Lutowe lektury

Luty był miesiącem znacznie powolniejszym od stycznia, więc wynik nie jest imponujący – za to jedna z książek przeczytana została w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki na BookLikes. Właśnie startuje edycja marcowa, zapraszam chętnych. neuromancer

Neuromancer, William Gibson – Chciałam cyberpunk. Dostałam cyberpunk. Dostałam go nawet w takim wydaniu, jakiego się spodziewałam i na które miałam nadzieję. Cieszy mnie to, bo Trylogię Ciągu planuję przeczytać w całości. A nawet lepiej, bo się szczerze mówiąc trochę tej książki bałam, głównie przez opinie o trudnym języku. Ale na żaden technologiczno-filozoficzny bełkot się nie natknęłam. Neuromancer napisany jest właśnie bardzo przystępnie jak na pokręcony świat przedstawiony. Po raz kolejny okazuje się, że nie warto przejmować się losowymi opiniami w Internecie, tylko samemu książki spróbować. Ale najpierw trzeba ją znaleźć. A Neuromancer to, jak się okazuje, rarytas i biały kruk. Trzeba po Allegro i antykwariatach szukać, a ceny potrafią być jak za książkę nówkę sztukę! Nic to, załapałam się na piękne wydanie z początku lat dziewięćdziesiątych z literówką z tyłu okładki i paradą błędów w środku. Będę go trzymać, może za parę lat opchnę go za dwa razy tyle, co zapłaciłam. Ale jeśli mam wybierać… co prawda to inny podgatunek, ale jednak wolę niedawno odkrytego Bacigalupiego. Moim zdaniem wykreował znacznie żywsze obrazy, lepsze postaci. I jest lepszy warsztatowo. Neuromancerowi czegoś brakuje – czegoś, dzięki czemu stałby się nie tylko lekturą satysfakcjonującą, ale też niezapomnianą. Miał tylko tyle klimatu, by mnie usatysfakcjonować, zaspokoić moje zainteresowanie cyberpunkiem, ale nie dość, by mnie oczarować i wciągnąć. Pod tym względem Ghost in the Shell wciąż pozostaje niezastąpiony.

Graf-zero

Graf Zero, William Gibson – potrzebowałam przeczytać aż połowę nim zaczęłam czerpać przyjemność z lektury. Graf składa się z trzech pozornie niepowiązanych historii i o ile śledzenie tytułowego bohatera było najciekawsze, o tyle fragmenty powieści dotyczące Turnera i jego misji na pustyni były wyjątkowo męczące. Dlatego z początku myślałam, że wolę jednak dosyć prostą formę Neuromancera. Potem jednak historie zaczęły się ze sobą łagodnie przeplatać – i książka w końcu stała się satysfakcjonująca. Nie dlatego, że trzy historie zlały się w jedną, ale dlatego, że całość stała się spójna mimo nagromadzenia wątków. Niedosyt pozostawiło natomiast zakończenie. I chyba już wiem, czego mi brakowało w Neuromancerze. Gibson lubi pozostawiać to, co w jego opowieści najciekawsze, w domyśle.Mam wrażenie, że w Grafie Zero powiedziano wyjątkowo mało. Gibson woli skupiać się na losach ludzi, a kwestie sztucznej inteligencji i „ducha” cyberprzestrzeni pozostawić niedopisane. Wielka szkoda. Ale też Mona Liza Turbo przede mną. szabo

Zamknięte drzwi, Magda Szabó – książka czytana w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki. Straszny mam problem z tą książką, bo się dowiedziałam, że czytałam ją niedokładnie, a w ogóle wychodzi na to, że jestem człowiekiem niewrażliwym. Nie potrafię w tej książce zrozumieć jakiejkolwiek relacji, nie pojmuję, czemu postaci się kochają, czemu narratorka kocha Emerenc, czemu pies kocha Emerenc, czemu ktokolwiek ją kocha i co tu się w ogóle dzieje. Irytuje mnie zupełny brak komunikacji między postaciami i wyolbrzymianie problemów. Nie pojmuję niczego.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Lutowe lektury

  1. Mi się Gibsona trudno czytało, ale w momencie wydania tej książki byłem nastolatkiem. Niemniej naprawdę dobre, polecam też książki Pat Cadigan, nieco już chyba trudniejsze w odbiorze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s