Tęczowe i fantastyczne
Czytam

Sprawozdanie czytelnicze: antologia „Tęczowe i fantastyczne”

Skończyłam! Ponad 800 stron, 44 opowiadania i eseje, 40 grafik i ilustracji… Spokojnie, brzmi strasznie, ale tak naprawdę czyta się szybko. Zwłaszcza że niektóre opowiadania są dosyć krótkie, więc jeśli danego dnia planowałam przeczytać tylko jedno, to z rozpędu czytałam trzy. Po prostu inne rzeczy mnie rozpraszały i miałam dłuższe przerwy w lekturze. Kiedy jednak skończyłam męczyć „Baśń o wężowym sercu”, mogłam w końcu w całości oddać się „Tęczowym i fantastycznym”.

Antologię można pobrać za darmo w formacie Mobi, ePub i PDF ze strony Krakowskiej Sieci Fantastyki.

Dwa słowa wstępu

Zanim przejdziemy do tekstu właściwego, mam dwa ogłoszenia. Po pierwsze: z antologiami robię tak, że wybieram z nich tylko kilka tekstów, które mi się najbardziej podobały i je omawiam. Czemu tak? Bo kiedyś próbowałam wypowiedzieć się na temat każdego opowiadania i taka forma po prostu się nie sprawdzała – była męcząca zarówno dla mnie, jak i dla czytelników. Umożliwia to też niezdradzenie zbyt wiele. To, że mi się podobały akurat te teksty nie oznacza, że wam do gustu nie przypadną inne. Które? A to już będziecie musieli sięgnąć po całość.

Po drugie: jestem autorką jednego z opowiadań w tej antologii. Ostrzegam o tym z góry, gdyż zdaję sobie sprawę, iż dla wielu osób czyni mnie to niegodną zaufania co do oceny książki oraz nieobiektywną (choć sama przed chwilą przyznałam, że to będzie czysto subiektywny przegląd, więc niczego innego nie powinniście się spodziewać). Rozumiem, jeśli jest to dla was problemem, nie pogniewam się, jeśli w tym momencie przestaniecie czytać. Do zobaczenia przy innej okazji!

Różnorodność formy

Antologia jest nietypowa pod tym względem, że nie składa się wyłącznie z opowiadań. Otwiera ją ostrzeżenie o zawartości, rzecz w Polsce chyba jeszcze niezbyt popularna – jest to spis kwestii uznanych przez osoby autorskie lub redakcję za problematyczne, trudne lub nieprzyjemne dla konkretnego czytelnika. Jeśli więc ktoś nie chce czytać tekstu, w którym np. postaci umierają, pojawia się określony tym przemocy czy erotyka, to może łatwo takich treści uniknąć. Jednak przynajmniej w moim odbiorze antologia jest „stosunkowo lekka”. Nie żeby w ogóle nie było w niej przykrych rzeczy, ale paskudnego torture porn czy ogólnie przesady w obrzydliwościach tu nie doświadczymy.

Następnie przechodzimy do esejów: wypowiadałam się już o nich jakiś czas temu na Facebooku, pozwolę więc sobie tylko przypomnieć, co wówczas napisałam: „niektóre z tych tekstów są osobiste, inne bardziej skupiają się na roli literatury. Wszystkie jednak stanowią doskonały wstęp do części z opowiadaniami, ponieważ pomagają zrozumieć, czemu różnorodność i reprezentacja są ważne. A przede wszystkim – czemu fantastyka idealnie się do tego nadaje. Umieszczenie ich na początku zbioru było świetnym pomysłem. Jeden z tekstów ma szczególnie interesującą formę – „Projekt Nemesteme Iwo Stępniaka to coś na kształt podstawy do role-playa albo zarysu fabuły do opowiadania. Opisy magów żywiołów z krainy Nemesteme przeplatają się ze świadectwami prawdziwych transpłciowych i niebinarnych osób. Z chęcią przeczytałabym jakieś opowiadanie napisane na podstawie tego wstępu, relacje między postaciami zapowiadają się napięte i interesujące. Aż żal, że nie jest to tekst fabularny”.

