Hyperion
Czytam

Sprawozdanie czytelnicze: „Hyperion” Dan Simmons

Siódemka pielgrzymów – Ksiądz, Żołnierz, Poeta, Uczony, Templariusz, Detektyw oraz Konsul – wyrusza na odległą planetę Hyperion, by przedstawić swoje prośby Dzierzbie, Władcy Bólu, tajemniczemu i okrutnemu bóstwu. Jednocześnie do inwazji szykują się Wygnańcy, kosmiczny lud, który oddzielił się od reszty ludzkości. Swoje własne plany względem planety ma także Hegemonia…

Od pierwszych stron książka skojarzyła mi się z mangą „Blame!” – ze względu na ciężki klimat futurystycznej, niezrozumiałej technologii i rozbudowanego, pokręconego świata, do którego czytelnik zostaje wrzucony niczym uczący się pływać na głęboką wodę. Aczkolwiek takie wrażenie odniosłam tylko na początku, gdyż z czasem – w przeciwieństwie do „Blame!” – poznajemy coraz więcej szczegółów skomplikowanej historii kolonizowania kolejnych światów. Przy czym zamiast nudnego czy też chronologicznego wykładu otrzymujemy opowieści kilku bohaterów, którzy na pierwszy rzut oka wydają się odlegli od przełomowych wydarzeń historycznych.

Siedem opowieści

W trakcie samej pielgrzymki niewiele się dzieje, bo jest ona tylko pretekstem do opowiedzenia przez każdą z postaci swoich losów i motywów podróży. Każda z nich ma bardzo konkretny powód, dla którego szuka Dzierzby, a większość już kiedyś była na Hyperionie.

Spodobała mi się różnorodność tych historii – pierwsza jest czymś na wzór dziennika antropologa/odkrywcy, który bada ukryte w dżungli, bardzo nietypowe plemię. Kolejna – pełna jest wierszy, bo opowiada ją poeta. Inna z kolei kojarzy się klimatem z filmami noir o prywatnych detektywach, tyle że role są odwrócone i tu mamy panią detektyw wzdychającą do przystojnego męskiego klienta (dobra, przyznaję, trochę mnie to rozbawiło). Trafiają się fragmenty dzienników czy pamiętników i różnią się użytym językiem, tak, by narracja reprezentowała każdego pielgrzyma.

Przedstawione opowieści zaczynają zwykle jako coś bardzo osobistego, jednak im bardziej się rozwijają, tym szerszy obraz nam przedstawiają. Książka bez przerwy mnie zaskakiwała, bo nie spodziewałam się, że romantyczna opowieść o dwójce zakochanych będzie tak naprawdę historią nieudanego powstania, albo że ledwo mówiący robotnik po udarze widział kluczowe momenty zakładania nowej kolonii, a następnie jej ponurego upadku. Albo jaką rolę tak naprawdę odgrywają sztuczne inteligencje. Z rozrzuconych po całej książce drobiazgów i żyć jednostek czytelnik powoli układa sobie w głowie przebieg większej intrygi.

Dla mnie interesujące było zwłaszcza wszystko związane z Dzierzbą. Czy to rzeczywiście bóg? Maszyna? Kosmita? Byt istniejący poza czasem i przestrzenią? Dowiadujemy się o różnych jego działaniach, ale nie motywach czy naturze. Wiemy, że z każdej pielgrzymki tylko jedna osoba przeżywa, a jej prośba zostaje spełniona, ale nie poznajemy żadnej takiej osoby. Pierwszy rozdział, poświęcony tajemniczemu plemieniu Bikurów i ich związkowi z Dzierzbą zwalił mnie z nóg – uwielbiam takie mistyczno-religijne, dziwaczne klimaty.

Ponieważ jest to pierwsza część cyklu, to na koniec wciąż mamy więcej pytań na temat Dzierzby niż odpowiedzi i przyznam, że bardzo mam ochotę czytać dalej, ponieważ wszystkie elementy okołoreligijne zaintrygowały mnie najbardziej.

Książki nieidealne

Z „Hyperionem” mam mniej więcej ten sam problem co z serią o Takeshim Kovacsu. W obu przypadkach zachwyca mnie świat, mitologia, technologia, skomplikowane powiązania między postaciami i zdarzeniami, klimat, niejasności i tajemnice. Odrzucają mnie natomiast… zbędne seksy.

Po tym, jak skończyłam pierwszy rozdział, byłam zachwycona. Myślałam, że trafiłam na wybitną książkę, która od razu wyląduje w czołówce moich ulubionych. Tymczasem rozdział drugi poświęcony jest pułkownikowi Kassadowi. Otóż latami spotykał on w symulacjach tajemniczą kobietę, która co prawda nie odezwała się do niego ani słowem, ale za to za każdym razem się ruchali. I to cały ich związek. No autentycznie mnie to żenuje. I jest niewyobrażalnie nudne – nie wiem, za jakie grzechy Kassadowi dostała się tak mało natchniona historia. Naprawdę nie ma ona tego samego ciężaru co reszta i nie dowiadujemy się z niej wiele ciekawego na temat świata, tak jak z pozostałych. Jestem też bardzo rozczarowana, że na koniec kobiecie nie udaje się użyć jej zębatej waginy (tak, poważnie), bo jej Kassad w ostatniej chwili ucieka. Przynajmniej wydarzyłoby się coś ciekawego!

Ale przyznam, że ogólnie romanse w tej książce mnie nudzą. Może po prostu są mocno nijako napisane? Zwłaszcza że ja jestem w tej kwestii dosyć wymagająca. Niestety jestem beznadziejnym przypadkiem wzrokowca – dajcie mi ładnych, migdalących się aktorów w filmie/serialu i będę się dobrze bawić. Albo poproszę chociaż niedorzeczną dramę rodem z „Grey’s Anatomy”. Za to tekstowe opisy jędrnych piersi, nabrzmiałych penisów ocierających się o brzuchy i tak dalej nie budzą we mnie żadnych pozytywnych emocji. Naprawdę rzadko trafiam w powieściach na coś, co mi się spodoba. Aczkolwiek to jest kwestia mocno subiektywna i może innym to nie przeszkadza. Ja po prostu nie czytam książek takich jak „Hyperion” dla scen erotycznych – interesuje mnie świat przedstawiony i fabuła, seksy są tu po prostu kompletnie niepotrzebne. W razie czego, umiem sobie kupić Harlequina.

Z jakiegoś powodu autor lubi też opisywać kurczące się moszny męskich bohaterów, gdy ci odczuwają strach. Moszna została wspomniana conajmniej trzy razy i to musi być coś charakterystycznego dla tego pisarza, bo naprawdę sobie nie przypominam innej powieści, w której to by się aż tak przewijało… nie mam pytań.

Będę więc musiała zadowolić się książką nieidealną, tak jak w przypadku serii o Takeshim Kovacsu. Bo w „Hyperionie”, poza nudnymi seksami, wszystko mi się podoba.

Podsumowując

Niestety „Hyperion” nie jest zamkniętą całością, jeśli więc chcę poznać zakończenie historii, muszę sięgnąć po „Upadek Hyperiona”, a pewnie też pozostałe tomy. I z jednej strony miałam nie kupować w najbliższym czasie zbyt wielu nowych książek, aaaaale z drugiej… chcę wrócić do tego świata. Chcę poznać tajemnice Dzierzby i Grobowców Czasu, chcę wiedzieć, co planuje Hegemonia, Technojądro i Wygnańcy. Chcę być znowu zaskakiwana kolejnymi szczegółami tego wielkiego, fascynującego, kosmicznego świata.

Także trzeba będzie zapolować na kolejne książki…

komentarzy 5

  • Iwona

    Jest to nieco intrygujące, szczególnie ta moszna 😀
    Wiem, że MAG wznawiał ten cykl kilka razy zmieniając mu szatę graficzną. Ogólnie mam wrażenie, że ludziom się podoba, a jak sprawdziłam to Hyperion jest w takiej serii mistrzów SF po angielsku. Dużo osób czyta Simmonsa jako twórcę ambitnego.
    Dodałam sobie do upolowania, bo nawet mnie zachęciłaś. Po Le Guin niczego się nie boję 😀 Oczywiście ja się też zachwycam pięknymi wydaniami MAGa i trochę żal to tak w ebooku, ale na mojej angielskiej księgarni Endymion jest już niedostępny.

  • Andrzej „Kruk” Appelt

    Chętnie podyskutuję gdy przeczytasz drugi tom 😉
    Tak na szybko. „Hyperion Cantos” intertekstualnością stoi. Niektóre osoby mówią nawet, że cykl jest przeładowany intertekstami.
    Dlatego rzucę tylko kilka przykładów: poematy Keatsa „Hyperion”, a w drugiej dylogii „Endymion”. Pierwszy tom nie przypadkowo przypomina strukturą „Opowieści kanterberyjskie” Chaucera.
    No i wróćmy do SF. Każda z opowieści bazuje bądź na określonym dziele, jak „Umierająca Ziemia” Jacka Vance’a, bądź na którymś z podgatunków SF. Na przykład Opowieść Detektywa to język i świat klasycznego gibsonowskiego cyberpunku, ale też tytuł „Długie pożegnanie” odsyła nas w stronę klasycznego kryminału 😉
    Pierwszy tom to kawałek historii SF od Złotego Wieku, po transhumanistyczną hard science fiction.
    Nie powiem nic więcej bo nie chcę narzucać Ci interpretacji, a drugi tom wnosi wiele ciekawych nowych wątków.

    • Ag

      Tak, zauważyłam poematy 😉 Rozumiem, że opowieść Kassada to ma być space opera/wojny w kosmosie, ale dalej dla mnie jest najsłabsza.
      No niewątpliwie nie da się tego czytać w oderwaniu od następnego tomu. Szkoda, że nie wiedziałam o tym od początku, choć powinnam się domyślić. Po prostu zupełnie nie planowałam teraz czytać tej książki, po prostu myślałam, że może mi się przydać do innego projektu, więc zaczęłam ją czytać.

      • Andrzej „Kruk” Appelt

        Hmm… na temat Kassada chwilowo zamilknę, wiesz drugi tom dylogii 😉
        Tak, ten wątek to trochę taka militarySF, ale bardzo specyficzna. Przeczytaj „Ilion” i „Olimp”. Simmons pisze po swojemu.
        Na razie zostawię Cię z piosenką z klasycznego filmu „Czarnoksiężnik z krainy Oz”… Doszedłem do tego, która to jest, ale zabrało mi to sporo czasu. Złośliwy autor nie nawiązał do „Over the Rainbow ” 😀

        • Ag

          No muszę dopaść ten drugi tom tym bardziej. 😀

          Z klasyką to ja właśnie jestem trochę do tyłu, muszę ponadrabiać różne rzeczy, ale doba za krótka…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: