Czytanie męczy

Nowe badanie Biblioteki Narodowej pokazuje, że Polacy czytają mało, ale nie tłumaczy, dlaczego tak się dzieje

44% Polaków trzymało książkę w ręku

Już w lutym zaczęłam się zastanawiać, kiedy w końcu pojawią się najnowsze badania czytelnictwa. No to się doczekałam – zmieniły się sprawy techniczne, tzn. całość dalej prowadzi Biblioteka Narodowa, ale w zespole pojawiły się nowe osoby, a współpraca z TNS Polska pozwoliła na przepytanie większej niż wcześniej (reprezentatywnej) grupy osób, bo 3 tys. powyżej lat 15. Taka sama pozostała tendencja. W zeszłym roku kontakt z jakąkolwiek książką w jakiejkolwiek formie łącznie z przekartkowaniem miało 44% respondentów, w tym – 39%. Fanatyków, czyli tych, co czytają więcej niż siedem książek rocznie, jest 11%, czyli mniej więcej tyle, co w 2010 r.

Czytając raport pomyślałam sobie, że szkoda, że nikt nie pyta tych ludzi: dlaczego? A to przecież ważne pytanie. Twórcy raportu sami wyciągają wnioski, mówiąc, że to hipertekst prostuje nam fałdki na mózgu (o czym za chwilę) przez co przestajemy czytać. Zapewne w jakimś tam stopniu mają rację. Ale ciekawi mnie bardzo, co do powiedzenia na ten temat mają sami nieczytający:

Wiem, dlaczego ja nie czytam. To znaczy, ehem… W zeszłym roku przeczytałam trochę ponad 30 książek. Na tej podstawie w tym roku założyłam sobie na portalu Granice.pl biblioteczkę w ramach czytelniczego wyzwania – mam przeczytać 26 książek (twardziele twierdzą, że pociągną do 52). I na dzień 11 marca – uwaga – przeczytałam jedną książkę. Jedną. I jedno opowiadanie, niech będzie. Drugą książkę od jakiś dwóch tygodni męczę. Wcale nie dlatego, że jest zła czy nudna, wręcz przeciwnie, podoba mi się i czyta się lekko. O co więc chodzi?

Dlaczego czytanie męczy?

Czytanie jest męczące. Czytanie wymaga czasu i skupienia, wymaga myślenia. Trzeba usiąść, mieć dobre światło i święty spokój. Trzeba składać te literki w słowa, a słowa w zdania, a zdania w sens, co wcale takie proste nie jest, i psychicznie, i fizycznie. Ja tu nie przesadzam, tocz czytanie zapala odpowiednie lampki w mózgu i te lampki można wyćwiczyć – dlatego się starszym ludziom mówi, by krzyżówki chociaż rozwiązywali, bo ich demencja dopadnie. Czytanie to jest ciężka praca, a nie hop-siup, a narząd nieużywany – jak głosi mądrość ludowa – zanika. Co tu się więc dziwić, że ludzie wolą krótsze teksty albo fragmenty. Bo nie każdy leci wzrokiem po kartkach i już łapie. Do tego potrzeba treningu, a nie każdy ma czas i silną wolę, by codziennie rano lecieć na siłownię – tak samo nie każdy ma siłę na wysiłek czytania. Ja na ten przykład, jak mi powiedziała koleżanka z polonistyki, więc zapewne ma rację, sylabizuję. Czytam na głos, tyle że w głowie. A przez to czyta się wolno.

w5fwr
„Stuff Being Thrown at My Head,” Kaija Straumanis

I dlatego, że czytanie tyle trwa i tak męczy, czytać mi się nie chce. Bo jak mam te pięć minut, to sobie wolę poklikać w głupią gierkę, bo przynajmniej myślami mogę gdzieś odlecieć, odprężyć się, odpocząć. Czytanie? Nie mam siły. Bo jak mam mieć siłę w tym smutnym kraju, gdzie “nie ma słońca nieomal przez siedem miesięcy w roku, a lato nie jest gorące, tylko zimno i pada, zimno i pada”, autostrad nie ma, bo rozkradli i wszędzie korki, lotniska się sypią, a politycy i inne osobistości takie głupoty gadają, że jak rano przeglądam wiadomości, to mi się od razu odechciewa. Trzy lata nie czytałam i nie oglądałam żadnych wiadomości i było mi dobrze, a w tym roku znowu zaczęłam – może dlatego mi się czytać nie chce książek, bo mi się mózg za bardzo bzdurami z kraju i świata męczy?

Czytanie kontra cyfrowy świat

W raporcie czytamy „Uzyskane na drodze wywiadów narracyjnych autorozpoznania wysoko wykształconych czytelników świadczą o tym, że codzienne obcowanie z komunikatami zorganizowanymi w formie krótkich wypowiedzi hipertekstowych, którym towarzyszą materiały audiowizualne, formatuje umysły ich użytkowników w taki sposób, że coraz trudniej jest im skupić się na lekturze stosunkowo długiego linearnego tekstu”.

Nie będę się kłócić czy to dobrze, czy źle, bo narzekanie, że dziś to tylko Facebook i Twitter i krótkie komunikaty kojarzy mi się z starczym pierdzeniem na gołębie, że kiedyś „za moich czasów” to było lepiej. A może będzie sobie za te 100 lat istniał świat, w którym wszyscy będą się porozumiewać za pomocą 140 znaków. I może ludziom będzie tak dobrze i wesoło, język ewoluuje i tak dalej. W 140 znaków można zmieścić znacznie mniej bzdur niż dziś w całostronicowym artykule, więc jakiś pożytek z tego będzie.

Z drugiej strony – czytałam raz gniota. Doczytałam do końca, choć zgrzytałam zębami. I od razu przerzuciłam się na „Doktora Żywago”, bo był pierwszą rzeczą w moim zasięgu, która oferowała mi język powyżej poziomu późnego gimnazjum. I jaki to odpoczynek dla mnie był, jaka ulga! Jak mi było dobrze i jak ta trudniejsza lektura właśnie okazała się łatwiejsza. Jak to sobie nagle przypomniałam, dlaczego kocham czytać.

Czy te luźne rozważania do czegoś prowadzą? Chyba że wszystkim należy nam się odpoczynek.

E-booki w raporcie Biblioteki Narodowej

PS. O e-bookach też jest w raporcie: „Do lektury e-booków kiedykolwiek w życiu przyznało się 7% badanych, a do słuchania audiobooka – 6%. Korzystanie z obu technologii podlega podobnemu zróżnicowaniu jak czytanie drukowanych kodeksów (czyli tradycyjnych książek papierowych) – ich użytkownicy to przede wszystkim młodzi, dobrze wykształceni mieszkańcy wielkich miast pochodzący z rodzin inteligenckich. Ebooki i audiobooki nie spotykają się z większym zainteresowaniem wśród tych, którzy mają relatywnie trudny dostęp do właściwej środowisku wielkomiejskiemu infrastruktury kulturalnej, są raczej dodatkiem do tego, czym osoby skądinąd czytające już dysponują.” 7% to i tak jest dużo, myślałam, że to się w góra 2% zamknie.

A także tu, gdzie potwierdza się wniosek, że e-booki czytają ci, co czytają też papier: „Tylko 2% osób nieczytających w 2012 r. kiedykolwiek czytało e-booka. Korzystanie z e-booków charakteryzuje przede wszystkim tych, którzy czytają siedem i więcej książek w ciągu roku, wśród nich aż 20% przynajmniej raz miało w przeszłości do czynienia z książka elektroniczną”.

Raport pobrać można tutaj, to ledwo sześć stron – nawet ja dałam radę.

Obrazki wygrzebałam na imgurze, bo Zupa akurat nie działała.

Advertisements

6 uwag do wpisu “Czytanie męczy

  1. Herenghe

    tragedia to ja chyba jestem poważnie dziwny i nawet w tych 11% się nie mieszczę bo jak mi się zdarzy miesiąc to już łykam 7+ książek a rzadko żeby w kwartale tyle nie łyknąć

      1. Nie starosc, doroslosc. Zakladam, ze pracujesz (8 godzin odpada lekka reka, do tego zapewne z godzina na dojazd tam i z powrotem), do tego piszesz swoje teksty i bloga, czasem cos obejrzysz, a doba ma przeciez tylko 24 godziny, z czego 6-8 standardowo poswiecamy na spanie. Za czasow szkolnych bylam w stanie spokojnie przeczytac ksiazke (standardowe 300 lub wiecej stron) w 2 dni albo i krocej, teraz zabiera mi to co najmniej tydzien, z czego wiekszosc czasu to kilku-kilkunastominutowe fragmenty czasu (w tramwaju, na przerwie w pracy), ktore zreszta czasami przeznaczam naprzyklad na sluchanie muzyki, bo angazowac na tak krotko w lekture sie po prostu nie chce. W domu, po calym dniu w pracy, czasami czlowiek woli cos obejrzec, pogadac z facetem etc. Internet tez kusi,a to potworny zjadacz czasu. Generalnie najwiekszym sprzymierzencem mojego czytelnictwa obecnie jest wanna i swiatynia skupienia, gdzie nic mnie nie rozprasza, nic nie zada mojej uwagi.

      2. To też (zwłaszcza inne zjadacze czasu), ale chodziło mi raczej o to, że czasem po prostu nie odczuwam potrzeby czytania, tak jak kiedyś musiałam przeczytać książkę następną i następną i jeszcze jedną. Teraz mogę przez miesiąc nic nie przeczytać i mi to nie przeszkadza. Ba, czasem właśnie w ogóle nie mam nastroju na czytanie.

        Szczerze mówiąc, te wyzwania czytelnicze rzeczywiście trochę mnie mobilizują, bo chcę się wywiązać z danego samej sobie zadania, a jak mam jakąś wirtualną półkę, która mi pokazuje, jak mi idzie, to się chętniej zmuszam do czytania. A jak się w dobrą lekturę wciągnę to dalej samo już idzie ;)

  2. Pingback: 18/100 książek, które przeczytałam | Jak napiszę, to będzie

  3. Pingback: Badania czytelnictwa 2016, czyli gorzki rant o smutnym świecie – Jak napiszę, to będzie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s