Sprawozdanie z lektury: Cztery drogi ku przebaczeniu, Ursula K. Le Guin

Choć zbiór opowiadań Cztery drogi ku przebaczeniu skupia się na stosunkowo małym wycinku świata Ekumeny – na planecie Werel i jej kolonii Yeowe – stanowi bardzo interesujący przegląd przez formy i tematykę charakterystyczne dla twórczości Ursuli K. Le Guin.

Przede wszystkim historia planet opowiadana jest poprzez losy pojedynczych ich mieszkańców. Skaczemy więc w czasie i przestrzeni, niekoniecznie chronologicznie, czasem spoglądając na te same wydarzenia z różnych perspektyw. Całościowy obraz budujemy sobie jednak kawałek po kawałku, początkowo musząc z kontekstu domyślić się szczegółów.

Miłość w czasach rewolucji

Ciekawy jest układ opowiadań – zaczynamy od tego, w którym wielka polityka czy rewolucja rozgrywają się na odległym w czasie i przestrzeni planie. Zdrady to przede wszystkim opowiadanie o starości i spojrzeniu na swoje decyzje z dystansu, samotności i miłości. Oczywiście burzliwa historia Werel i Yeowe miała swój wpływ na bohaterów, z początku ich poróżniła, ostatecznie ważniejsze jest tu jednak stopniowe budowanie relacji oraz porozumienia.

Także w Dniu Przebaczenia działania terrorystów stanowią tylko tło dla ukazania zmieniającej się relacji między bohaterami. Solly, wysłanniczka Ekumeny jest przesadnie pewna siebie i pyskata. Stara się wypełniać swoje obowiązki, ale lokalne obyczaje ją krępują, a ciągła kontrola – denerwuje. Jej ochroniarz nie darzy jej szacunkiem, a nawet jej się brzydzi. Konserwatywnie wychowany, uczestnik przegranej wojny, nie rozumie powoli zmieniającego się wokół niego świata.

Solly kojarzy mi się trochę z bohaterką Opowiadania Świata, z kolei Teyeo z Davidsonem ze Słowo „las” znaczy „świat”. Dlatego szczególnie dobrze czytało mi się o stopniowym zbliżeniu tych postaci, przełamaniu uporu i przyznaniu się do błędów. Oboje są dumni i butni, ale przechodzą przemianę, otwierają się na siebie. Ostre krawędzie ich charakterów zostają zmiękczone, dzięki czemu tracą początkową przesadność. Świetnie napisany tekst o łączeniu się przeciwności.

W dwóch kolejnych opowiadaniach następuje przesunięcie akcentów – to miłość będzie teraz tylko elementem tła, na pierwszy plan wyjdą przemiany w społeczeństwie Werel i Yeowe.

Czas i historia

U Le Guin zawsze pociągała mnie nieuniknioność upływu czasu. W science-fiction łatwo jest przeskoczyć niewygodne „szczegóły”. Statki kosmiczne używają czarnych dziur jako portali do innych części Wszechświata albo są wyposażone w silniki umożliwiające poruszanie się szybciej od światła. Le Guin zdecydowała się z takich sztuczek nie korzystać. Bohaterowie, jeśli opuszczają rodzinną planetę, na czas lotu do innego świata zostaną zahibernowani. Obudzą się kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset lat później. Oznacza to, że wszyscy, których kiedykolwiek znali czy kochali, będą martwi. Muszą się więc pogodzić z przemijaniem świata wokół nich, a jeśli decydują się na pracę w dyplomacji i częste podróże międzygwiezdne – na życie w specyficznym bezczasie, w wiecznym oderwaniu od jakiejkolwiek sensownej chronologii, w niepewności, jakie zmiany zaszły, gdy oni spali. Nawet z tym, że misja, na jaką zostali wysłani kilkadziesiąt lat temu po przybyciu na miejsce może już być nieaktualna.

Człowiek ludu w sporej części skupia się właśnie na problemie upływu czasu, w szczególności znaczenia i rozumienia historii. Cała wiedza jest lokalna – bo w końcu co można wiedzieć o tym, co się wydarzyło i co się dzieje, gdy Wszechświat jest nieskończony, a zamieszkane światy tak liczne? Jakie znaczenie z perspektywy milionów lat ma fakt, że przez parę lat jakiś król rządził jakimś państewkiem na jednej z planet? W końcu zaś – czy w ogóle istnieje jakaś prawda uniwersalna w obliczu odmiennych kultur i obyczajów? Główny bohater, jak to często u Le Guin, jest obcym, przybyszem z daleka, który musi uszanować lokalne wierzenia i zwyczaje, nawet jeśli te nie wytrzymują konfrontacji z jego własną wiedzą. Jednocześnie odczuwa potrzebę wprowadzenia zmian i zostaje wciągnięty w ruch na rzecz praw kobiet.

Płeć

Były takie czasy, gdy Le Guin zarzucano, że jest zbyt mało feministyczna. Podobno Le Guin sama nie była zadowolona z tego, jak przedstawia płcie w swoich książkach – co doprowadziło do szeregu prac, w których pisze o tych kwestiach w niesamowicie fascynujący sposób. Kocham u Le Guin to kombinowanie, próbowanie z nietypowymi układami rodzinnymi, z hermafrodytami, mocowanie się ze stereotypami i „tradycyjnymi” społeczeństwami.

Werel to społeczeństwo mocno podzielone pod względem płci. Ideałem jest ich całkowite rozdzielenie – nawet małżonkowie nie mieszkają razem, a dom dzieli się na część męską i kobiecą. Właściciele-mężczyźni decydują też o rozmnażaniu się swoich niewolników, a jednocześnie sami dopuszczają się gwałtów na niewolnicach, bo te mają szczególnie niski status jako jednocześnie ich własność i kobiety. Do tego świata, gdzie kobiety (poza niewolnicami-pracownicami) nie pokazują się publicznie, nie pełnią żadnych oficjalnych funkcji i są całkowicie podporządkowane mężczyznom, przybywa wysłanniczka Ekumeny, Solly. Musi lawirować między obyczajami, uprzejmościami i sztuczkami, by móc prowadzić swoją misję. Nosi męskie ubranie, bo tylko tak może choć trochę złagodzić dysonans poznawczy mężczyzn na Werel.

Tym razem to nie opowieść przybysza z zewnątrz będzie najważniejsza. Pełen obraz społeczeństwa na Werel i Yeowe daje finałowe opowiadanie Wyzwolenie kobiet. To też najcięższy i najokrutniejszy tekst. Wysłuchujemy opowieści Rakam, która urodziła się niewolnicą. Jako dziecko jest wykorzystywana seksualnie, ale nawet nie zdaje sobie z tego sprawy – dopiero jako dorosła, poszerzając swoją edukację, zacznie rozumieć wszystkie krzywdy, jakie jej wyrządzono i będzie musiała przepracować traumy.

Rakam trafia w sam środek kluczowych wydarzeń. Mieszka w jednym z pierwszych domów na Werel, które postanowiły uwolnić niewolników. Po krótkim momencie radości przychodzi horror represji i mordowania wyzwoleńców, a po nim jeszcze gorsza niewola. Gdy Rakam udaje się w końcu dostać do miasta, jest tam tylko trochę bezpieczniej niż na prowincji. Wyzwoleńcy wciąż nie mogą łączyć się w pary, dalej nie ma równości. Dodatkowo ruch na rzecz zakończenia niewolnictwa jest targany wewnętrznymi sporami i Rakam nie może ufać ani współkonspiratorom, ani tym bardziej władzom.

W końcu trafia na planetę-kolonię Yeowe, postrzeganą jako raj, niezwykłe miejsce, gdzie niewolnicy własnymi rękami wywalczyli sobie niezależność. Po raz kolejny jednak zderza się z okrutną rzeczywistością, w której silna władza plemienna trzyma się tradycji mówiącej, iż tych mężczyzna jest człowiekiem.

Niewolnictwo

Cztery drogi ku przebaczeniu nie ukazują pełnego procesu odejścia od niewolnictwa na Werel i Yeowe, nie malują go też w czarno-białych barwach. Jest to kwestia niezwykle złożona. Kiedy Werel zaczęło kolonizować Yeowe, wysyłano do pracy wyłącznie niewolników-mężczyzn. Kiedy po kilku stuleciach zaczęto wysyłać także kobiety czysto w celach prokreacyjnych, te stały się niewolnicami niewolników. Z drugiej strony, kobiety-właścicielki, choć technicznie należą do wolnych ludzi, są całkowicie podporządkowane mężczyznom, a więc także uwięzione.

Ale wytworzyły się też formy pośrednie – niektórzy niewolnicy są w pewnym sensie wolni. To chociażby eunuchowie, którzy za cenę okaleczenia zyskują wyższą pozycję społeczną. Czy makilowie, transwestyci-artyści, posiadający pewną swobodę. Inni zaś mogą prowadzić własne biznesy i żyć w miarę niezależnie pod warunkiem płacenia swoistego podatku od wolności swoim właścicielom.

Przykro jest czytać o skutkach nieprzemyślanego nadania niewolnikom wolności, jest to jednak wizja realistyczna. Właściciele mieli dobre intencje, ale zabrakło im prawdziwego zrozumienia sytuacji swoich niewolników – naiwnie założyli, że akty wyzwolenia nie będą dla innych posiadaczy bezwartościowym kawałkiem papieru.

Tylko Rakam zdaje się doskonale rozumieć, że wielkich zmian nie wprowadza się z dnia na dzień, lecz jest to czaso- i pracochłonny proces. Podkreśla przede wszystkim rolę edukacji, zarówno po stronie właścicieli, jak i niewolników.

Warto zauważyć, że to kobiety zapoczątkowują bunt, który doprowadzi do wojny i ostatecznego uwolnienia Yeowe spod władzy Werel. Mimo to utrwalone obyczaje sprawią, że kobiety niewiele na niepodległości zyskają – dalej traktowane są jak gorszy gatunek, dalej postrzegane jak własność. Samodzielność Yeowe też nie jest natychmiastową poprawą – nie ma spójnej władzy ani stabilnego systemu politycznego, poszczególne klany i gangi walczą dalej walczą między sobą. Do pokoju, dobrobytu i równości jeszcze długa droga.

Dodatki

Na końcu znajdziemy Wiadomości o Werel i Yeowe – jednym z bardziej popularnych motywów u Le Guin jest ukazywanie obcego świata z punktu widzenia przybysza z zewnątrz – ambasadora Ekumeny, antropologa, naukowca. Stąd można się czasem natknąć na tego typu suche sprawozdania, jakby wypiski z encyklopedii czy podręcznika. Dobrze, że streszczenie historii i stosunków społecznych na Werel i Yeowe znalazło się właśnie na końcu, bo dzięki temu nie przeszkadza czytelnikowi samemu odkrywać tych światów.

W zbiorczym wydaniu różnych zbiorów opowiadań Le Guin, wydanym przez Prószyńskiego i S-ki Rybaku znad Morza Wewnętrznego, znalazło się też krótkie omówienie Antropolog w kosmosie – recenzja Iana Watsona. To krótki tekst omawiający najważniejsze motywy, pewnie lepiej niż zrobiłam to ja.

Myślę, że Cztery drogi ku przebaczeniu są równie istotne dla zrozumienia twórczości Le Guin, co Czarnoksiężnik z Archipelagu i Lewa ręka ciemności.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.