Opowiadaniom towarzyszą ilustracje oraz grafiki. Niektóre z nich nawiązują bezpośrednio do tekstów, inne to po prostu twórczość queerowych artystów lub o takiej tematyce. Ilustracje zostały wydane w oddzielnym e-booku, dla wygody oglądania. Reprezentują wszelkiego rodzaju style i techniki, niektóre są abstrakcyjne, inne – realistyczne albo w mangowych klimatach. Ciężko mi się o nich merytorycznie wypowiedzieć, bo brakuje mi słownictwa dotyczącego technik i umiejętności oceny wykraczającej poza moje własne odczucie estetyki. Dlatego tylko ogólnie chciałabym polecić waszej uwadze prace choćby tych artystów: Natalia Stolarska, Sebastian Sapielak czy Ewan Mrozek.

Natomiast osobiście na pierwszym miejscu jest dla mnie ilustracja autorstwa Nat Ślazyk do opowiadania „Sawa”. Perspektywa widoku z góry, przepiękne kolory, detale syreniego ogona – to wszystko składa się na obraz, który spokojnie mogłabym sobie powiesić na ścianie i podziwiać. Z kolei ilustracja Jacka Szabińskiego doskonale oddaje klimat opowiadania „Cierpki zapach kosmosu”. Narysowana specyficznym stylem, z mocnymi kolorami, doskonale oddaje zarówno pustkę kosmosu, jak i relację między bohaterkami.

Strasznie podoba mi się też ilustracja HopMellow do opowiadania mojego autorstwa. Zdaję sobie sprawę, że jest ona narysowana w bardzo charakterystycznym stylu, ale rzadko mam okazję podziwiać fanarty do mojej twórczości, a wyobrażenie bohaterów jest absolutnie urocze.

Do antologii trafił także jeden komiks, jedna bardzo nietypowa forma poetycka, a także scenariusz.

Cyd Petruczenko, ilustracja do opowiadania Justyny Kulisy „Płomień twojego serca”

Subiektywny wybór opowiadań

Opowiadania ułożone są w takiej kolejności, w jakieś pojawiają się w antologii:

W „Mojej siostrze” Krystyny Chodorowskiej przedstawione są wydarzenia z dwóch światów. Jeden z nich nawiązuje do parady równości w Belgradzie, ale też od razu kojarzy się z podobnymi wydarzeniami w Białymstoku. Drugi zabiera nas w przeszłość, do średniowiecznej Dalmacji. Oba te światy łączy… miłość i prawo do niej. Przy czym trudno się nad nim nie zadumać, że przeszłość wcale nie musiała być tak „ciemna” jak nam się wydaje, a współczesność taka wspaniała… Opowiadanie jest bardzo dobrze napisane i klimatyczne, autorka świetnie poradziła sobie z przedstawieniem uczuć bohaterek, a także procesu odkrywania swojej seksualności. Ale Chodorowska przywyczaiła mnie już do wysokiego poziomu twórczości.

Z kolei „Smocze dziecko” Artura Nawrota to opowiadanie po prostu ekstremalnie urocze. O byciu odrzuconym i o byciu zaakceptowanym. Przywołało uśmiech na mą twarz.

„Częściowe zaćmienie księżyca” Michała Ochnika nie jest typową opowieścią o wilkołaku. Bohaterowie tworzą swoją własną mitologię dotyczącą tych istot, wychodząc poza czas, przestrzeń i formę. Tekst świetne pokazuje, że słowa kształtują rzeczywistość, więc jeśli odpowiednio się ich używa, można wyrwać się ze zniewolenia cudzego postrzegania i być tym, kim chce się być.

Do moich faworytów w zbiorku należą „Siostry” Miry Bór – cudowna opowieść o odkrywaniu na nowo dawno zmarłego członka rodziny i przywracaniu wymazanej tożsamości osobie transpłciowej. To historia o rodzinnych tajemnicach i milczeniu, odwadze i bezsensownej przemocy. Autorka świetnie oddała klimat codzienności oraz realia PRL-u, gdy pewne rzeczy się ukrywało, bo przynosiły wstyd i powodowały zainteresowanie ze strony władz.

„Obca, która była” Weroniki Mamuny to gorzki, bardzo osobisty, pełen trudnych emocji i złości tekst o różnicach między kobiecością cis a trans – bo ta pierwsza jest dana, a drugą trzeba sobie samemu wywalczyć, wyszarpać, a to tworzy inną perspektywę. Warto przeczytać ten tekst głównie po to, by trochę lepiej zrozumieć niuanse transpłciowej drogi życia.

Spodobał mi się też „Nowicjat” Mateusza Tokarskiego. Główny bohater to chłopiec (?), który chciał być wiedźmą. Ale że był płci męskiej, to czuł, że nie miał do tego prawa. Zamiast tego starał się być towarzyszem i pomocnikiem wiedźm. W opowiadaniu subtelnie przedstawiona zostaje toksyczna męskość i narzucanie heteronormy, które znacząco wpływają na kształtowanie się światopoglądu dziecka. Łamanie płciowych stereotypów odbywa się także w nawiązaniu do Potrójnej Bogini, co mnie ucieszyło – bo choć wiem, że to z definicji ma być kobiecy symbol i dla wielu kobiet jest bardzo istotny, to w wicca i pokrewnych nurtach najbardziej irytuje mnie właśnie silny podział na płcie we wszystkim. Z tego względu ciągle pozostaję bardzo niezaangażowaną wiedźmą.

„Cierpki zapach kosmosu” Ginny Nawrockich świetnie oddaje w narracji ciszę i spokój kosmicznej pustki, klimat opustoszałego statku i wielkiej, niezbadanej przestrzeni. Zwłaszcza że to wszystko doskonale rezonuje z ciszą pomiędzy bohaterkami, które nie wiedzą, jak sobie pewne rzeczy powiedzieć, co niepotrzebnie buduje między nimi napięcia. Nawet zamiast wielkiej katastrofy statku kosmicznego z wybuchami i pożarami, mamy powolne rozsypywanie się kolejnych elementów, stopniową śmierć rozpadającego się statku. To więc bardzo łagodny w nastroju tekst, ale z emocjami kłębiącymi się pod powierzchnią. Warto też zwrócić uwagę, że postaci wprost mówią o swojej identyfikacji psychoseksualnej, gdy w większości tekstów pozostaje to jednak w domyśle.

Na koniec (zarówno antologii, jak i tego zestawienia) parę słów o „Kwiatach w mroku” Pawła Wójcika. To coś zdecydowanie dla mnie, czyli klimaty okołocyberpunkowe. Akcja dzieje się w metropolii wybudowanej na ruinach dawnego miasta, zniszczonego w trakcie Upadku. To świat pełen niebezpiecznego nanoskażenia, pustkowi i radiacji, biomodyfikujących lekarstw oraz wszczepów wspomagających. Najemnik dostaje zadanie odnalezienia zaginionego dziecka arystokraty z Czystego Biologicznie Rodu. Dziecka, które postanowiło zaryzykować własne życie, by uwolnić się od niesprawiedliwych i okrutnych praw oraz nakazów, związanych z jego urodzeniem. Opowiadanie to wygląda jak fragment większego cyklu – nie obraziłabym się, gdyby autor napisał coś jeszcze osadzonego w tym świecie.

Co z resztą?

Tak jak wspomniałam wyżej, nie zamierzam pisać o wszystkim, ale w ramach podsumowań próbowałam podawać różne przykłady konkretnych tytułów. Fakt, iż nie wymieniłam któregoś z opowiadań, nie znaczy jeszcze niczego złego. Po prostu bardzo ciężko jest ogarnąć 44 teksty.

Sporo opowiadań to sympatyczne, ciepłe, urocze feel-good opowieści (np. „Sawa”, „Płomień twojego serca”, „U dentysty”, „Purchlak”), dzięki którym można się uśmiechnąć i odetchnąć. Znajdzie się też trochę opowieści z happy endem. Wiecie, że sama mam serce czarne jak smoła, ale doceniam – a przede wszystkim rozumiem – czemu dobierając teksty do queerowej antologii postanowiono uderzyć w pozytywne tony. Zarówno w kulturze, jak i codzienności, starczy nam cierpienia.

Co jednak dla mnie najważniejsze, w antologii nie znalazło się ani jedno opowiadanie, które by mnie wkurwiło. Owszem, w przypadku niektórych patrzę na tytuły i nie mogę sobie przypomnieć, o czym były. Część z kolei uważam za „meh” albo „po prostu okej”, ale żadne nie spadło poniżej pewnego poziomu i żadne nie spowodowało negatywnych emocji. Była to dla mnie bardzo przyjemna odmiana, bo ostatnio czytuję różne wnerwiające rzeczy. Biorę też pod uwagę, że coś, co dla mnie jest nijakie, dla kogoś innego może być istotne ze względu na reprezentację. Warto pamiętać, że to zestawienie zostało zrobione przez osobę cispłciową i heteroseksualną, co na pewno jakoś wpływało na moje oceny.

Gdybym już się miała czegoś czepiać, to bym powiedziała, że ukrywanie przez większość fabuły płci jednego bohatera/jednej bohaterki w „Królestwie ognia i łez” Anny Szumacher nie ma większego sensu. W końcu czytamy queerową antologię, w związku z czym twist na samym końcu jest zwyczajnie oczywisty. Inaczej co ta historia by tu w ogóle robiła? Językowo nie zachwyciła mnie zaś „Żywia” Agnieszki Szmatoły. Ma strasznie rwaną narrację, przez którą źle mi się czytało i gubiłam się, co się dzieje i gdzie są które postaci. Wymęczyłam się w trakcie lektury.

Rozczarował mnie też „Głos kosa” Julii Fatimy Zagórskiej. A to dlatego, że bardzo mi się to opowiadanie podoba – jest dobrze napisane, polubiłam postaci, fabułę z szukaniem leku na wilkołactwo uważam za interesującą, ale tak bardzo brakuje mi bardziej rozbudowanego zakończenia! Chciałabym, żeby motywacje bohaterów drugoplanowych zostały szerzej przedstawione, żebym rozumiała, co tam się tak naprawdę wydarzyło i czemu dana osoba postąpiła tak a nie inaczej. Samo szczęśliwe zakończenie to było dla mnie w tym przypadku za mało.

Natalia Stolarska, ilustracja do opowiadania „Purchlak” Katarzyny Laby

LGBT, a przy okazji fantastyka

Powiedziałabym, że dla pełnego pojęcia celu tej antologii oraz dopasowania grupy odbiorców kluczowe jest zrozumienie, iż nie zbiera ona ani tekstów, które „są fantastyczne z wątkami queerowymi” ani „fantastycznych autorstwa queerowych autorów”. To są queerowe opowiadania fantastyczne. Oznacza to, że główny ciężar położony jest tu na związki, romanse i przyjaźnie (np. „Listopad bez snów”, „Ogród rozkoszy ziemskich” czy „Ostatni miesiąc jesieni”), na poszukiwanie swojej tożsamości i bycie sobą (np. „Obca, która była”), na reprezentację różnych mniejszościowych grup w poza tym dobrze znanych lokacjach (np. „Za trzy pióra”, „Kopciuszek”). Dlatego jeśli komuś zależy przede wszystkim na czytaniu fantastyki to… może poczuć się zawiedziony. Elementy gatunkowe stanowią często tylko tło, dekoracje dla zupełnie innego typu tematyki. Niewiele tu wyjątkowo rozbudowanych światów czy eksplorowania zaawansowanych technologii.

Choć i takie opowiadania się trafiają – co do pierwszego, to „Morderstwo pod Skrzyżowanymi Kluczami” Zuzanny Śliwy ma cudowny, mroczny nastrój zamglonego Londynu oraz Fae; interesujące uniwersum stworzyła także Olga Niziołek w „Ogrodzie rozkoszy ziemskich”, wspominałam też wyżej dwa opowiadania kreatywnie podchodzące do wilkołactwa. Co do drugiego, to bezczelnie wspomnę własne opowiadanie „Dorastanie w czasach cyborgizacji” czy omówione już „Kwiaty w mroku”. Fizyką i kosmologią bawi się zaś Anna Q w „Mam na imię Nert”. Sporo tekstów sięga też do znanych baśni, bajek (np. „Sawa”, „Płomień twego serca”, „Kopciuszek”) czy realiów historycznych (np. „Czuwanie”, „Siostry”), by opowiedzieć znane historie na nowy, tęczowy sposób. W końcu to rycerza pokonuje smoka i zdobywa rękę księżniczki, a queerowe osoby wracają na karty historii.

Po prostu fantastyka nie jest w ten antologii najważniejsza, jest tylko pretekstem dla tęczowych opowieści. Magiczne literki LGBTQIA stanowią podstawowy klucz do ich odczytywania.

Warto też zauważyć, że nie ma w tej antologii za bardzo erotyki. Jak już się pojawia, to super delikatna. Mi to akurat pasuje – jeśli widzieliście jakieś cztery moje ostatnie wpisy blogowe, to wiecie, że ja już jestem przejedzona w kwestii erotyki. Jeśli jednak liczyliście na coś bardziej pikantnego, to musicie się zadowolić „Głosem kosa”. Poza tym? Niestety, musicie dalej guglować fanfiki do „Supernatural” (choć to w sumie chyba czasy mojej młodości, trochę wypadłam z obiegu i nie wiem, co teraz ludzi kręci… „Doctor Who” zawsze na propsie? Ale nie oglądam, to nawet nie wiem, czy tam się kogoś shipuje).

Podsumowując

Znalazło się w tej antologii parę opowiadań, które szczerze mnie zachwyciły (zwłaszcza „Moja Siostra”, „Siostry” i „Cierpki zapach kosmosu”). Wypatrzyłam kilka wyjątkowo pięknych ilustracji. Doceniam też ambitność tego projektu – różnorodność formy, obecność publicystyki, komiksu, scenariuszy, poezji. Podoba mi się, że w antologii spotykają się autorzy doświadczeni i ci debiutujący. Może nie wszystkie teksty były wybitne, sporo wydało mi się nijakie, ogólnie jednak czytało mi się tę antologię dobrze.

Przede wszystkim jednak – była to przyjemna i satysfakcjonująca lektura, która pozwalała oderwać się od innych, przygnębiających czy wkurzających książek. Antologia jest fantastycznie tęczowa i jeśli szukacie czegoś przede wszystkim w queerowych klimatach, to wam ją polecam.


Antologię można pobrać za darmo w formacie Mobi, ePub i PDF ze strony Krakowskiej Sieci Fantastyki. Dostępny jest też oddzielny PDF z grafikami.

PS. Mam nadzieję, że nie pomyliłam nikomu zaimków, ale jak widzicie gdzieś błędy, to wołajcie.

PS2. Do zdjęć wybrałam ilustracje, które najlepiej wyglądały na czarno-białym czytniku, niestety nie miałam za bardzo możliwości zrobienia ich na kolorowym wyświetlaczu.

komentarze 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: