Piszę

Zimna jesień (Z notatek pisarzyny 09.2022)

Przysięgam, że byłam chora przez aż trzy tygodnie. Nawet testy covidowe sobie zrobiłam, ale wyszły negatywne, więc chyba jednak tylko przeziębienie… ale pogoda z jakiegoś powodu przeskoczyła prosto z upalnego sierpnia do szarego listopada, gubiąc po drodze trochę przyjemniejszą, złotą polską jesień. A ja jestem zmarźluch, także mi to zaszkodziło. W związku z tym prawie nic nie napisałam, bo byłam zbyt zajęta utrzymaniem przytomności i skupienia potrzebnych do pracy zawodowej pomiędzy jedną godzinną drzemką a drugą. I prawie cały czas siedziałam pod kocykiem, bo zimno.

Na szczęście na ostatniej prostej wrześniowe pisanie uratowała moja warszawska grupa pisarska. Tradycyjnie przy karafce prosecco i w dobrym towarzystwie udało mi się wyklepać ponad 1000 słów. Co prawda nie tego projektu, który jest w tej chwili najważniejszy, co prawda nie tego opowiadania, które chciałabym dokończyć, i co prawda nie redakcji, którą muszę niedługo oddać, ale dalej jest to 1129 słów. Należą one do bardzo prostego i krótkiego (zwłaszcza jak na moje zwyczaje) opowiadanka, które mogłabym w sumie machnąć w jakiś tydzień, gdybym tylko była się w stanie do tego zmusić… ale z drugiej strony wróciłam do zdrowia, więc mam zdecydowanie więcej energii – część z niej trzeba w październiku koniecznie zainwestować w pisanie. Na drodze stoi mi już tylko kompletny brak organizacji.

Nie będę tym razem narzekać i mówić, że był to miesiąc zmarnowany, nie tylko ze względu na te 1000 słów, ale też dlatego, że “za kulisami” dwa moje teksty przechodzą ostateczną obróbkę przed publikacją. Tak, “Wspomnienia” oraz “Solanum lunares” zmierzają w waszym kierunku! Zwłaszcza “Wspomnienia”, ponieważ premiera antologii “Niewidoczne” będzie miała miejsce już za miesiąc z kawałkiem, na krakowskim konwencie Imladris. Jak zawsze dostępny będzie też darmowy ebook. Ktoś z was wybiera się może do Krakowa?

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: