Czytam

Sprawozdanie z lektury: antologia „Cyberpunk girls”

Antologia „Cyberpunk girls” to siedem opowiadań napisanych przez sześć autorek. Trochę to zawiłe, więc pozwólcie, że wam wytłumaczę: po dwa opowiadania przypadają na Martynę Raduchowską oraz Jagnę Rolską, po jednym na Magdalenę Kucenty i Agatę Suchocką, ostatnie zaś zostało napisane wspólnie przez Krystynę Chodorowską oraz Gabrielę Panikę.

Opowiadania

Antologię otwiera „Heartbyte” Martyny Raduchowskiej. Główna bohaterka Keira padła ofiarą podstępu – przeszczepiono jej zhakowane serce, które przestanie bić, jeśli nie zapłaci na czas abonamentu. Znajdująca się już i tak w trudnej sytuacji życiowej z powodu pandemii Keira, teraz trafia w prawdziwe bagno – żyje od jednego niekoniecznie legalnego zlecenia do drugiego, próbując na czas zebrać pieniądze… a czasem zastanawiając się, czy lepiej sobie nie odpuścić i po prostu nie umrzeć, zamiast być czyimś niewolnikiem. Świetny pomysł, chyba moje ulubione opowiadanie w zbiorze, choć jestem rozczarowana wątkiem drugiej bohaterki, Zoey, bo myślałam, że będzie nam dane zobaczyć jakąś wypasioną akcję z jej udziałem.

Trochę nie wiem, jak mam się odnieść do użycia pandemii COVID-19 w tym tekście. Z jednej strony lubię, gdy dzieła fikcyjne w jakiś sposób nawiązują do rzeczywistych wydarzeń. Z drugiej – wystarczy mi, że w kółko czytam o wirusie w wiadomościach. Jakoś mnie to po prostu przygnębia i wolałabym, by czytane przeze mnie książki niekoniecznie przypominały mi akurat o tym elemencie naszej smutnej rzeczywistości.

„Dziewczynę, której nie było” Magdaleny Kucenty chciałabym przede wszystkim pochwalić za ukazanie relacji głównych bohaterów – to bardzo urocza, nastoletnia i niewinna pierwsza miłość. Ciekawy jest też świat, w którym tajemnicze istoty zwane technobogami za pomocą kurierów przekazują ludziom dziwne przekazy, które… no właśnie, co? Główna bohaterka Tyana, która pracuje jako kurierka dla technobogów, podejmuje ryzyko i postanawia spróbować odkryć, co tak naprawdę dzieje się w jej mieście.

Pomysł świetny, niestety autorka nie zaoferowała czytelnikowi satysfakcjonującego zakończenia, pozostawiając je otwartym. Podobnie dzieje się z zagrożeniem wiszącym nad dzielnicą, w której mieszkają bohaterowie – nie dość, że nawiązuje ono do Kota Schrödingera (a chciałam powiedzieć, że domagam się prawnego zakazu powoływania się na Kota Schrödingera w jakichkolwiek tekstach kultury. Dyspensę otrzymuje ode mnie wyłącznie serial „Dark”), to jeszcze ostatecznie niczemu nie służy. Trochę szkoda, że zabrakło w tym tekście zdecydowania, bo naprawdę zainteresowały mnie sekrety technobogów i ich analogowych wiadomości.

Z kolei opowiadania „Dotknąć ciemności” od duetu Krystyna Chodorowska oraz Gabriela Panika kompletnie nie rozumiem. Wygląda ono jak szkic powieści. Ma zdecydowanie za dużo wątków i jeszcze więcej postaci. Dostajemy więc wojnę z kosmitami, porwania dzieci oraz podejrzaną soreniczkę (telepatkę) pracującą dla policji. Długo nie wiedziałam, na czym powinnam się skupić i co tu jest najważniejsze. Dalej w sumie też nie wiem, kto był głównym bohaterem (Może nikt? Było ich kilku?) ani nie jestem przekonana, czy wątek porywanych dzieci został zamknięty. Scena finałowa jest już w ogóle à propos niczego. To opowiadanie należało albo rozdzielić na trzy oddzielne teksty, albo już zrobić z tego porządną, rozbudowaną powieść. A tak dostajemy chaotyczny twór leżący wpół drogi.

Przede wszystkim jednak, „Dotknąć ciemności” w ogóle nie jest cyberpunkowe. Niby są jakieś znajome elementy, ale nie ma nawet grama klimatu. Co jest zresztą większym problemem w przypadku całej książki… O czym więcej za chwilę.

Bardzo wymęczyło mnie „Nitro” Agaty Suchockiej. Może dlatego, że zawiera scenę, w której bohaterka doznaje orgazmu w trakcie badania ginekologicznego mechaniczną ręką. Cytując Lindsay Ellis: „Thanks! I hate it!”. W ogóle mam wrażenie, że coś poszło bardzo nie tak z tonem tego tekstu, bo po przemyśleniu wydaje mi się, że on miał głównie skupiać się na rozterkach głównej bohaterki, jej uczuciach, ambicjach oraz trudnych przeżyciach. Tylko że kompletnie nie rozumiem, czemu Rubble podejmuje takie, a nie inne decyzje. W trakcie lektury głównie też myślałam o tym, że w „Battle Angel Alicie” były świetne futurystyczne wyścigi i nie mogę się doczekać ponownego czytania serii… Bo wyścig motocyklowy w „Nitro” zostaje przedstawiony bardzo nijak.

O „Spandau” Jagny Rolskiej oraz „Mindblow” Martyny Raduchowskiej nie mam za bardzo nic do powiedzenia – są okej. To pierwsze ma z jakiegoś powodu głównego bohatera mężczyznę, co chyba trochę nie pasuje do założeń antologii? Poza tym ma mocno przewidywalny twist. To drugie jest bardzo krótkie, więc jeśli ktoś tęskni za opowieściami na zaledwie parę stron, to taką jedną tu dostanie. Z kolei „Amber” Rolskiej daje mi flash backi do „SeeIT”. Niby opowiadanie jest lepsze od powieści, ale dalej ma olbrzymi info dump na temat świata, którego nie lubię, i czytało mi się je po prostu źle. Wszechobecny w tym świecie szowinizm straszne mnie męczy. I uważam, że to bardziej postapo/dystopia niż cyberpunk.

Jaka jest zawartość cyberpunka w cyberpunku?

Największym grzechem antologii jest jej mocno powierzchowna gatunkowość. Zdaję sobie sprawę, że cyberpunk tak w sumie to umarł niedługo po tym, jak się narodził, ale jestem przekonana, że można z niego jeszcze coś wycisnąć – coś więcej niż wspomniane zdawkowo wszczepy i modyfikacje ciał. 

Zwyczajnie zabrakło mi ciekawych pomysłów. Przez co nie mam na myśli, że fabuły są złe, tylko że są dosyć proste jak na możliwości gatunku. Zwyczajnie nie wykorzystują one potencjału zaprezentowanych technologii, nie próbują stworzyć czegoś wyjątkowego, nowego, świeżego. Nikt nie pokusił się o nawiązanie choćby do motywu korporacji czy sztucznej inteligencji. Ostatecznie moim zdaniem najlepiej z zadaniem poradziły sobie „Heartbyte” i „Dziewczyna, której nie było”. Poza tym obawiam się, że za miesiąc nie będę w stanie sobie przypomnieć, o czym w ogóle te opowiadania były – właśnie dlatego, że nie sięgają one poza najprostsze elementy cyberpunkowej stylistyki.

Może winą za to należy obarczyć terminy – książka miała się ukazać przy okazji premiery wiadomej gry (po raz kolejny zresztą przesuniętej), a odświeżenie cyberpunkowej formuły to nie jest łatwa ani szybka robota.

Parę słów na zakończenie

Na koniec chciałam powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze – okładka projektu Tomasza Majewskiego jest absolutnie przepiękna. Postać, kolory, dziwaczny font tytułu, wszystko to mnie zachwyca.

Po drugie – dla tych z was, którzy nie wiedzą, sama napisałam parę około cyberpunkowych opowiadań, rozumiem więc, jeśli moja opinia na temat antologii może zostać uznana za niekoniecznie obiektywną. Nie, żeby ten blog w ogóle próbował być obiektywny, ale jeśli wam to przeszkadza, okej, nic z tym zrobić nie mogę.

Podsumowując

„Cyberpunk girls” jest antologią ani dobrą, ani złą. Parę opowiadań mi się podobało, parę nie. Pojawiło się trochę ciekawych pomysłów, ale niekoniecznie zostały przedstawione w odkrywczy sposób. W sumie – średniak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: