Piszę

Postępy (Z notatek pisarzyny 10.2022)

Październik miał być produktywny, ale w sumie nie wiem, jaki wyszedł, możecie wy ocenić.

3 lata to jednak wieczność

“Wirtualny błękit” jest opowiadaniem, które powstawało gdzieś między marcem a czerwcem 2019 roku. Potem przeszło szereg większych zmian i osiągnęło ostateczny kształt we wrześniu 2019. I od tamtej pory aż do października tego roku nie widziałam go na oczy.

Jak zapewne wiecie, nie przepadam za wprowadzaniem poprawek po zewnętrznej redakcji. Nigdy mi się jednak nie zdarzyło, by praca nad tekstem powodowała u mnie aż tyle frustracji. Długo nie mogłam sobie zdać sprawy, na czym polega problem, aż w końcu mnie olśniło – upływ czasu. Widzicie, to opowiadanie z gatunku, w którym nie czuję się szczególnie mocna (horror) i powstawało troszeczkę poza moją strefą komfortu. Postanowiłam jednak je napisać w ramach wyzwania dla samej siebie, żeby spróbować nowego klimatu. Był to eksperyment, z którego wyniku już w 2019 roku byłam średnio zadowolona, zaś po latach…

Przede wszystkim – mam wrażenie, że bardzo zmienił się mój styl. W trakcie lektury starego tekstu załamywałam ręce nad niektórymi zdaniami. Wszystko było w nich złe: były przekombinowane, przeładowane, miały dziwną składnię, masę powtórzeń, metafory nie działały, nie kleiły się z resztą… ale z drugiej strony wyglądały dokładnie jak napisane przeze mnie zdania. Tzn. jakby mi ktoś pokazał te fragmenty zupełnie bez kontekstu, bez mówienia mi, że to moje, to ja i tak pomyślałabym: “Kurde, jakie beznadziejne zdanie… normalnie ja bym mogła takie napisać”!

Jednocześnie chcę wierzyć, że przez ostatnie trzy lata dokonałam postępu i dziś piszę po prostu lepiej. Że dziś już nie tworzę takich koszmarków. Dlatego gdy się w końcu odblokowałam, to zaczęłam ciąć. Najpierw pół zdania tu, potem pół zdania tam, ale im dalej w tekst, tym bardziej agresywnie – całe dwie linijki, całe dwa akapity. W sumie całość skróciła się o stronę! Okazało się to znacznie lepszym podejściem niż próba przeredagowywania tych fragmentów. W myśl zasady “mniej znaczy więcej” – mam wrażenie, że naćkałam bardzo dużo niepotrzebnych szczegółów, które tylko utrudniały przedstawienie historii. Wyrzucenie nadmiaru wtłoczyło trochę powietrza między linijki, niezbędnego, by złapać w trakcie czytania oddech. Dalej oczywiście nie jest idealnie, bo musiałabym praktycznie przepisać ten tekst od zera, żeby go porządnie poprawić, ale na pewno jest lepiej.

Myślę też, że dziś już bym tego opowiadania nie napisała. Raczej nie porwałabym się już na osadzanie akcji w Chinach i w ogóle zrezygnowała z tego pomysłu. Nie mam już tyle wiary w siebie co wtedy i nie jestem przekonana, że udało mi się sensownie przedstawić różne małe chińskie obyczaje, o których sama przecież tylko czytałam w ramach riserczu… A jakbym już miała realizować ten pomysł, to w innej formie. Dlatego był taki moment, kiedy rozważałam wyrzucenie całości do kosza i puszczenie maila: “Słuchajcie, nie publikujemy tego”. Po prostu dla mnie 2019 rok mógłby równie dobrze mieć miejsce dekadę temu. Tak wiele wydarzyło się w moim życiu od tamtego czasu, tak wiele się zmieniło, że nie potrafię już odnaleźć emocjonalnej więzi z opowiadaniem, które powstało w tamtym okresie. Ono zwyczajnie pochodzi z innej epoki. I przez to trochę boję się jego publikacji, bo czuję, że ono już mnie nie reprezentuje, nie oddaje tego, kim dziś jestem jako pisarka.

Ostatecznie jednak opowiadanie się ukaże (zapewne w przyszłym roku). Dalej się tym niepokoję, ale z drugiej strony – mam nadzieję, że znajdą się czytelnicy, którym się ono spodoba. I może wybaczą mi pewne stylistyczne niezgrabności oraz docenią grozę. Myślę, że najważniejszy morał tej historii jest taki, że jestem pod bardzo wieloma względami lepszą osobą niż trzy lata temu.

Jesienne drinki? Tak można pracować!

Podróż bohatera

Odświeżyłam sobie ostatnio 12 kroków podróży bohatera, aczkolwiek nie w tej pierwotnej formie Josepha Campbella, tylko lekko przerobionej przez Christophera Voglera. Jego książka “Podróż autora. Struktury mityczne dla scenarzystów i pisarzy” jest skierowana w pierwszej kolejności do twórców filmowych, ale poza tym, że przykłady dotyczą filmów, to tak naprawdę jest dość uniwersalna. Jestem przede wszystkim pod dużym wrażeniem zwięzłości tej pozycji. Przysięgam, że (przynajmniej w głównej części tej książki) nie ma tu ani jednego zbędnego słowa – wszystko jest pięknie uporządkowane, krótko i jasno wyjaśnione, nie ma żadnych rozwlekłych zapychaczy. Szanuję.

Muszę jednak przyznać, że szczerze nienawidzę konceptu podróży bohatera. XD Czytanie tej książki to była droga przez mękę. O ile pierwsze 6 kroków jeszcze jakoś trzyma się kupy, to kolejnych 6 po prostu nie jestem w stanie objąć rozumem. Niby je rozumiem, niby ogarniam przykłady, wiem co jest po co, ale w praktyce one mi się kompletnie sypią, wszystkie się ze sobą mieszają, jedne wydają się jakieś za długie, inne za krótkie, albo jedno wydarzenie podpada pod dwa etapy na raz i mnie to wszystko strasznie frustruje (zresztą cały ten środek historii w tej strukturze jakiś jest rozmyty i losowy).

Chyba wszystko przez to, że te kroki trzeba często interpretować w bardziej symboliczny sposób, a mój mózg to wszystko chce brać dosłownie (momentami, czytając przykłady filmowe, miałam wrażenie, że te interpretacje są takie strasznie na siłę i już wymyślanie, byleby coś podciągnąć pod wzór…). Na przykład etap “Powrót” czy tam “Podróż powrotna” mi się kojarzy bardzo jednoznacznie i mam problemy z przyjęciem do wiadomości, że tam się wpycha i pogoń, i jakieś problemy, i wyzwania, i nie wiadomo co. Mam wrażenie, że gdyby te 12 kroków miało inne nazwy, to autentycznie byłoby mi je łatwiej zrozumieć. Denerwuje mnie, że się na takiej rzeczy kompletnie wykładam. Ogólnie podróż bohatera to tylko podpowiedź co do struktury i motywów w opowieści. Ważna jest umiejętność żonglowania, przestawiania i dostosowywania sobie tych elementów. Tylko że ja tak za bardzo nie umiem, ja jestem fanką jasnych, precyzyjnych instrukcji… a z drugiej strony jak się ich trzyma za mocno, to historia wychodzi zbyt sztampowo… a z trzeciej to ja ogólnie idę na żywioł i robię po swojemu. No nie mogę się w tym odnaleźć.

Choć pewnie jakby wziąć jakieś moje opowiadanie i spróbować je rozpisać na podróż bohatera, to pewnie nawet by się udało i okazało, że jakoś tam podświadomie w miarę trzymam się logicznej struktury. Niestety nie chce mi się takiego eksperymentu przeprowadzać, jakby komuś z was się nudziło, to wiecie co robić. XD

Produktywny październik?

W sumie w październiku wprowadziłam poprawki redakcyjne do dwóch opowiadań, które wyruszyły do kolejnego etapu publikacji i mam nadzieję, że już więcej do mnie nie wrócą. ; ) Poza tym wzięłam udział w jednym pisarskim spotkaniu, a także stworzyłam jeden bardzo króciutki tekst-niespodziankę. Jak dobrze pójdzie, to się jeszcze w tym roku dowiecie, o co chodzi.

Nie ruszyłam żadnego z 4 rozgrzebanych opowiadań, ale za chwilę startuje NaNoWriMo, także nie będę już miała wyboru i będę musiała stać się bardzo produktywna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: