Piszę

Wiosna jest piękna! (Z notatek pisarzyny: kwiecień ’23)

Kwiecień zdecydowanie nie był dobrym miesiącem na pisanie. Dużo miałam na głowie, stresowałam się i brakło mi czasu czy siły, by skupić się na pisaniu, zwłaszcza że przyszedł czas na nowy projekt. Teoretycznie brałam udział w CampNaNoWriMo – ustawiłam sobie jednak niski cel 10 tysięcy słów i udłubałam go z trudem głównie różnymi pomniejszymi tekstami pisanymi na potrzeby social mediów, notatkami do artykułów czy rzeczami do pracy. Ale kawałek opowiadania też udało mi się napisać – dzięki wyjściu na pisarskie spotkanie. W kwietniu byłam tylko na jednym, a jak się okazuje, jest to dla mnie niezbędny czynnik motywujący do twórczego działania.

Nie miałam też czasu pisać, bo chodziłam na spacery i cieszyłam się wiosną. Kocham wiosnę. To moja ulubiona pora roku, a w tym roku jest wyjątkowo przepiękna i dokładnie taka jaka powinna być. Czuję się pozytywnie naładowana energią Wszechświata. Wrzucam wam poniżej trochę wiosennych foteczek:

Zmiana kursu

W kwietniu ważniejsze okazało się jednak to, czego nie zrobiłam. A mianowicie – nie puściłam opowiadania „Wirtualny błękit” do publikacji. Wspominałam już o nim i moich wątpliwościach z nim związanych w tym wpisie. Już wtedy rozważałam rezygnację z publikacji, ostatecznie jednak się przełamałam. Postanowiłam dać mu szansę, wystawić się na zewnętrzną ocenę. Skoro ktoś chciał je opublikować to znaczy, że nie może być aż tak złe, prawda? Myślałam też, że był to już ostatni etap prac i tekst jest gotowy. Kiedy jednak po pół roku znów do mnie wrócił z kolejnymi poprawkami, kolejnymi wypatrzonymi błędami i kolejnymi sugestiami zmian, po prostu zabrakło mi sił, by dalej o niego walczyć. Te wątpliwości, które miałam wcześniej, dostały nowe paliwo i zamieniły się w smutną pewność. Stało się dla mnie jasne, że to opowiadanie brzydko się zestarzało i dalsze dłubanie w nim po prostu nie ma sensu. Rozważania o moim stylu i ogólnie podejściu do pisania znajdziecie w zalinkowanej powyżej notce – moje przemyślenia w tym zakresie się nie zmieniły. Dziś natomiast chciałabym jeszcze wspomnieć o upływie czasu.

„Wirtualny błękit” napisałam w 2019 roku. Jego publikacja w 2023 byłaby więc bardzo niechronologiczna. I chyba to mnie irytuje jeszcze bardziej niż językowe niedopracowanie, z którym przecież tak dzielnie próbowali sobie poradzić kolejni redaktorzy i korektorzy. No bo jak mogłabym opublikować to opowiadanie po „Wspomnieniach”, z których jestem tak bardzo zadowolona, i pod względem języka, i konstrukcji, i tematu? Jak mogłabym je opublikować po „Solanum lunares”, opowiadaniem dużo bardziej osobistym, gdy z „Błękitem” nie mam żadnej uczuciowej więzi?

Są takie opowiadania, która napisałam z głębokiej potrzeby serca, takie jak te wspomniane wyżej czy choćby starsze „Długo wyczekiwana samotność”. Są takie, w których frajdę sprawia mi zabawa z bohaterem, czyli np. łowcą Zbyszkiem. Są jednorazowe wybryki, gdy chciałam zrealizować jakiś dziwny pomysł. A są też opowiadania trochę wymuszone. Tworzone na nabory, które próbowałam dopasować do jakichś oczekiwań i z góry narzuconych zasad. Opowiadania będące bardziej jakąś formą produktu niż sztuką. Opowiadania, na które może i miałam jakiś pomysł, ale tak naprawdę ich nie „czułam”. I te chyba zawsze wychodziły mi najsłabiej. Przy okazji rozważań nad „Wirtualnym błękitem” zdałam sobie sprawę, że w 2019 miałam trochę inne pisarskie priorytety. Miałam pewne cele, na których osiągnięciu mi zależało. „Błękit” był wpisany w te cele. W 2019 roku bardzo się cieszyłam, że moje opowiadanie będzie w Fantazmatach… teraz nie chcę się jednak pchać nigdzie na siłę. Moje cele się zmieniły. Pisarsko dążę teraz po prostu do czegoś innego. W życiu dążę do czegoś innego. I jeśli oznacza to brak publikacji – trudno. To już nie jest najważniejsze.

„Wirtualny błękit” – opowiadanie, którego jednak nie będzie. Przykro mi. Ale obiecuję, że napisałam dla Was lepsze rzeczy. I planuję pisać kolejne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *