Live, Die, Repeat – recenzja Edge of Tomorrow / All you need is kill

W 2014 roku do kin wszedł film The Edge of Tomorrow (Na skraju jutra), nakręcony na podstawie książki japońskiego pisarza Hiroshiego Sakurazaki. Przeszedł raczej niezauważony i przyznam, że nie mam pojęcia, czemu się tak stało, bo to jeden z lepszych filmów zeszłego roku oraz jedna z ciekawszych nowych pozycji sci-fi.

Film

Normalnie nie przepadam za Tomem Cruisem, ale do roli głównego bohatera, Cage’a, pasuje po prostu idealnie i oglądanie go dało mi mnóstwo radości. Emily Blunt jako Rita, zwana Full Metal Bitch, była równie wspaniała. Jakkolwiek główna idea, czyli uwięzienie głównego bohatera w pętli czasowej może się wydawać mało odkrywcze, a wojna z bliżej nieokreślonymi przybyszami z kosmosu – generyczna, to o wartości tego filmu decyduje wartka akcja i świetny humor. Bohater, mimo swego tak naprawdę tragicznego położenia (codziennie ginie bolesną śmiercią na polu walki w niemożliwej do wygrania bitwie), nie poddaje się, nie załamuje, lecz z dystansem podchodzi do sytuacji i stara się zrozumieć, co się dzieje i jak przeżyć. Rita jest świetną postacią kobiecą, silną, zdecydowaną i bezlitosną, nie bojącą się strzelić głównemu bohaterowi w łeb, gdy wie, że go to nie zabije naprawdę, a jedynie spowoduje to „włączenie” kolejnej pętli. I wątek miłosny jest na tyle delikatny, że nie szczypie w zęby. Poza tym to bardzo ładny film – mamy tu egzoszkielety, dziwne potwory i widowiskowe walki. Po prostu dobrze się to ogląda.

giphy

Manga

Od razu ostrzegę, że nie czytałam książki i nie będę tu o niej pisać. Chciałam natomiast powiedzieć dwa słowa o mandze. Dwudomowy komiks ma zupełnie inny wydźwięk niż film – brakuje humoru i lekkości, jest ponuro i boleśnie. Powiedziałabym wręcz, że typowo japońsko. Abstrahując jeszcze na chwilę od tematu, powiem, że to mój pierwszy mangowy tytuł po dosyć długiej przerwie i podchodziłam do niego z pewną obawą, czy wciąż będę potrafiła odnaleźć się w ten bardzo specyficznej przecież stylistyce. Na szczęście w All you need is kill nie ma miejsca na typowo japońskie poczucie humoru rodem z shoujo, które niestety po 16. roku życia przestało mnie zupełnie bawić, a zaczęło żenować. Pojawia się natomiast bitwa na jedzenie, wydaje mi się jednak dobrze zrobiona. Japońskość tej pozycji polega przede wszystkim na wszechobecnym smutku, poświęceniu, cierpieniu – przestawionymi w ujęciu, które najbardziej kojarzy mi się właśnie z mangami. Lubię te klimaty i cieszy mnie, że zdecydowano się na taką formułę. Film kupił mnie humor, ale mam wrażenie, że to było jednak europejskie poczucie humoru. Poza tym dzięki temu manga odróżnia się od filmu, a tym samym oferuje coś nowego.

Całość jest bardzo przyjemnie dla oka narysowana – anatomia ani perspektywa nie bolą, walki są dynamiczne, zbroje i kosmici może się jakoś szczególnie nie wyróżniają, ale są narysowane starannie. Ogląda się dobrze i nie skrytykowałabym niczego. Poza dizajnem Rity – w filmie widać, że to twarda baba, tutaj to niestety nastolatka (choć i tak jak na standardy realistycznie narysowana). Ach, gdzież się podziały postaci jak Major z pierwszego filmowego Ghost in the Shell

IMG_0979

Mandze brakuje iście hollywoodzkiego zakończenia – nie tylko ze względu na śmierć jednego z bohaterów czy ogólnie poważny ton, ale przede wszystkim dlatego, że akcja nie wychodzi poza jedną bitwę. W filmie pokazano nam trochę więcej, choć dla odmiany wydaje mi się, że manga trochę lepiej tłumaczy działanie pętli czasu.

Czytać, oglądać?

Wydaje mi się, że bez znajomości książki/filmu sama manga może się wydawać trochę zbyt sucha – i krótka. Tu mamy parę stron na ekspozycję, tu parę na backstory Rity, ale całość trzeba było dosyć szybko zamknąć. Z drugiej strony, skoro widziałam film, bo w sumie pierwszy ton nie powiedział mi niczego nowego. Ostatecznie poleciłabym All you need is kill jako ciekawostkę, uzupełnienie to pozycji, z których wyrosło, choć może funkcjonować jako samodzielny tytuł i nie wymaga znajomości książki czy filmu.

Natomiast film polecam, będziecie się przy nim dobrze bawić.

PS. Nie oglądajcie trailera bo jest chaotyczny i mnie osobiście zniechęcił – zupełnie niesłusznie.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Live, Die, Repeat – recenzja Edge of Tomorrow / All you need is kill

  1. Pingback: Grudniowe lektury | Jak napiszę, to będzie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s