Triskel. Gwardia
O książkach

Sprawozdanie z lektury: Triskel. Gwardia, Krystyna Chodorowska

Triskel. Gwardia okazał się czymś innym, niż się spodziewałam. Przede wszystkim zaczął się dosyć, hm, brutalnie, choć nie chodzi mi wcale o epatowanie przemocą, a ponure okoliczności, w jakich przychodzi dorastać naszym bohaterom. Żyją w kraju podbitym przez silniejsze mocarstwo, a w trakcie demonstracji policja otwiera do nich ogień, niektórzy giną, a niektórzy trafiają do więzienia… Przyznacie, że ciężkie klimaty jak na powieść o młodych ludziach z supermocami. Nie, żebym narzekała, bo wszystkie fragmenty o skomplikowanych politycznych losach Sidheanii są moimi ulubionymi.

Zaskakująco skomplikowana jest też fabuła. Przede wszystkim skręciła w kierunku, którego zupełnie się nie spodziewałam i nie do końca wiem, co o tym myślę. Chyba dalej jestem trochę przytłoczona liczbą różnych wątków, które jednak są ze sobą powiązane. Świat przedstawiony okazał się wielki oraz skomplikowany, z Imperiami, korporacjami, tajemniczymi mocami i przybyszami z… ciiii, bo spoiler. I nasi bohaterowie nie wiedzą, którym z wielu grup interesu mogą zaufać.

Moim ulubionym elementem w książce jest relacja między Duncanem a Sinead. Kiedy ze sobą rozmawiają, czuć wyraźnie ciężar wszystkich lat, które minęły, odkąd ostatnio się widzieli; wszystkich rzeczy, które się w ich życiach wydarzyły. Wspomnienia z dzieciństwa i wyobrażenia o tym, kim ta druga osoba jest, mieszają się ze skomplikowaną rzeczywistością, kiedy po wielu znów się spotykają. Oboje też dorośli i podążyli innymi ścieżkami, więc porozumienie się nie jest łatwe. Bardzo lubię takie budujące klimat drobiazgi, które sprawiają, że mam wrażenie, jakbym obcowała z prawdziwymi ludźmi, a nie kartonowymi postaciami. Dlatego szkoda mi, że Duncan występuje tylko w pierwszej część powieści (oczywiście nie wątpię, że powróci w następnym tomie), bo kiedy zniknął, a Sinead zajęła się innymi sprawami, zniknął dla mnie jednocześnie jeden z ciekawszych wątków.

Przede wszystkim jednak Triskel strasznie mnie wciągnęło. Wydaje mi się, że potrzebowałam w tej chwili tego typu książki, niekoniecznie „lekkiej”, biorąc pod uwagę wszystkie wątki polityczne, ale jednak troszkę lżejszej i bardziej rozrywkowej od innych moich lektur. Odkładam wiele rzeczy na później, bo mnie ciągnęło, żeby sobie przeczytać szybko rozdział lub dwa. Triskel czyta się po prostu dobrze. 🙂


Tak trochę w ramach off-topu pomarudzę, że nie lubię, gdy książki nie mają oznaczenia tomu na okładce. Tzn. kupując Triskel wiedziałam, że to jest część pierwsza i na stronie tytułowej jest dopisek „Tom 1”, aaale jednak mi tej cyferki na grzbiecie brakuje, żeby można to było ładnie na półce ustawić. Też tak macie, czy to moje bibliotekarsko-edytorskie wykształcenie każe mi się czepiać drobiazgów?


Możesz mnie obserwować w mediach społecznościowych:

Facebook

Twitter

Instagram

Albo dostawać informacje o nowych postach prosto na maila – kliknij niebieski przycisk „Obserwuj” na dole strony! Albo dodaj do obserwowanych w serwisie Bloglovin’ lub Zblogowani.

 

 

komentarzy 10

Pozostaw odpowiedź Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *