Piszę

Trudy redakcji (Z notatek pisarzyny czerwiec ’23)

W czerwcu praktycznie niczego nie napisałam… Wydrukowałam jedynie jeden tekst, wierząc, że pomoże mi to go poprawić. I skończyłam redakcję „Kałuży”.

Dziwna redakcja

Tym razem zatwierdzanie poprawek od redaktorki/wprowadzanie zmian na podstawie jej uwag szło mi wyjątkowo dobrze. Zawsze, gdy widzę cudze uwagi do moich tekstów odczuwam jakieś obrzydzenie sobą i wstyd. To jakiś dziwny problem w mojej głowie – jakby to, co tworzę, musiało być z miejsca idealne. Bo jeśli nie jest, to jestem głupia i nie umiem pisać. Każdy wskazany błąd odbieram jak dowód na moją kompletną porażkę… Teraz też się tak niby czułam, ale nie przeżywałam tego tak mocno jak zwykle. Widać coś mi się w głowie przestawia na lepsze i zaczynam odchodzić od niezdrowego sposobu myślenia. Chociaż trochę.

Chciałam jednak opowiedzieć o czymś innym. W każdej redakcji redaktorzy wyłapują mi inny typ błędów. W jednym tekście będę nadużywać „oczywiście”, „jednak” albo „generalnie”. W innym – nawalę średników. W kolejnym – nawstawiam tautologii. Ten ostatni przykład jest najświeższy i doprowadza mnie do szału. Dlaczego? Skąd u mnie nagle te wszystkie „spadł w dół” i tym podobne potworki? Przecież wiem, że tak się nie pisze. Czy wcześniej też tak robiłam, tylko nikt tego nie zauważył, czy ta maniera dopiero teraz mnie dopadła?

Wydaje mi się, że to drugie. Mam wrażenie, że czasami po prostu fiksuję się na coś. Jakieś słowo, wyrażenie, konstrukcja zdania. Utyka mi w głowie i w kółko to powtarzam. Aż mi przejdzie i nigdy więcej do tego nie wracam… Dziwne to zaiste zjawisko. Przypomniało mi się, jak w czasach szkolnych napisałam opowiadanie, w którym co chwila używałam wyrażenia „z powrotem” – ponieważ dysleksja nie pozwalała mi zapamiętać jego prawidłowej pisowni. Nadużywałam go więc w ramach ćwiczenia. Co mój mózg próbuje wyćwiczyć tautologiami? Nie mam pojęcia.

Sukcesy

Jeśli przegapiliście ostatni wpis, to jeszcze raz z radością informuję, iż ukazała się kolejna książka z moim utworem! Tym razem chodzi o miniaturę literacją „O odchodzeniu” w albumie-zbiorze „Bez meldunku”. Więcej szczegółów znajdziecie tutaj.

Drugim sukcesem jest nadchodząca antologia… szczegółów nie zdradzę, ale powiem, że może mieć pewne podobieństwa do „Bez meldunku”. I że premiera odbędzie się w dosyć tradycyjnym dla tego typu projektów miejscu. : ) Mam nadzieję, że Was choć troszeczkę zainteresowałam. Więcej – wkrótce!

PS. Zapraszam na mojego Instagrama, gdzie regularnie spamuję pomidorkami i książkami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *