tak trzeba było coś stworzyć… i okazało się to bardzo przydatne, bo dzięki temu mam pojęcie, czego NIE chcę od mojej powieści. Mam szokującą wręcz liczbę notatek porozrzucanych po całym pliku, z uwagami, co mogę zmienić, co poprawić, co napisać inaczej, jak zmienić kolejność scen itd. Gdzieś w trakcie pisania zaczęła mi ta powieść bardzo ewoluować, nabierać nowego kształtu i uważam, że są to zmiany na lepsze. Możliwe więc, że przesadzam z pesymizmem – może po prostu nie powinnam się poddawać, pisać dalej i liczyć, że po drodze jakoś wymyślę wszystkie brakujące szczegóły. Takie fake it ’till you make it. Co myślicie?

Plany na grudzień

I tak prezentuje się moje podsumowanie NaNoWriMo 2023. Co dalej? Na razie parę dni odpoczynku. Żadnego pisania, za to nadrabianie roboty, sprzątanie domu i szykowanie się do świąt. O chciałabym powiedzieć, że w styczniu wrócę do powieści, ale niestety priorytet ma opowiadanie, bo ma deadline i antologię, do której ma trafić. Jak dobrze pójdzie, to chciałabym do niego zajrzeć jeszcze w grudniu, a w styczniu ostro ruszyć z poprawkami. A jak je skończę… być może wtedy wezmę się za powieść. Aczkolwiek obawiam się, że będę w stanie nad nią pracować tylko do pierwszego ciekawego naboru/konkursu… o ile w ogóle zacznę, no bo jak wyżej – bez deadline’u może mi się nie udać zmotywować.

Ale o planach i marzeniach na następny rok chyba szerzej rozpiszę się następnym razem – przed nami wpis z podsumowaniem pisarskiego 2023 roku!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *