Smutne i dziwne losy BookLikes

W 2014 roku, poszukując dla siebie idealnego serwisu książkowego, natrafiłam na BookLikes. Nie był on tak rozpoznawalny jak GoodReads czy LubimyCzytać.pl, ale był niewątpliwie wyjątkowy.

Najlepszy serwis z najlepszymi ludźmi

Nazwałam go wtedy „książkowym kombajnem„, bo idealnie łączył cechy wirtualnej półki, forum i platformy do blogowania. Miał też godną pochwały ekipę, która na bieżąco odpisywała na wątpliwości użytkowników, poprawiała błędy i regularnie informowała o wprowadzanych oraz nadchodzących zmianach. Lepiej nawet, twórcy serwisu przez nikogo nie proszeni wprowadzili do serwisu nową funkcjonalność, gdy zobaczyli, że użytkownicy próbują samodzielnie stworzyć na forum Klub Książki. Nawet jeśli nie mogli czegoś zrobić od razu, sama informacja, że przyjrzą się problemowi/prośbie i zrobią coś najszybciej jak będą mogli, budowała wyjątkowo przyjazną atmosferę i sprawiała, że użytkownicy czuli się na platformie jak w domu.

W czerwcu 2015 BookLikes zrezygnowało z co czwartkowych podsumowań wprowadzonych nowości i zapowiedziało, że zaczyna duży projekt. W newsletterze ekipa pisała: „Przyszedł czas, aby pojedynczo wprowadzane udogodnienia zamienić na coś większego i lepszego. Dlatego zamiast czwartkowych nowości skupimy się na poprawieniu funkcjonalności BookLikes oraz dopracowaniu User Experience platformy. Zmiany, które planujemy wprowadzić oznaczają sporo pracy, dlatego teraz wszystkie nasze siły i zasoby skupią się na tej modernizacji. Nie bez powodu wspominamy o sile informacji zwrotnej. Nowy, lepszy Booklikes będziemy tworzyć z Wami!” Entuzjastycznie oczekiwałam więc nowości. Ale w listopadzie 2015 pojawiły się pierwsze objawy choroby – newsletter przestał dochodzić. Z początku nie zwróciłam na to uwagi, bo inne powiadomienia docierały. I niespecjalnie się tym przejęłam, w końcu ekipa miała dużo innej pracy.

Cisza w eterze

Ale w tym roku zaczęło się dziać coś dziwnego. Na oficjalnym blogu Booklikes ostatni wpis pochodzi z 2 stycznia. Na Facebooku ostatnia wrzutka nastąpiła 12 lipca i znajdują się pod nią głównie narzekania na zbyt powolne działanie strony i ogólny zastój. Na Twitterze również w tym czasie zapadła cisza. Na samym forum BL, czy to w wątku oficjalnym czy pozostałych, administratorzy nagle albo przestali się odzywać, albo odpisywali bardzo skrótowo. Także kontakt mailowy nie zawsze doczekiwał odpowiedzi.

W okolicach kwietnia/maja padły powiadomienia e-mailowe o polubieniach i komentarzach. Dopiero po tygodniu użytkownicy otrzymali odpowiedź o tym, że zespół pracuje nad naprawieniem problemu. Jednak przez miesiąc nic się nie wydarzyło i niektórzy szczególnie mocno zaangażowani w społeczność użytkownicy zaczęli wyrażać swoje niezadowolenie – nawet nie z powodu długiego czasu oczekiwania na naprawdę, ale z powodu braku komunikacji. A przecież świetny kontakt z twórcami serwisu zawsze był podstawą działania BookLikes i jedną z jego wyjątkowych cech! W końcu zespół BL odpisał krótko, że ma „problemy techniczne, ale cały czas pamięta o swoich użytkownikach”.

Stopniowo zaczęły psuć się różne małe rzeczy, np. połączenie z WordPressem, dodawanie obrazków, prywatne wiadomości, czy e-maile potwierdzające założenie konta. Szczególnie to ostatnie okazało się istotne, jako że powodowało utratę nowych użytkowników. Nasiliły się też problemy z prędkością działania. Czasem wszystko jest ok, a czasem BL działa. Tak. Niesamowicie. Wolno. Sfrustrowani użytkownicy próbowali komunikacji każdym możliwym kanałem, ale odpowiedzi otrzymywali sporadycznie.

Zrzut ekranu 2016-09-01 o 23.38.04

Sama dosyć zmartwiona przede wszystkim wolnym działaniem strony oraz tajemniczą martwotą, postanowiłam zrobić kopię biblioteczki – tak na wszelki wypadek. W końcu gdyby coś się stało, utraciłabym wszystkie dane i musiałabym odbudowywać ją ręcznie. Okazało się jednak, że według polityki BookLikes „nie ma możliwości stworzenia pliku do wyeksportowania na BL na dzień dzisiejszy„. To chyba pierwsza tak wielka rysa na honorze mojego ulubionego serwisu. Opcję eksportu ma GoodReads, LubimyCzytać.pl i inne pomniejsze serwisy. Zasmuciło mnie to wielce i tym bardziej utwierdziło w przekonaniu, że potrzebuję kopii bazy książek. Ostatecznie Małż co to się zna zrobił mi ręcznie jakąś tam kopię, dzięki czemu nie musiałam na GoodReads wpisywać wszystkiego od zera, ale dalej sporo się narobiłam z porządkowaniem półek i dodawaniem dat :/ (za kopiowanie recenzji nawet się nie zabierałam). Gdyby ktoś był zainteresowany, tutaj znajdziecie moje konto. Pozostała jeszcze kwestia synchronizacji – na szczęście recenzje i postępy czytania dodane na BL przechodzą ładnie na GR. Przynajmniej przechodziły, bo ostatnio pojawił się z tym problem (po tekstach: działa dodawanie książek, recenzji oraz oznaczenie książki jako przeczytana, nie działa tylko aktualizacja paska postępu). Także inna użytkowniczka wspomniała, że synchronizacja zawaliła.

Użytkownicy prowadzą śledztwo

Wkrótce forum eksplodowało domysłami, teoriami i obawami, że strona zostanie zamknięta. Brak komunikatów podsycał frustrację.W końcu użytkownicy sami znaleźli informację o tym, że twórcy strony Dawid Piastowski oraz Joanna Grzelak sprzedali BookLikes i pracują nad nowym projektem. BL rzekomo miało zostać kupione przez Bauer Media Group. Sama dowiedziałam się o tym dopiero przygotowując tę notkę, przekopując się przez 50 stron wątku z obawami użytkowników. Przyznam, że mnie to zaszokowało, ale nigdzie indziej nie znalazłam potwierdzenia  tej informacji i wkrótce doczytałam, że 30 maja zespół poinformował na Twitterze, że BL nie zostało sprzedane, a jedynie walczy z problemami technicznymi. Iskierka nadziei, że wszystko wróci do normy, rozbłysła na nowo.

Ale czas mijał, a poważne błędy dalej nie zostały naprawione. W krótkiej informacji zespół BL w końcu przyznał, że zmiany kadrowe wpłynęły na przerwanie komunikacji i inne problemy, ale serwis działa i będzie działał. Brzmiało to nawet sensownie, biorąc pod uwagę, że zniknął programista oraz Kate, z którą ja również kiedyś się komunikowałam, a całą pracę zdaje się nagle wykonywać jeden, nowy człowiek. Na stronie z teamem można znaleźć informację o czterech osobach, ale wygląda na to, że na chwilę obecną żadna z nich nie pracuje nad serwisem.

W końcu w czerwcu wróciły powiadomienia, ale działały niestabilnie. Niestety dalszy brak informacji i cisza we wszystkich social mediach spowodowała tylko wzrost paniki wśród użytkowników oraz wymyślanie coraz to nowych teorii, dlaczego zespół nie opiekuje się stroną (nie będę ich przytaczać, gdyż dotyczą one osobistego życia twórców BL. Nic, czego nie można znaleźć samemu na FB, ale jednak nie czuję się z pisaniem o tym komfortowo). Użytkownicy zaczęli szukać innych stron, na które mogliby się przenieść (na drodze czego stoi brak możliwości importu biblioteczki; poza tym nic innego nie jest tak dobre), pojawił się nawet pomysł, by stronę odkupić! Tak mocno użytkownicy kochają ten serwis, nawet jeśli jest to rozważanie czysto teoretyczne i nikt nie ma tylu pieniędzy, czasu czy możliwości.

Quo Vadis, BL?

Nie zrozumcie mnie źle – po założeniu konta na GR w końcu mam porównanie i w dalszym ciągu BookLikes podoba mi się bardziej. Naprawdę lubię ten serwis. Ale martwię się tym, co się z nim dzieje. Jak zauważyło wielu użytkowników, przez ostatnie miesiące BL stracił GIGANTYCZNĄ szansę na rozwój – zwinęły się dwa inne serwisy książkowe, Shelfari oraz Leafmarks, a ludzie niezadowoleni ostatnimi zmianami na GoodReads też szukają czegoś innego. BookLikes jest wspaniale i uwielbiam z niego korzystać, społeczność jest świetna, podtrzymuję wszystko, co napisałam o nim we wcześniejszych postach. Ale chciałabym wiedzieć, czy niespodziewanie zniknie czy też jednak odżyje. Jeśli ktoś z ekipy BookLikes to czyta – proszę, odezwijcie się.

 

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Smutne i dziwne losy BookLikes

  1. Hmmm, czyli nie udało Ci się jakoś systemowo wyeksportować wpisów/recenzji? Sam się zastanawiałem, czy jeśli kłopoty się pogłębią, to będzie konieczność gdzieś bloga przenieść….

    1. Niespecjalnie próbowałam, bo kopie wszystkich recenzji mam też tutaj na blogu. Ale nie przypominam sobie, by była taka opcja w samym BL, musiałbyś poszukać w ustawieniach albo jakimś zewnętrznym programem je ściągnąć, nie znam się niestety na tym. Możesz sobie założyć ekstra blog na WP/Blogerze/Tumblrze i korzystać z automatycznej synchronizacji nowszych notek.

      Na razie BL stoi :) Nie panikowałabym, ale kopię zawsze warto mieć (powiedziała ta, co własnego bloga nie archiwizuje).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s