Czytam

Sprawozdanie czytelnicze: „Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą świat skrojony pod mężczyzn”, Caroline Criado Perez

Czemuż kobieta nie może być trochę bardziej jak mężczyzna?

Napisanie tego sprawozdania z lektury zajęło mi zdecydowanie za długo – książkę skończyłam czytać 17 października, po czym zrobiłam sobie trochę wstępnych notatek i miałam już-już skończyć wpis na bloga, gdy parę dni później podróbka Trybunału Konstytucyjnego wypowiedziała się w kwestii aborcji. W związku z tym ciężko było mi myśleć o tej książce w oderwaniu od kontekstu bieżących wydarzeń. Jakby nie wystarczało, że Criado Perez ledwo rok temu przewidziała że w razie kolejnej dużej pandemii to kobiety oberwą najbardziej – i oto jej przewidywania się sprawdzają. Poczynając na zmniejszeniu aktywności naukowej kobiet, poprzez większe ryzyko zakażenia w związku z wykonywaniem różnych zawodów opiekuńczych oraz niedostosowanym do kobiecych wymiarów sprzętem, kończąc na wzroście przemocy domowej. I choć sama książka kwestii praw reprodukcyjnych – co trochę dziwne – szczególnie nie porusza, to Criado Perez opisuje mechanizmy, które prowadzą do codziennej dyskryminacji kobiet na wszelkich możliwych polach.

Poniżej przedstawiam wam parę kluczowych haseł, na których opiera się ta publikacja.

Luka w danych

Caroline Criado Perez na potrzeby „Niewidzialnych kobiet” zebrała olbrzymie ilości danych, przejrzała setki badań. Głównym jednak tematem jej książki są te dane, których nie ma. Luka w informacjach, brakujące badania, niesprawdzone domysły. Criado Perez przede wszystkim stara się pokazać czytelnikom, jak mało wciąż wiemy o otaczającym nas świecie. Przede wszystkim zaś – o kobietach. Ich potrzebach, chorobach, możliwościach, a nawet sposobie poruszania się po mieście.

Przy czym zauważa, że różnego rodzaju utrudnienia i dyskryminacje, z którymi spotykają się kobiety, niekoniecznie wynikają ze złośliwości (wysoko postawionych) mężczyzn czy władz. Często biorą się one właśnie z niewiedzy lub braku odpowiednich dla drugiej płci doświadczeń. Niektórym zwyczajnie nie przyszło nigdy do głowy, że ktoś może żyć innym rytmem, potrzebować innych rzeczy. Ba, nie przyszło im nawet do głowy, że można o pewne rzeczy zapytać.

Doskonałym przykładem są ekologiczne kuchenki rozdawane kobietom w krajach rozwijających się. Gotowanie na nich było w teorii zdrowsze i szybsze, wydzielały też mniej toksycznych substancji. W praktyce kobiety szybko porzucały je na rzecz tradycyjnych, choć mniej zdrowych palenisk. Stało się tak, ponieważ nikt nie wpadł na to, by sprawdzić, czy nowe piecyki rzeczywiście zaspokajały potrzeby tych kobiet, np. czy umożliwiały jednoczesne pilnowanie dzieci, czy nie wydłużały czasu gotowania, czy ich naprawa była łatwo dostępna, czy było je stać na ich utrzymanie itd. Kuchenki, choć nowoczesne i ekologiczne, wydłużały dodatkowo i tak już piętnastogodzinny dzień pracy tych kobiet.

Neutralne, czyli męskie

Oddzielnym problemem są przedmioty i rozwiązania projektowane z myślą o „neutralnym płciowo” człowieku. W teorii powinny być więc to rozwiązania pasujące pod wszystkich, w praktyce jednak oparte są na mężczyźnie uśrednionego wzrostu i wagi. To sprawia, że pasy i fotele w samochodach przy wypadku lepiej chronią mężczyzn. A coraz większe telefony komórkowe są dostosowane lepiej do męskiej dłoni. Kobiety w służbach narzekają, że buty nie pasują na ich stopy, a długość kroku maszerującego wojska częściej powoduje u nich urazy bioder.

Z tej samej fałszywej neutralności wynikają problemy w medycynie. U kobiet częściej zbyt późno diagnozuje się zawał serca, bo nie wykazują typowych (czyli ustalonych na męskich pacjentach) objawów. A dziewczynki i kobiety z autyzmem są znacznie rzadziej diagnozowane, bo nie spełniają typowych (czyli ustalonych na małych, autystycznych chłopcach) objawów.

Żyjemy w patriarchalnej kulturze, w której męskie = neutralne, a kobiece zawsze oznacza inne – mniej ważne, mniej godne uwagi, gorsze. Dlatego mówimy o piłce nożnej (niby ogólnej, a jednak męskiej) i kobiecej piłce nożnej, dlatego istnieje literatura i literatura kobieca. Dlatego ostatnio na polskim poletku fantastyki mieliśmy nimi-aferę z antologią „najlepszego polskiego cyberpunka”, w której autorami są wyłącznie mężczyźni oraz antologią „kobiecego cyberpunka”. Dwa wydawnictwa, które te książki wydały, wpisały się (oczywiście nie celowo, lecz pod wpływem naszej kultury) w narrację o tym, że cyberpunk tak ogółem, ten neutralny cyberpunk to męski cyberpunk. A ten kobiecy jest jakiś inny cyberpunk, nie neutralny i dla wszystkich.

Nieodpłatna praca opiekuńcza

Ciężko nie odnieść wrażenia, że kobietom byłoby dużo łatwiej, gdyby stwierdziły, że pierdolą, i przestały wykonywać nieodpłatną pracę opiekuńczą. Gdyby przestały zajmować się dziećmi, mężami, chorymi rodzicami i innymi starszymi członkami rodziny, przestały robić zakupy dla całej rodziny, gotować, zajmować się zwierzętami i wozić innych po lekarzach.

Oczywiście Criado Perez tego nie postuluje, to wyłącznie moje przemyślenia. Autorka chce, by nieodpłatna praca opiekuńcza, jaką w przeważającej większości wykonują kobiety i która stanowi podstawę funkcjonowania naszego świata, była należycie doceniana oraz zauważana. By dla matek i opiekunek przygotowano więcej ułatwień, udzielano wsparcia, wsłuchiwano się w ich potrzeby oraz postulaty. 

Jest to oczywiście właściwy kierunek, bo pora zauważyć, że nieodpłatna praca opiekuńcza wykonywana przez kobiety leży u podstaw gospodarki i funkcjonowania społeczeństwa. Mi jednak ciężko odrzucić cynizm i mam ochotę zasugerować, że skoro nikt tej pracy nie docenia, to pora ją rzucić w cholerę. Z jednej strony nie pochwalam bowiem betonowania systemu tradycyjnych ról płciowych, z drugiej zdaję sobie sprawę, że wciąż dla większości kobiet opieka nad słabszymi wynika z miłości i dobroci serca…

Przesadny optymizm

Osobiście odnoszę wrażenie, że autorka wykazuje zdecydowanie zbyt duży optymizm co do siły danych. Gdyby wystarczyło ludziom przedstawić zebrane i opracowane dane, by zmienili zdanie, nie mieliśmy antyszczepionkowców i płaskoziemców. Owszem, czasem po prostu tak bywa, że trzydziestoletni mężczyzna singiel jeżdżący do pracy samochodem nie zdaje sobie sprawy z potrzeb komunikacyjnych matki z dzieckiem w wózku, ale też nie zawsze wytłumaczenie tych potrzeb przełoży się na zrozumienie i realną zmianę. Niektórym po prostu albo kompletnie nie zależy, albo wręcz pasuje im, że inni mają gorzej.

Tym bardziej nie jestem w stanie uwierzyć w łatwe usunięcie powiązania „męskie = neutralne”. Z tego prostego powodu, że wynika ono z przekonania, iż inne jest zawsze gorsze. Kobieta jest fizycznie słabsza? Nie jest więc zwyczajnie inna, a gorsza. Kobiety miesiączkują? Nie są po prostu inne, są przez to gorsze, kto więc poważnie badałby endometriozę? Typowo kobiece zainteresowania nie są inne, lecz gorsze. Wykonywane przez nie prace tak samo. I tak dalej. Gorsi nie zasługują na ułatwienia, tylko na wzruszenie ramionami. Bo skoro kobieta chce być lepiej traktowana, to czemu nie jest bardziej jak mężczyzna?

Nie znaczy to, że nie doceniam ogromu pracy, jaki Criado Perez włożyła w przeanalizowanie istniejący oraz brakujących danych. Nie mówię też, że nie potrzebujemy rozszerzać naszej wiedzy o różnych potrzebach różnych płci i dostosowywać do nich naszego świata. Myślę jednak, że by osiągnąć rzeczywistą zmianę sytuacji wielu kobiet potrzeba trochę więcej niż dane. Na przykład głębokiego przebudowania naszej patriarchalnej kultury i sposobu myślenia o płciach, by w ogóle ktoś się tymi danymi przejął. Uważam, że Criado Perez, choć ten problem dostrzega, to poświęca mu za mało miejsca.

Czego mi zabrakło?

Warto też zauważyć, że autorka nie wspomina o osobach niebinarnych oraz transpłciowych, co zapewne wynika z tego, że mocno skupia się na tradycyjnie pojmowanych rolach płciowych. I jakkolwiek przyjmując takie uśrednienia jej uwagi są słuszne, to mimo wszystko zabrakło mi, by choć trochę miejsca poświęcić na wyjątkowe potrzeby także tych mniejszych grup, co do których również istnieje luka w danych i również spotykają się z różnymi formami dyskryminacji.

Momentami szkoda mi też było, że Perez nie rozwinęła niektórych stwierdzeń. Książka ma masę przypisów i gdybym naprawdę chciała o czymś doczytać, zawsze mogłabym odnaleźć wskazane badanie/artykuł. Wolałabym jednak, by sama książka szerzej omówiła parę zagadnień.

Wydanie od Karakteru

Wydawnictwo Karakter jak zawsze nie zawodzi. „Niewidzialne kobiety” to piękna książka – poczynając od wytrzymałej okładki utrzymanej w silnych, niebiesko-czerwono-białych kolorach, poprzez przyjemny w dotyku papier, na dużej ilości światła na stronie i szerokich marginesach kończąc. Jako że na co dzień czytam więcej ebooków, które wizualnie z oczywistych powodów nie zachwycają, od razu zauważyłam, że sposób wydania tej książki bardzo mocno wpływa na mój komfort czytania. W ogóle nie czułam w trakcie lektury zmęczenia.

Podsumowując

„Niewidzialne kobiety” to niewątpliwie godna uwagi lektura, wskazująca na wyraźne braki w naszej wiedzy na temat płci, proponująca też konkretne rozwiązania dla niektórych problemów, najczęściej poprzez zebranie danych – czy to przeprowadzenie badań, czy to rozmowy z wykluczanymi grupami. Na podstawie licznych przykładów autorka udowadnia, jak dużo mamy jeszcze do zrobienia w kwestii równouprawnienia. Podkreśla też znaczenie i wartość kobiecej pracy, która często jest ignorowana.

Jednocześnie zabrakło mi odniesienia do niebinarności czy transpłciowości, a także kwestii praw reprodukcyjnych. Aczkolwiek autorka i tak poruszyła szerokie spektrum zagadnień: od niewydajnej komunikacji miejskiej i dizajnu przedmiotów codziennego użytku, poprzez dyskryminację w pracy oraz u lekarza, po skutki klęsk żywiołowych i wojen. Na pewno warto się z tą pozycją zapoznać.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: