Czytam

Sprawozdanie czytelnicze: “Odcienie szarości. Architekci i polityka w PRL-u”, Błażej Ciarkowski

Sięgnęłam po tę książkę z dwóch powodów – po pierwsze, jak wspominałam w tym podsumowaniu, jestem bardzo do tyłu z lekturami poświęconymi architekturze, więc chciałam coś w końcu nadrobić; po drugie – książka ta ma zaledwie 172 strony, co czyni ją idealną, szybką rozgrzewką na początek nowego roku. Tak, wybrałam ją, bo to jedna z najkrótszych książek na mojej czytelniczej liście. Jakże wielkie jednak było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że jest jeszcze krótsza niż myślałam. W e-booku treść właściwa kończy się na 52 procencie! Reszta to kalendarium wydarzeń, biogramy architektów, bibliografie i różne wykazy. Można by więc powiedzieć, że “Odcienie szarości” to taka wiedza w pigułce na temat architektury w PRL-u… tylko czy rzeczywiście?

Wstęp, przyznam, bardzo mnie zainteresował, co zapowiadał interesującą perspektywę:

Koncepcja opracowania polityczno-architektonicznej historii PRL-u powstała jako wyraz sprzeciwu. Sprzeciwu wobec tych, którzy uważają, że “władza kupowała architektów”. Że niełatwe wybory poszczególnych jednostek w powojennej rzeczywistości da się zamknąć w jednym obraźliwym słowie “komuch” […]. Jerzy Nowosielski stwierdził, że w tych niełatwych czasach “nikt nie miał czystych rąk”. Czy słowa wybitnego malarza, jakkolwiek kontrowersyjne, są dalekie od prawdziwego obrazu epoki? Jest on przecież indywidualną sumą ludzkich postaw, decyzji, indywidualnych charakterów i osobowości, a te rzadko kiedy są czarne bądź białe. Chcemy lub nie, poruszamy się wśród odcieni szarości.

Nieprzypadkowo w tytule pojawiają się “architekci”, a nie “architektura”. Odcienie szarości to historia ludzi, jednostek, które uznać można za reprezentatywne dla całego środowiska. Projekty i realizacje, jakkolwiek niezwykle ważne, stanowią jedynie tło dla ich historii.

Spodziewałam się więc, że książka będzie skupiona głównie na ludziach, w interesujący sposób przedstawi sylwetki architektów projektujących w czasach PRL-u. Niestety niczego takiego nie dostałam. Szczerze mówiąc, nie wiem, co zamiast tego dostałam. Na książkę składa się wiele króciutkich rozdzialików, które często sprawiają wrażenie luźnych felietonów czy anegdot, które mogłyby się pojedynczo ukazywać w czasopiśmie o architekturze. Powiedziałabym nawet, że lepiej się je czyta właśnie pojedynczo, a nie ciągiem, bo za mało w nich ciągłości. Mało tu też o samej architekturze, ale na to nie wypada mi narzekać, bo autor sam zaznaczył, że nie jest to jego główny temat. Jednocześnie, jak już wspomniałam, o ludziach jest tu też za mało. Momentami miałam wrażenie, że autor rzuca nazwiskami, jakby z góry zakładał, że czytelnik będzie je znać. Dłuższych wywiadów też tu nie znajdziemy, za to mnóstwo krótszych wypowiedzi.

Paradoksalnie, choć początkowo szukałam krótszej książki, żałuję, że “Odcienie szarości” nie są dłuższe. Owszem, autor przedstawia w sposób ogólny klimat panujący w Polsce w latach 1944–1989 i jak wpływał on na działalność architektów, ale żadnego tematu nie rozbudowuje, nie omawia szerzej, niczego nie analizuje. Nie zagłębia się ani w politykę, ani w gospodarkę, ani w życiorysy, ani w architekturę itd. Wszystkiego jest tu po trochu, ale niewystarczająco.

Przyznam, że po prostu niewiele mi w głowie zostało po lekturze. Zabrakło mi tu interesującej, wciągającej narracji, choć parę rozdziałów naprawdę mnie zainteresowało (ilekroć wspomniano Bielany ; ) ). Tak jak powiedziałam, to bardziej zbiór felietonów skrzyżowany z mini-encyklopedią o bardzo wąskim temacie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: