Rynek książki

Groteska, absurd i surrealizm powracają, czyli „Podpalę wasze serca!” – Marcin Brzostowski

„Podpalę wasze serca!” - Marcin Brzostowski
„Podpalę wasze serca!” – Marcin Brzostowski

Dziś przypominam kolejną self-publishingową recenzję, tym razem autorstwa Michała Erazmusa – „Podpalę wasze serca”:

Penisy nosorożców, sprawdziłem, osiągają średnie rozmiary dwóch i pół stopy, czyli na nasze około osiemdziesięciu centymetrów. Można nabawić się kompleksów i zwariować, i dlatego nie dziwi w ogóle, że ów penis staje się kluczem do szaleństwa w powieści Marcina Brzostowskiego „Podpalę wasze serca!”. A szarżujący na nas z okładki nosorożec to dopiero przedsmak pędzącej wyobraźni autora.

Thriller Brzostowskiego został wydany w formie e-booka przez RW2010. Internetowa oficyna zyskuje ostatnio bardzo na popularności, a wraz z nią tamtejszy bestseller „Podpalę wasze serca!”. I dobrze, bo warto promować nowatorską literaturę rodzimą. Aczkolwiek nie znaczy to, że nie można kupić tej pozycji w innych szanujących się witrynach e-bookowych.

Brzostowski przyzwyczaił już nas do polewania swojej twórczości gęstym sosem groteski, absurdu i surrealizmu. Jednak w tym przypadku, przynajmniej początkowo, rzeczywistość wydaje się być dość mocno zarysowana. A jest to smutna i przygniatająca rzeczywistość głównego bohatera Karola Szramy. Kończy akurat czterdzieści lat, co staje się powodem do swoistego rozrachunku z życiem i niestety nie wypada on korzystnie. Żona jest prawdziwą wiedźmą, syn go nienawidzi (zresztą z wzajemnością), a życie zawodowe to ciąg niekończących się upokorzeń i niewolniczej pracy dla korporacji. Głównemu bohaterowi pomału zaczynają puszczać nerwy i coraz bardziej pochłania go szaleństwo. Katalizatorem i mentorem przemiany zostaje tajemniczy przybysz Rodrigo Valente. Od tej pory bieg wydarzeń przybiera postać zwariowanej karuzeli i zdarzyć się może dosłownie wszystko…

Przy czym niezwykła fabuła aż kipi od niewybrednego humoru, pełna jest gagów nie tylko sytuacyjnych, ale także słownych. Brzostowski operuje bogatym językiem, a umiejętnie mieszając style, wprowadza kolokwializmy, wulgaryzmy i współczesne (najczęściej angielskie) makaronizmy. Co świetnie pasuje do stylistyki groteski i w dużej mierze przyczynia się do budowy specyficznego klimatu powieści.

A autor jest wielkim amatorem minimalizmu i widać, że upodobał sobie przede wszystkim prostotę. Oszczędność słów, akcja prowadzona przede wszystkim przez błyskotliwe dialogi, krótkie i szybkie rozdzialiki, błyskawicznie prowadzące do finału. Aż dziw bierze, że w mini-powieści udało się pisarzowi zbudować taki maxi-świat. I faktycznie można tu odczuwać pewien niedosyt i zawód, bo mało opisów, mało szczegółów i mało pogłębienia niektórych spraw. Choćby nie do końca zrozumiały zabieg wprowadzenia książki w książce… Z drugiej strony wszystko to pozostawia pole do popisu dla wyobraźni czytelnika, bo i bez myślenia czy chęci wgryzienia się w temat czytanie tej książki jest bez sensu.

Autor wymusza na nas, byśmy się rozejrzeli i dostrzegli absurdy otaczającego nas świata. Po lekturze książki nie mogłem wyzbyć się wrażenia, że wszystkie przedstawione szalone, surrealistyczne i groteskowe sceny są znacznie mniej absurdalnie niż współczesna rzeczywistość. To smutny morał powieści Brzostowskiego.

Ciekawy jest też przebijający się gdzieś z tła mizoginizm (podświadomy?) głównego bohatera (autora?). Sylwetki kobiece – nawet te pozytywne – są demoniczne, intrygują i często prowadzą do zguby mężczyzny (choć tu zdarza się wyjątek). Są przede wszystkim cielesnym obiektem, doskonale potrafiącym grać na nerwach i czułych punktach każdego faceta (hmm, w sumie to dość prawdziwy portret…).

Brzostowski bawi się w Koterskiego, opisując nie tylko dzień świra, ale także słodko-gorzką zemstę swojej własnej wersji Adama Miauczyńskiego. I choćby już z tego względu warto zajrzeć do książki. Czterdziestolatek przeżywający kryzys wieku średniego to karykatura otaczającej nas rzeczywistości. A groteska to chyba najsmutniejszy z gatunków literackich, zwłaszcza gdy dodamy do tego gapienie się na… nosorożca. Zdecydowanie, jest to zwierzę, które potrafi podpalić serca…

Michał Erazmus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: