Piszę

Otworzyłam plik z powieścią (Z notatek pisarzyny: lipiec ’23)

Pisarski lipiec (choć to przecież miesiąc CampNaNoWriMo) zaczął się powoli. Na przełomie czerwca i lipca pojechałam do rodziny i zupełnie zapomniałam, że zaczął się CampNaNo. Im bliżej jednak końca miesiąca, tym więcej działo się rzeczy ciekawych… mogę się pochwalić, że skończyłam redakcję, skończyłam opowiadanie i otworzyłam plik z powieścią.

Skończyłam redakcję

Trwało to i trwało, a gdy już się wydawało, że tekst przyjął ostateczną formę, znajdowały się jeszcze kolejne drobiazgi do zmiany. Mam jednak nadzieję, że to już naprawdę koniec i nie zaskoczą mnie żadne niemiłe niespodzianki na ostatnią chwilę. Opowiadanie „Kałuża” – historia trochę o magicznej stronie Katowic, ale głównie o relacji ojca i syna – ukaże się jeszcze w tym roku. Trochę więcej o pracy nad tym opowiadaniem pisałam w marcowych Notatkach Pisarzyny. Pierwsze informacje na temat antologii, w której je przeczytacie, powinny już bardzo niedługo zacząć się ukazywać. A jest to wyjątkowo interesujący projekt i nie mogę się doczekać, by zacząć się nim chwalić!

Skończyłam opowiadanie

Króciutkie, bo zaledwie pięciostronicowe opowiadanko o kalekim koziołku poleciało w świat. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na odpowiedź, mam nadzieję, pozytywną. Odnoszę wrażenie, że w przypadku dłuższych tekstów łatwiej wybaczyć sobie pewne jego niedoskonałości. Machnąć ręką na niezbyt zgrabne zdanie, odpuścić jakieś niejasności itd. Bo ostatecznie te niewielkie błędy rozmywają się w tysiącach wyklikanych znaków. Jednak gdy tekst jest krótki, od początku musi być dużo bardziej dopracowany. Teoretycznie skończyłam pisać „Nowych bogów” już w maju, o czym pisałam tutaj. Po tym, jak tekst trochę odleżał, wprowadziłam do niego poprawki. Dalej nie byłam jednak zadowolona… leżał więc dalej. Wydrukowałam w końcu tekst, naniosłam poprawki na papierze, wprowadziłam do pliku i… leżał dalej.

Zaczęłam pisać dopiero 8 lipca…

Cały czas w tym tekście coś mi się nie kleiło. Wielokrotnie go otwierałam, czytałam, wyłapywałam jakąś literówkę albo przerabiałam jedno zdanie… Myślałam, że nigdy nie skończę. Brak deadline’u mnie paraliżował. Nieskończona ilość czasu na wykonanie zadania okazała się wrogiem, nie przyjacielem. W KOŃCU JEDNAK przyszedł dzień, w którym wszystko nagle wskoczyło na swoje miejsca. Wprowadziłam ostatnie zmiany, zapisałam plik i posłałam mailem zanim do mnie dotarło, że to szaleństwo. Mam nadzieję, że rzeczywiście udało mi się tworzyć coś dobrego.

Otworzyłam plik z powieścią

Tak, dalej nie skończyłam „Taksówkarki” i to prawdopodobnie na tym projekcie powinnam się skupić. Zamiast tego jednak otworzyłam jednak „Trzynogie bóstwo” – moją rozgrzebaną powieść z 2019 roku. Przeczytałam pierwszą scenę z drżeniem serca, spodziewając się, że będzie beznadziejna… ale była dobra. Autentycznie mi się podobała. Owszem, można ją troszeczkę doszlifować tu i tam, ale nie trzeba całej wyrzucać do śmietnika. Po tym pierwszym małym sukcesie zabrałam się za czytanie całego pierwszego aktu. Dalej nie jest już tak dobrze i będę musiała bezlitośnie orać ten tekst, ale ogólnie strasznie się nakręciłam. Po raz pierwszy od bardzo dawna mam ochotę pisać tę powieść. Co chwila wymyślam do niej jakieś usprawnienia, rozbudowuję wątki, zapisuję notatki, wyłapuję fajne onelinery albo dialogi. Jestem szczerze zajarana na pisanie powieści.

Czy wytrwam w tym postanowieniu i ją rzeczywiście skończę? Cóż, obiecać tego nie mogę ale… mam wrażenie, że teraz jest na to dobry moment, bo moje życie też jest teraz dobre. Mam nadzieję, że lubicie łowcę Zbyszka i będziecie mi kibicować, nawet jeśli spowolni to powstawanie kolejnych opowiadań.

Moje pisanie w tym roku:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *