Stała cena książki – czy będziemy drugim Izraelem?

Obrazek z pixabay
Obrazek z pixabay

Od dłuższego czasu mówi się na polskim rynku wydawniczym o Ustawie o stałej cenie książki. W uproszczeniu – chodzi o to, by dana książka musiała być przez 12 miesięcy od premiery sprzedawana wszędzie po jednej, tej samej cenie okładkowej. Nie można by objąć jej żadną promocją czy zniżką, w każdej księgarni kosztowałaby tyle samo. System taki działa, podobno z powodzeniem, we Francji od 1981 roku. Generalnie chodzi o to, że stała cena książki likwidowałaby nieuczciwą konkurencję ze strony wielkich sieci księgarskich oraz supermarketów, które – w odróżnieniu od małych księgarni – stać na sprzedawanie książek po niższych cenach. Czytelnicy też powinni zyskać, bo wydawcy mogliby ustalać od razu niższą okładkową cenę książki, nie zaś wyższą, w której trzeba uwzględnić późniejszą promocję. W teorii ustawa o stałej cenie książki miałaby przyczynić się do podniesienia czytelnictwa i zwiększenia dostępności kultury. Tak przynajmniej twierdzi Polska Izba Książki.

I może się niestety tragicznie mylić. Zresztą ustawa nie od dziś zbiera głosy krytyki. Wiele osób uważa, że pod przykrywką wzniosłych haseł wydawcy próbują wprowadzić zmowę cenową, która doprowadzi do wzrostu cen książek i w wyniku – spadku czytelnictwa. Przeciwnicy wskazują też, że francuskie prawo z 1981 r. dostosowane było do innej epoki i dziś się nie sprawdzi. Potwierdzają to najnowsze wieści z Izraela, gdzie proponowane przez PIK rozwiązanie działa od roku – sprzedaż nowych tytułów w księgarniach spadła o 35 procent, a całkowita sprzedaż o 15 procent. Tyle że w tej informacji najważniejsze wcale nie jest to, o ile spadła sprzedaż, ale – dlaczego. Cytując:

Zanim ustawa weszła w życie, wydawcy wyceniali literaturę beletrystyczną na 84 do 98 szekli za egzemplarz. Ale księgarze sprzedawali zwykle książki w promocji „Druga gratis” albo oferowali pakiety zawierające na przykład cztery pozycje za 100 szekli. Realna cena dla klienta wynosiła więc średnio jakieś 35 szekli. […] wydawcy obniżyli ceny katalogowe do 59 i 62 szekli za egzemplarz. Dla klientów, którzy pamiętali dawne rabaty, było to jednak wciąż za dużo, dlatego sięgnęli po starsze tytuły. Drastyczny spadek sprzedaży sprawił, że wydawcy, chcąc sobie i autorom wyrównać straty, zaczęli systematycznie podnosić ceny książek. Obecnie za nowość trzeba zapłacić przeciętnie 76 szekli.

Teoretycznie wydawcy z Izraela dotrzymali obietnicy – obniżyli ceny katalogowe z 84-98 szekli na 59-62 szekle. Tyle że zrobili to lata za późno. Dziś czytelnicy są rozpieszczeni przez promocje „3 książki w cenie 2”, zniżki 25%, wyszukiwarki tanich ofert w Internecie. Nie wiem, jak jest w Izraelu, ale w Polsce mamy także bardzo korzystne ceny e-booków, też zresztą nie katalogowe, a promocyjne. Nie wspominajmy nawet o darmowych alternatywach czy self-publishingu. Powiedzmy jednak, że wydawcy mogą nie wyczuwać nastrojów czytelników i nie rozumieć, że niska cena katalogowa może okazać się za wysoka. Ale jeśli ktoś myśli, że księgarnie nie będą robić promocji na tytuły starsze niż ustawowy limit, to jest naiwny. Nie mam problemu z wyobrażeniem sobie półek z nowościami przesuniętymi w najdalszy kąt księgarni i wielkimi stołami świeżo uwolnionych spod działania ustawy starszych tytułów. Tak samo naiwnym trzeba być, by myśleć, że czytelnicy nie będą alternatyw. Nie oszukujmy się, książka to nie chleb, można poczekać na bestseller rok, w międzyczasie znajdzie się sporo ciekawszych pozycji do przeczytania.

Myślę, że rynek książki ma znacznie większe problemy, którymi rozwiązaniem powinien się zająć, jak choćby niespłacane w nieskończoność faktury. Wprowadzenie ustawowej ceny książki nie polepszy ani wyników czytelnictwa, ani sytuacji wydawnictw, ale do jednego mogłaby ta ustawa doprowadzić – do zupełnego przebudowania rynku książki. Oczywiście po tym, jak już by się podniósł z gruzów.

Więcej w artykule „Izrael: rok po wprowadzeniu stałej ceny na książki – sprzedaż drastycznie spadła, ceny wzrosły” w serwisie Booklips

oraz w artykule „Stała cena nowych książek zaszkodziła ich sprzedaży w Izraelu” na portalu Dziennik Internautów.

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Stała cena książki – czy będziemy drugim Izraelem?

  1. Pingback: Stała cena książki a e-bookowy abonament – francuskie problemy | Jak napiszę, to będzie

  2. Pingback: Mark Coker o sile czytelników – głos w sprawie cen książek | Jak napiszę, to będzie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s